odzież - biżuteria - książki - wykroje - sprzęty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą equipment. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą equipment. Pokaż wszystkie posty

20 grudnia 2018

Prowizorka

7 raz(y) skomentowano
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, przecinak, thread cutter, prowizorka, prujka krawiecka, maszyna do szycia, prawdziwy Łucznik 884, vintage sewing machine
[kliknij, aby powiększyć]

🇵🇱 Takie się rzeczy robi, kiedy w starej maszynie nie ma przecinaka do nici. Działa wybornie!

🇬🇧 This is what you do when your vintage sewing machine has no thread cutter. And it works!

13 grudnia 2018

"Szyjemy w domu", Antonie Janusch (książka o domowym szyciu z 1956 roku)

13 raz(y) skomentowano
W porównaniu z modą dawnych czasów obecnie krój odzieży jest do tego stopnia uproszczony i zunifikowany, że nie ma już zasadniczych trudności z uszyciem sobie samej sukienki czy odzieży jakiegokolwiek innego rodzaju. Wygląd nawet najskromniejszej sukienki zależny jest jednak od właściwego i starannego wykonania. Dlatego konieczne jest poznanie nawet najprostszych czynności, szycie odzieży bowiem wymaga szeregu różnorodnych czynności, od znajomości których zależy jakość wykonania danej sztuki. Zalicza się do nich wykrój, szycie, mierzenie i prasowanie...
Tak o domowym krawiectwie lat pięćdziesiątych pisała autorka książki "Szyjemy w domu", którą kilka tygodni temu dostałam w prezencie od jednej z pań czytających mojego bloga (OGROMNIE DZIĘKUJĘ!).

Zapewne przez myśl Antonie Janusch nawet nie przeszło, że te uproszczenia sięgną jeszcze dalej, a odzież XXI wieku zostanie pozbawiona na przykład zaszewek biustowych, ręcznie przyszytych guzików i wielu wewnętrznych wykończeń. Już nawet instrukcje współczesnych gotowych wykrojów zapominają o detalach, które czynią domowo uszyte ubrania wyjątkowymi. Na szczęście na strychach i w piwnicach przetrwały publikacje takie, jak ta!

"Szyjemy w domu" została całkowicie poświęcona szyciu odzieży wszelakiej i od podstaw tłumaczy oraz dokładnie prezentuje szereg technik krawieckich, niezbędnych do stworzenia idealnie dopasowanych ubrań. Techniki te, zwane tu podstawowymi czy najprostszymi, w dzisiejszych czasach wcale takie podstawowe nie są (niektórzy już nawet nie dekatyzują przed i nie prasują materiału w trakcie szycia) i z pewnością nie przyśpieszą naszej pracy. A wręcz ją spowolnią! Sprawią, jednak że uszyta przez nas odzież będzie piękna i trwała.

Bo czy nie o to chodziło w latach pięćdziesiątych?

Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia kilkunastu stron. A jeśli traficie gdzieś na zapomniany egzemplarz tej książki, to bierzcie (niezależnie od stopnia Waszego krawieckiego zaawansowania), bo naprawdę warto!

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Spis treści oraz przedmowa:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Właściwy dobór tkaniny i odpowiednie narzędzia pracy:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Szycie sukienki, pierwsza miara:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Ściegi w maszynie do szycia:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Podszywanie i naszywanie wykrojów tkaniny:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Wykończenie rękawów:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Układanie fałd:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Sutasz:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Moje ukochane zatrzaski i haftki:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Wykończenia dekoltów:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Wszywanie podszewki:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Prasowanie materiałów różnych:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

15 grudnia 2015

What’s up, Bro? Czyli recenzja maszyno-hafciarki Innov-is NV2600 marki Brother

Październikowe sycylijskie wakacje nie bardzo się nam udały. Trafiliśmy na najgorszą pogodę od 10 lat (tak, prawie codziennie lało), bo takie mamy szczęście! Jednak po powrocie czekała na nas, a właściwie na mnie, niespodzianka - wielka i wypasiona maszyna Innov-is NV2600 marki Brother. Sprzęt ten przyjechał do mnie na gościnne występy, które właśnie dobiegają końca (jutro wraca do dystrybutora), dlatego należy mu się odpowiednia recenzja.

Na zdjęciu po prawej maszyna z modułem haftującym:

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, pracownia marchewkowej, tu się szyje, wrocław, Brother Innov-is NV2600, recenzja mszyna do szycia, maszyno-hafciarka
[kliknij, aby powiększyć]

NV2600 to najnowszej generacji stębnówka i hafciarka w jednym (obecnie firma Brother produkuje ten sprzęt w Wietnamie). Jak zapewnia producent, jest to maszyna idealna do zastosowań zarówno domowych, jak i całkowicie profesjonalnych, całkowicie odporna na błędy użytkownika. Do dyspozycji mamy tu 232 ściegi (w tym możliwość "narysowania" własnego) oraz 138 haftów, które można wykonać nawet ozdobną włóczką, dzięki dołączonemu do zestawu specjalnemu bębenkowi. Dodatkowo...

Ale co ja tu będę przytaczać dość obszerną specyfikację, sami rzućcie okiem na mnogość funkcji tej maszyny, a ja skupię się na tym, co najbardziej zwróciło moją uwagę w tym sprzęcie. 

Maszyna dotarła do mnie w gigantycznym pudle (67 cm x 59 cm x 55 cm). Nie ma się jednak co dziwić, bo we wnętrzu mamy nie tylko maszyno-hafciarkę, ale i sztywny futerał, ogromny i ciężki moduł haftujący oraz tonę akcesoriów (w tym tamborki i podnośnik nożny). Sama maszyna bez jakichkolwiek dodatków waży 10 kg i wykonana jest z dość cienkiego plastiku (a niektóre elementy nawet z bardzo cienkiego), ku mojemu zdziwieniu niezbyt precyzyjnie odlanego. Elementy obudowy nie schodzą się ze sobą, co sprawia, że mamy tu do czynienia z ostrymi krawędziami, o które można zniszczyć cieńsze materiały.

Futerał z kieszenią na pedał, instrukcję i inne potrzebne drobiazgi:

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, pracownia marchewkowej, tu się szyje, wrocław, Brother Innov-is NV2600, maszyna do szycia, maszyno-hafciarka, recenzja
[kliknij, aby powiększyć]

Z podłączeniem maszyny nie było żadnego problemu, ot dwa kabelki - maszyna-kontakt i maszyna-pedał, zwany tu modułem sterowania stopką.

Pierwszą rzeczą, która zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie był dotykowy ekran LCD, który działa niezwykle płynnie oraz intuicyjny interfejs. Tu właściwie nie można się zgubić, czy też pomylić. Wszystko mamy wyłożone na tacy i bardzo jasno opisane lub oznaczone. Po prostu nie da się "źle nacisnąć"!  Za pomocą menu nie tylko wybierzemy ścieg, dostosujemy jego rozmiary czy naprężenie nici górnej, ale też dostosujemy wysokość stopki, jej nacisk, ustawienie początkowe igły, włączymy lub wyłączymy czujnik wykrywania grubości tkaniny, ustalimy prędkość haftu czy zmienimy język.

Wybór ściegów oraz menu ustawień:

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, pracownia marchewkowej, tu się szyje, wrocław, Brother Innov-is NV2600, maszyna do szycia, maszyno-hafciarka, recenzja
[kliknij, aby powiększyć]

Jako że na stole krawieckim czekała na zszycie podszewka do kostium w pepitkę, od razu nawinęłam odpowiednie nici. I tu muszę pochwalić system nawijania dolnej szpulki, który jest niezwykle sprawny i cichy. Podobnie zresztą jak sama maszyna w trakcie normalnego szycia. Wydawane przez nią dźwięki są głębokie, ale nie dudniące i mało słyszalne dla osób przebywających w innym pomieszczeniu. To zdecydowanie najcichsza maszyna, z jaką miałam do czynienia! W ocenie głośności pomijam jednak dźwięki wydawane przez maszynę w trybie hafciarki, bo zapewne wszystkie sprzęty tego typu są równie głośne.

A jak już wspomniałam o szpulce, to warto zaznaczyć, że maszyna powiadamia o kończącej się na niej nici, co jest niezwykle przydatną informacją. Lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć, że zaraz czeka nas nawijanie, prawda? :]

Nawleczenie górnej nici jest równie banalnie proste. Mamy tu nie tylko odpowiednie oznaczenia, ale i faktycznie działający za każdym razem nawlekacz igły, o którego istnieniu słyszy się w krawieckim świecie tylko legendy. Nie zdarzyło mi się, żeby nitka nie trafiła do oczka.

Spory pojemnik na akcesoria (nie upchniemy tu jednak wszystkiego, co zostało dołączone do maszyny):

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, pracownia marchewkowej, tu się szyje, wrocław, Brother Innov-is NV2600, maszyna do szycia, maszyno-hafciarka, recenzja
[kliknij, aby powiększyć]

NV2600 możemy wprawić w ruch za pomocą przycisku na obudowie lub pedała. Co ciekawe, można sterować również prędkością biegu wstecznego. Taka opcja rzadko zdarza się w maszynach komputerowych. Maksymalnie uszyjemy tu 850 ściegów na minutę, co nie czyni z tego sprzętu giganta prędkości. Nie można mieć jednak wszystkiego! ;] Tę niewielką wadę zrekompensuje nam brak opóźnienia przy rozpoczynaniu i kończeniu szycia. Naprawdę nie lubię komputerowych maszyn, które muszą pomyśleć przed wykonaniem jakiejkolwiek czynności.

Ciekawostką w tym sprzęcie jest możliwość szycia w bok oraz wykonania ściegu fastrygującego (pojedynczy ścieg może mieć 20 mm długości!).

Przykładowe ściegi wykonane na podwójnie złożonym kretonie bawełnianym (nić: Ariadna Talia 120, igła: 90)

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, pracownia marchewkowej, tu się szyje, wrocław, Brother Innov-is NV2600, maszyna do szycia, maszyno-hafciarka, recenzja
[kliknij, aby powiększyć]

Na filmie zobaczycie maksymalną prędkość wyszywania ściegu prostego, ozdobnego oraz szycie w bok:


Mimo tych licznych zalet, maszyną nie poszyłam za wiele, gdyż szybko okazało się, że ma ona problem z tworzeniem równo naprężonego ściegu na grubszych i puszystych materiałach (dolna nić wygląda jak linia ciągła). A tu w planach same wełny i aksamity! Żonglerka nićmi i igłami, próba ustawienia naprężenia nici górnej (regulowane komputerowo) oraz wyłączenie czujnika grubości materiału nie przyniosły zadowalającego efektu. Regulacji wymagało naprężenie nici dolnej. Niestety, w tej maszynie śrubka regulacji zaklejona jest plastikową plombą, co sprawia, że przed szyciem wspomnianych materiałów sprzęt należy wysłać do serwisu w celu regulacji. Taka mała niedogodność, za to z szyciem materiałów cienkich nie ma tu najmniejszych problemów!

Średnio udane okazały się również testy modułu haftującego.

Podłączenie modułu haftującego oraz przygotowanie tamborka nie wymaga żadnej specjalistycznej wiedzy. Papierowa instrukcja bardzo dokładnie opisuje każdy etap przygotowania maszyny do haftowania. Dodatkowo na ekranie wyświetlacza mamy możliwość przejrzenia skróconej instrukcji obrazkowej. Brak tu jedynie informacji, że pliki haftów PES można załadować do maszyny wyłącznie za pomocą sformatowanego w systemie FAT-32 nośnika USB i dopiero po podłączeniu modułu haftującego.

W pamięci maszyny mamy zapisane 138 wzorów i 11 czcionek hafciarskich (niestety bez polskich znaków), przeznaczonych wyłącznie do użytku prywatnego. Dodatkowe wzory możemy zakupić u producenta maszyny lub stworzyć sami za pomocą oprogramowania PE-DESIGN® 10. Na moje nieszczęście samo oprogramowanie (w tym wersja demo) przeznaczone jest tylko na komputery z systemem Windows, co użytkownikom Maków uniemożliwia pełne wykorzystanie maszyny. Dla takich jak ja Brother przygotował jedynie bardzo okrojoną wersję oprogramowania, czyli program MacBroidery (tworzenie napisów ze 100 czcionek i ozdabianie ich gotowymi projektami haftów). Jako że nie przepadam za maszynowymi haftami (nie ma co ukrywać, kojarzą się raczej z haftami na chińskiej odzieży), byłam niepocieszona niemożliwością stworzenia własnego wzoru i o pomoc w jego przygotowaniu musiałam poprosić właścicieli sklepiku Kram z tradycjami, którzy od lat zajmują się projektowaniem i wykonywaniem haftów.

I tak oto powstała Marchewka! Została wykonana zwykłymi nićmi poliestrowymi (są nieco za grube do tak gęstego haftu), bo akurat Ariadna zrezygnowała z produkcji niewielkich nawojów nici do haftu, a dużych szpul po prostu nie opłacało mi się kupować przy tak krótkich testach hafciarki.

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, pracownia marchewkowej, tu się szyje, wrocław, Brother Innov-is NV2600, maszyna do szycia, maszyno-hafciarka, recenzja
[kliknij, aby powiększyć]

Jak wcześniej wspomniałam, maszyna w funkcji hafciarki jest bardzo głośna, więc nocnego haftowania raczej nie polecam, szczególnie że proces haftowania jest długotrwały i wymaga aktywnego zaangażowania (zmiana kolorów nici).

A efekty? Na pewno nie widać ich od razu, bo pięknie wykonane hafty wymagają wielu prób. Myślę jednak, że po pewnym czasie rezultaty mogą być bardzo profesjonalne.



PODSUMOWANIE 

Cena maszyny: 8 450 zł (źródło)
Cena oprogramowania: 5 500 zł (źródło)

Zalety: przejrzyste i intuicyjne menu, sprawie działający wyświetlacz LCD, szybkie i ciche nawlekanie szpulki dolnej, bardzo cicha praca w trakcie szycia, powiadomienie o kończącej się nici dolnej, niezawodnie działający nawlekacz nici górnej, możliwość regulacji prędkości biegu wstecznego, brak opóźnienia przy rozpoczęciu i kończeniu szycia, możliwość szycia w bok i fastrygowania, mnogość ściegów i akcesoriów, czytelna instrukcja, łatwość montażu modułu haftującego, możliwość haftowania włóczką.

Wady: cena, cienki i wyglądający na kruchy plastik, niedopasowane elementy obudowy i ostre krawędzie, dość niska prędkość szycia (850 ściegów/min.), głośna praca w trybie hafciarki, brak możliwości regulacji naprężenia nici dolnej w warunkach domowych (zaplombowany bębenek), brak oprogramowania do projektowania wzorów na Maka, brak polskich czcionek, żonglowanie nićmi w trakcie haftowania.

Przyznam szczerze, że mam problem z określeniem grupy docelowej tej maszyny. Jest to produkt zbyt drogi dla osób początkujących, które nie wiedzą jeszcze, czy szycie i haftowanie to jest to, czym chcą się zajmować. Jest również zbyt drogi dla bardziej zaawansowanych amatorów i profesjonalistów, którym zbędna jest opcja haftu. Czy zaś zadowoli miłośników maszynowego wyszywania?

Naprawdę nie wiem, co mam o niej myśleć, dlatego ostateczną ocenę maszyno-hafciarki Innov-is NV2600 pozostawiam Wam! Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o tym sprzęcie. 

14 września 2015

Zdekompletowany, część 2

51 raz(y) skomentowano
Niestety, wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że w tym miesiącu nie ruszę z normalnym szyciem. Mój psujący się od samego początku Gritzner Tipmatic 1037 nadal nie powrócił z serwisu. 

Ostatnie nadzieje pokładam w Tule z 1961 roku. Udało mi się ją wyregulować tak, że pojedyncze zgubione ściegi zdarzają się już bardzo rzadko, ale szycie idzie mi tu jakoś tak opornie, mimo że maszyna ma ok. 1000 ściegów/min.

Russian sewing machine, Tula, Tuła, rosyjska maszyna do szycia, mint, Wrocław szyje
[kliknij, aby powiększyć]

Zaczęłam nią nawet szyć sukienkę z bawełny od 71prints, ale wątpię, abym skończyła ją przed naszym październikowym wyjazdem (postanowiliśmy wybrać się na Sycylię, aby nieco odbić sobie nieudaną Maltę). Na szczęście w szafie mam kilka rzeczy, których do tej pory na sobie nie pokazywałam. Między innym czarną spódnicę w kwiaty, która pojawiła się na manekinie w ostatniej notce.

Tak, jak wspominałam, spódnica jest częścią kompletu*, którego przez perypetie maszynowe nie mogę skończyć szyć. Jednak sama spódnica na tym skorzystała, bo w zeszłym tygodniu mogłam ją przetestować z różaną bluzką Gatty i lekkimi rękawiczkami, których kolor idealnie zgrywa się z gałązkami na spódnicy (do tej pory rękawiczki leżały zagrzebane w szufladzie, bo nie miałam odzieży, która pasowałaby do nich  kolorystycznie).

PS Niestety mamy pecha do sprzętów. Nie dość, że maszyna nadal nie naprawiona, to pan Marchewka stracił chwilowo swój telefon i musiał zawiesić instagramową działalność. Mamy jednak nadzieję, że cykl koszulkowy wkrótce powróci.

szycie, krawiectwo, sewing, handmade, 50s, retro, vintage, Burda, Capri, circle skirt, flower, print, kwiaty, bawełna, popelina, Skład Bławatny, faulty Gritzner 1037, moda, Wrocław, tu się szyje, pracownia marchewkowej
szycie, krawiectwo, sewing, handmade, 50s, retro, vintage, Burda, Capri, circle skirt, flower, print, kwiaty, bawełna, popelina, Skład Bławatny, zepsuty Gritzner Tipmatic 1037, moda, Wrocław, tu się szyje, pracownia marchewkowej
szycie, krawiectwo, sewing, handmade, 50s, retro, vintage, Burda, Capri, circle skirt, flower, print, kwiaty, bawełna, popelina, Skład Bławatny, zepsuty Gritzner Tipmatic 1037, moda, Wrocław, tu się szyje, pracownia marchewkowej
szycie, krawiectwo, sewing, handmade, 50s, retro, vintage, Burda, Capri, circle skirt, flower, print, kwiaty, bawełna, popelina, Skład Bławatny, zepsuty Gritzner Tipmatic 1037, moda, Wrocław, tu się szyje, pracownia marchewkowej
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

PL 
Spódnica w stylu lat '50.: uszyłam sobie
Wykrój: Capri, Burda Vintage 2014
Bluzka: Gatta
Rękawiczki: vintage, prezent od Leny
Buty: Lasocki, CCC 


EN 
50s style skirt: made by me
Pattern: Capri, Burda Vintage 2014
Top: Gatta
Gloves: vintage, a gift from Lena
Flats: Lasocki, CCC 

8 grudnia 2014

Co robić, jak wybrać maszynę do szycia

29 raz(y) skomentowano
Wielu czytelników przybywa na Marchewkową w celu znalezienia odpowiedzi na najtrudniejsze krawieckie pytanie - jak i jaką maszynę do szycia wybrać? Nie każdemu jestem w stanie pomóc, bo w mojej rękodzielniczej karierze maszyn nie było za wiele. Chciałabym jednak poruszyć kilka zagadnień, nad którymi warto się zastanowić, biegnąc do sklepu po taki sprzęt*.

A właściwie pośpiechu lepiej unikać, bo decyzja o zakupie maszyny musi być przemyślana.

Czy szycie to jest to?
Nie warto kupować maszyny pod wpływem impulsu. Jeśli nigdy nie miało się do czynienia z krawiectwem, może się okazać, że po kilku nieudanych próbach szycia (tak to zwykle na początku bywa) maszyna trafi w kąt. Przed zakupem takiego sprzętu warto udać się na krótki kurs szycia, choćby do szyjącej koleżanki czy ciotki.

Jeśli już wiemy, że maszyna to sprzęt, który powinien znaleźć się w naszym domu, spróbujmy znaleźć dla niej odpowiednie miejsce - najlepiej takie, z którego nie będzie musiała być stale usuwana. Chowanie maszyny po każdym szyciu to żadna przyjemność.

Częstotliwość szycia nie ma znaczenia.
Niezależnie od tego, czy całymi dniami będziemy produkować ubrania i patchworki, czy raz na miesiąc uszyjemy domowe akcesorium - maszyna musi być solidna! W końcu nie może ulec awarii nawet wtedy, kiedy podwijamy zasłonę. Solidność maszyny nie ma wiele wspólnego z jej ceną (moja Silverka za 190 zł właśnie rozpoczęła 6. rok życia), liczy się przede wszystkim wnętrze. Ma być metalowe (sprawia ono, że maszyna jest ciężka). Jeśli rama lub podzespoły odlane są z plastiku, omijamy szerokim łukiem. Podobnie postępujemy ze sprzedawcą/producentem, który odmawia nam udzielenia informacji na temat wnętrza maszyny.

Nigdy też nie dajmy sobie wmówić, że początkujący są w stanie zepsuć maszynę. Solidnie wykonany sprzęt przetrwa bez problemu pierwsze próby szycia. Złamana igła czy zablokowany bębenek zdarzają się każdemu i nie muszą świadczyć o większym problemie.

Dopóki śmierć nas nie rozłączy.
Nigdy nie kupujmy maszyny z myślą o jej wymianie w przyszłości. Jeśli tak podejdziemy do sprawy, to szycie nigdy nie przyniesie nam radości, bo stale będziemy się zastanawiać, czy na innej maszynie nie szyłoby się nam lepiej.

Mnogość ściegów i komputer ≠ stopień zaawansowania.
Wbrew pozorom z maszyn komputerowych (wielościegowych) skorzystają przede wszystkim osoby początkujące! Tego typu maszyny znacznie łatwiej opanować, gdyż producenci dbają o dokładne oznaczenie każdego przycisku i funkcji. Dodatkowo taki sprzęt ułatwi nawleczenie nici, obszycie dziurek, przyszycie guzika i pozwoli na wykonanie pierwszych szwów bez obawy o konieczność nadmiernej regulacji długości i szerokości ściegu. Wielościegowość przydaje się również osobom  (niekoniecznie początkującym) szyjącym ozdoby i domowe akcesoria.

Maszyny mechaniczne dwu- lub kilkuściegowe zdadzą egzamin u osób, które mają już krawieckie doświadczenia, a ustawienie ściegu pod własne potrzeby nie sprawia im problemu. Maszynami mechanicznymi łatwiej też szyje się odzież ciężką, za którą osoby początkujące raczej się nie biorą.

Internet pomoże!
Przed zakupem warto przeszukać sieć w poszukiwaniu opinii na temat różnych typów maszyn. Pomocne będzie tu Ceneo, Opineo i Amazon, ale warto również zajrzeć na forum Szyjemy po godzinach. Nie bójmy się zapytać!

Stare ale jare.
Jeśli marzymy o maszynie mechanicznej, to warto rozważyć zakup sprzętu używanego. Maszyny Łucznika czy Singera sprzed kilkudziesięciu lat nie tylko w całości są wykonane z metalu (łącznie z obudową), ale praktycznie nigdy nie ulegają awarii i kosztują ułamek ceny nowej maszyny.

Serwisie gdzie jesteś?
Jeśli zdecydujemy się na zakup nowej maszyny, zapytajmy o dostępność serwisu na terenie Polski i usługę door-to-door. Jeśli naprawa maszyny wymaga wysyłki za granicę, nie decydujmy się na jej zakup, bo w razie awarii troszkę sobie poczekamy. Sprawdźmy też czas trwania gwarancji. Dwa lata to minimum. Unikajmy więc sklepów, które skracają ten czas do roku.

W trakcie zakupu dowiedzmy się też, gdzie można nabyć igły (praktycznie zawsze są to ogólnodostępne igły półpłaskie) i stopki (systemy mocowania stopek mogą być różne). Jeśli istnieje taka opcja, od razu dokupmy opakowanie igieł do tkanin. Ze stopkami warto się wstrzymać, bo do nowych maszyn producenci dołączają zwykle kilka sztuk.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, zadajcie je w komentarzach pod notką!

W poniższych notkach znajdziecie recenzje maszyn, z którymi miałam do czynienia:
Juki HZL F-600
Łucznik Helena 2060
Texi Ballerina
SilverCrest 8750


Jako ilustrację załączam zdjęcia mojego stroju z otwarcia pracowni krawieckiej (już z nią nie współpracuję):
Szpilka party, 21.11.14, sewing, szycie, krawiectwo, blog, marchewkowa, circle skirt, spódnica z koła, buttrick 5605, wykrój, pattern, żakard, bawełna
Szpilka party, 21.11.14, sewing, szycie, krawiectwo, blog, marchewkowa, circle skirt, spódnica z koła, buttrick 5605, wykrój, pattern, żakard, bawełna, SilverCrest, Silver Crest, maszyna do szycia z Lidla
Szpilka party, 21.11.14, sewing, szycie, krawiectwo, blog, marchewkowa, circle skirt, spódnica z koła, buttrick 5605, wykrój, pattern, żakard, bawełna, SilverCrest, Silver Crest, maszyna do szycia z Lidla
Szpilka party, 21.11.14, sewing, szycie, krawiectwo, blog, marchewkowa, circle skirt, spódnica z koła, buttrick 5605, wykrój, pattern, żakard, bawełna, SilverCrest, Silver Crest, maszyna do szycia z Lidla
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

 PL 
Spódnica: uszyłam sobie
Wykrój: Butterick 5605
Bluzka: Gatta (rękaw 7/8, a nie 3/4 jak twierdzi producent)
Broszka-pudelek: Allegro, lata '60.
Buty: Lasocki
Kolczyki: Kruk
Pasek: Biedronka
Torebka: SH, prezent od bratowej
Halka: eBay

 EN
Skirt: made by me
Pattern: Butterick 5605
Top: Gatta
Poodle brooch: Allegro, 60s
Shoes: Lasocki
Earrings: Kruk
Belt: Biedronka
Bag: second-hand shop
Petticoat: eBay

* Wyłącznie na podstawie moich obserwacji. 

22 maja 2014

Ciacham fiskarsami śmiało

19 raz(y) skomentowano
Przez cztery lata moich krawieckich podbojów zużyłam kilkanaście par nożyczek! 

Miałam tanie nożyczki z Lidla, które spisywały się świetnie, choć krótko. Miałam nożyce krawieckie z Ikei (proste i zygzaki), które nie pociągnęły za długo. W końcu kupiłam nożyczki tytanowe, których nie można było ostrzyć, ale miały się nie tępić. Niestety, po kilku miesiącach użytkowania nadawały się jedynie do ozdoby (mają ładny lawendowy uchwyt). Ostatecznie w styczniu tego roku zdecydowałam się na droższy zakup (ok. 70 zł na Allegro) - nożyczki i ostrzałkę chwalonej marki z tradycjami, czyli Fiskars.

Po czterech miesiącach ciągłego ciachania materiałów (nie używam ich do papieru) warto by wydać jakiś werdykt.

Pierwsze wrażenie powaliło mnie na kolana. Nożyczki mają niezwykle gładkie i równe ostrza, które tną na całej długości - czubek nigdy mnie nie zawiódł. Uchwyty są świetnie wyprofilowane i nie przyczyniają się to tworzenia odcisków. Dodatkowo wykonano je z bardzo grubego plastiku. Nawet upadek z wysokości (u mnie ze schodów ;]) nie był w stanie mu zaszkodzić.  Nożyczki ważą ok. 140 gramów, czyli nie męczą dłoni, a bezproblemowo tną każdy materiał.

marchewkowa, blog, recenzja, nożyczki, ostrzałka, Fiskars
[kliknij, aby powiększyć]

Jako że stal zastosowana w tego typu ostrzach wymaga częstego ostrzenia, ostrzałka wydała mi się nieodzownym uzupełnieniem zakupionych nożyczek.

Zamknięto ją jest w lekkim, pustym w środku pudełku. Składa się ono z dwóch części - czarny element to uchwyt, szary zawiera samą ostrzałkę - które można swobodnie rozdzielić, gdyby potrzebna była mniejsza wersja.

marchewkowa, blog, recenzja, nożyczki, ostrzałka, Fiskars
[kliknij, aby powiększyć]

Urządzenie to jest niezwykle proste w obsłudze. Aby naostrzyć nożyczki, ostrza należy włożyć do otworów, lekko je zacisnąć i trzykrotnie przeciągnąć po ostrzałce. Efekt - skalpel wysiada!

marchewkowa, blog, recenzja, nożyczki, ostrzałka, Fiskars
 [kliknij, aby powiększyć]

Warto jednak pamiętać, że jeśli decydujemy się na zakup tych nożyczek, to ostrzałka musi znaleźć się w komplecie. Bez niej nożyczki stają się bezużyteczne po kilku dniach cięcia tkanin.

To jednak nie jest zbyt wielką wadą w porównaniu z miękkością stali (HRC 57), z której wykonano ostrza. Mimo że nożyczki tną bez zastrzeżeń wszystkie tkaniny, to na tych najgrubszych potrafią się wyszczerbić. O niezbyt dobrej jakości stali świadczą również uszkodzenia, które powstają na śrubie w trakcie jej regulacji.

Zaznaczony uszczerbek powstały styczniu po cięciu bawełnianej gabardyny. Mimo wielokrotnych ostrzeń nie udało się go do końca spiłować.
marchewkowa, blog, recenzja, nożyczki, ostrzałka, Fiskars
[kliknij, aby powiększyć]

Tak czy siak, nożyczki Fiskars to pierwsze nożyczki, które pobiły u mnie wszelkie rekordy żywotności!

W notce udział wzięły:

7 kwietnia 2014

I Will Always Love Ju(ki) HZL-F600

24 raz(y) skomentowano
Uwielbiam testować nowe maszyny! Fascynują mnie wszystkie nowości i możliwość ich wypróbowania jest dla mnie wielką atrakcją. Kiedy poproszono mnie o wypróbowanie najbardziej wypasionej maszyny domowej japońskiej marki Juki - nie mogłam odmówić.

Juki HZL-F600 dotarła do mnie 12 marca, a więc czasu na jej pełne przetestowanie nie było za wiele (9 kwietnia odjeżdża). Jest to egzemplarz używany podczas warsztatów krawieckich - a więc nie fabrycznie nowy, co akurat mnie ucieszyło, bo miałam sposobność przekonać się, że maszyna wiele zniesie.

Mnogość funkcji sprawiła, że postanowiłam się skupić na tych, które najbardziej przydają się w trakcie szycia i wykańczania odzieży. 

Nim przejdę do ich opisania, spójrzcie, czym chwali się producent:
  • 255 ściegami do wyboru i 4 rodzajami czcionek;
  • panelem sterującym, który umożliwia łatwy i szybki wybór ściegu;
  • chwytaczem rotacyjnym;
  • niezależnym nawijaczem szpulek (szycie i nawijanie w tym samym momencie);
  • nawlekaczem igły;
  • automatycznym obcinaniem nici za pomocą przycisku lub pedału;
  • automatyczną lub ręczną kontrolą naprężenia nici;
  • precyzyjnym szyciem dziurek;
  • mocnym transportem materiału;
  • łączeniem i zapamiętywaniem wzorów;
  • perfekcyjnym pozycjonowaniem igły;
  • podwójnym oświetleniem LED;
  • płynną regulacją prędkości za pomocą suwaka i pedału;
  • regulacją docisku stopki;
  • podnośnikiem kolanowym stopki;
  • stolikiem powiększającym pole szycia.
We wnętrzu prawiedwudziestokilogramowego pudła, które do mnie  dostarczono znajdowała się maszyna w osłonie (razem ważą 12 kg, solidny plastik!) i stolik przedłużający pole szycia, którego niestety nie zdążyłam przetestować i cały miesiąc przeleżał w pudle.

Po wydobyciu maszyny moją uwagę zwróciła kieszeń na akcesoria, w którą wyposażono osłonę. Rozwiązanie to umożliwia przechowywanie najpotrzebniejszych rzeczy tuż przy maszynie. Moje dłonie od razu powędrowały w kierunku znajdującej się tam instrukcji. I tu spotkało mnie wielkie rozczarowanie. Instrukcja jest chaotyczna, źle przetłumaczona na angielski, a do tego na każdej stronie przeplatają się ze sobą cztery języki, co skutecznie utrudnia odnalezienie właściwej informacji.

Na szczęście, jak się potem okazało, obsługa maszyny jest tak intuicyjna, że żadne instrukcje nie są tu wymagane. Wszystko mamy pięknie namalowane na samej obudowie.

Juki HZL-F600

Tego samego dnia zabrałam się za szycie (nie było czasu do stracenia).

Na pierwszy ogień poszła bawełniana gabardyna (efekty szycia mogliście zobaczyć w tej notce), z którą maszyna poradziła sobie bez problemów. Szycie było szybkie (900 wkłuć/min.) i bardzo ciche. To najcichsza maszyna, na jakiej do tej pory zdarzyło mi się pracować! Podczas szycia słychać jedynie lekki szum - żadnego dudnienia czy trzaskania.
 
A jeśli już mowa o wydawanych przez Juki dźwiękach, to trzeba zwrócić uwagę na pisk wydobywające się z okolic lampki LED.  Osoby, które słyszą bardzo wysokie dzięki mogą się poczuć tym nieco zmęczone. Niby po 26 roku życia nie słyszymy tak wysokich dźwięków, ale ja należę do wyjątków (pan Marchewka nic nie słyszał).

Prędkością maszyny, podobnie jak w innych urządzeniach tego typu, sterujemy za pomocą suwaka i pedału, w którym zamontowano również automatyczny obcinacz (wystarczy nacisnąć pedał piętą)! Niestety, szycie wsteczne jest wolne i nie mamy na nie żadnego wpływu.

Juki HZL-F600

Wróćmy jednak do zalet.

Maszynę wyposażono w niezależny automatyczny nawijacz szpulki, który pozwala nam na nieprzerwane szycie nawet w trakcie jej nawijania. Z tym rozwiązaniem do tej pory się nie spotkałam i jestem nim zachwycona. Nić nawijana jest ekspresowo i z dużą precyzją, a tuż obok znajduje się obcinacz, który ułatwia szybkie zdjęcie szpulki i umieszczenie jej w chwytaczu.

Jego działanie zobaczycie na znajdującym się na dole notki filmie.

recenzja, opinia, testy, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Juki HZL-F600

Pod klapką, skrywającą nici i nawijacz, znajdziemy również tabelę ze wszystkimi ściegami, wzorami (255 rodzajów) i czcionkami. Możliwości przyprawiają o zawrót głowy. Mamy tu nie tylko ściegi podstawowe (w tym ten do dzianin), owerlokowe, cerujące i zabezpieczające, ale i 15 rodzajów dziurek, ściegi ozdobne i programowalne ikonki, które można swobodnie łączyć z każdym krojem czcionek (oczywiście tradycyjnie brakuje polskich liter). Komputer zezwala nam na zaprogramowanie na raz do 70 znaków.

Całkiem sporo!

Juki HZL-F600

Wyboru ściegu dokonujemy na świetnie oznaczonej klawiaturze, a długością i szerokością płynnie sterujemy pokrętłami. Znacznie to szybsze niż klikanie przycisku.

Maksymalna długość ściegu to 5 mm, a szerokość - 7 mm.

Skoro wspomniałam już o ściegach, to dogłębnie przetestowałam ten do dzianin (3). Uszyłam nim rozciągliwą podszewkę do żakietu i sukienkę z dżerseju punto (jeszcze na blogu się nie pojawiła). Juki bez zarzutu radzi sobie z wszelkimi dzianinami - prawidłowo je transportuje i nie wciąga tam, gdzie nie trzeba. Równie dobrze wykonuje na nich ściegi obrzucające  i spokojnie może zastąpić owerloka, choć w trakcie obrzucania (ścieg nr 7) zdarza jej się zrywać nici. Niestety, nie udało mi się dojść przyczyny.

Tuż pod klawiaturą znajduje się otwór, który służy do mocowania podnośnika kolanowego stopki, czyli sporej wajchy umożliwiającej nam podnoszenie stopki za pomocą kolana, ale i łokcia czy wolnej dłoni (przy dużej ilości materiału za stopką nie zawsze mamy dostęp do klasycznego podnośnika).
Dodatek to przedziwny, ale wielce przydatny i zapewne niejedna miłośniczka paczłorkowania się nim zachwyci.

Juki HZL-F600

Tuż przy stopce tradycyjnie znajdziemy nawlekacz igły i równie tradycyjnie jest on wykonany z cieniutkiego i giętkiego plastiku, którego strach dotykać. 

Jak już wcześniej zaznaczyłam, mamy tu do czynienia z chwytaczem rotacyjnym. Zakryty jest on  przeźroczystą plastikową klapką, którą otwieramy białym suwakiem. Klapka dokładnie przylega do metalowej płytki i nie przyczynia się do zaciągnięć materiału w trakcie szycia.

A co to metalowej płytki, to zastanawia mnie obecność dwóch sporych otworów. Do czego służą? Instrukcja o nich nie wspomina, natomiast całkiem skutecznie pochłaniają szpilki, czy odkręcone igły - dlatego na czas testów musiałam zakleić je taśmą.

Juki HZL-F600

Zdejmowane ramię zawiera dwupoziomowy pojemnik na najpotrzebniejsze akcesoria, w tym na wprost gigantyczną (16 cm) i wypasioną stopę (to ta z czarnym kabelkiem) do robienia dziurek. Niestety, z braku czasu nie udało mi się jej przetestować.

Prócz stopki do dziurek znajdziemy tu 10 innych stopek, w tym kroczącą, do zamków, do obrzucania... pełen wybór!
 
Juki HZL-F600

Na poniższym zdjęciu zobaczycie testy ściegów, wzorów i czcionek. Czcionki wypadły najlepiej (równe i dobrze zabezpieczone) w porównaniu z poprzednimi maszynami z komputerem, które miałam na stanie.

Juki HZL-F600

Juki HZL-F600 to naprawdę świetna maszyna wyposażona w niesamowitą wprost ilość funkcji, które spodobają się przede wszystkim osobom szyjącym patchworki oraz wszelkiego rodzaju ozdoby. I zasłużyłaby na szóstkę, gdyby nie wada, której nie ustrzegł się producent. Jak wszystkie maszyny z komputerem i ta ma spory problem ze stębnowaniem kilku (6-8) warstw materiału - igła nie ma siły przebić materiału, nie łapie ściegu, ślizga się, a nawet łamie. Nie pomaga tu żadna regulacja.
 
Na szczęście stębnowania tylu warstw nie uprawia się na co dzień, więc Juki dostaje ode mnie solidną piątkę!

A teraz rzućcie okiem na filmik z testów:

ZALETY:
solidne wykonanie, intuicyjna obsługa, kieszeń na akcesoria w obudowie, szybka i bardzo cicha praca, automatyczny obcinacz nici w pedale, niezależny nawijacz szpulki, 255 wzorów i 4 rodzaje czcionek, bezproblemowe szycie dzianin, kolanowy podnośnik stopki, dwupoziomowy pojemik, akcesoria (w tym stopka krocząca i profesjonalna stopka do dziurek).

WADY: 
tragicznie przetłumaczona i skonstruowana instrukcja, wolne szycie wstecz, nawlekacz z miękkiego plastiku, duży problem ze stębnowanie kilku warstw materiału.

USZYTE MASZYNĄ JUKI:
spódnica z gabardyny, elastyczna podszewka żakietu, koszula pana Marchewki, sukienka z dżerseju punto (wkrótce na blogu).

4 kwietnia 2014

Hawaii 52204, czyli jak CottonBee wysłało nas na Hawaje

30 raz(y) skomentowano
Panu Marchewce zamarzyła się hawajska koszula. Miał kiedyś taką ulubioną (z kolekcji Wojciecha Cejrowskiego), niestety niezbyt dobrej jakości materiał szybko się skurczył i poprzecierał na szwach.

Jako że znalezienie odpowiedniej tkaniny na taką koszulę graniczyło z cudem, postanowiłam zaprojektować swój własny wzór i nadrukować go na bawełnianym kretonie.

Wspólnie z panem Marchewką wybraliśmy wykrój o numerze 132 z Burdy 4/2008 - model ze wszystkimi bajerami - kołnierzykiem na stójce, kieszenią z klapką, mankietami, szerokim podłożeniem i zapinanymi rozporkami. Co najlepsze, już po próbce okazało się, że nie wymaga on żadnych przeróbek! Albo pan Marchewka jest taki wymiarowy, albo Burda naprawdę przykłada się do męskich wykrojów.

Całość zszywało się ekspresowo, choć gęsto tkany i nieco rozciągliwy kreton wymagał użycia igły do dzianin. Największy problem stanowiło stębnowanie wielokrotnych złożeń przy stójce - igła albo nie łapała ściegu, albo nie przebijała tkaniny, ślizgała się i łamała.

Ostatecznie wszystkie przeciwności krawieckiego losu udało się pokonać i pan Marchewka śmiga już w nowej koszuli!

To pisałam ja, Marchewkowa.
 
***

Kiedy w naszym Olympusie padł podstawowy obiektyw, zrozumieliśmy, że czas pomyśleć o nowym aparacie. Oczywiście można było kupić tylko nowe szkło, ale zważywszy, że migawka miała już na koncie ponad 30 000 kliknięć, oznaczałoby to, że za jakiś czas i tak trzeba będzie wymienić korpus - i znów męczyć się z interfejsem Olympusa, który uważam za absolutnie koszmarny i skrajnie nieprzyjazny użytkownikowi.

Zatem nowy aparat. I całkiem nowa filozofia.

Wielokrotnie pytano nas w komentarzach, jaką lustrzanką robimy zdjęcia. Otóż żadną. Zawsze uważałem, że moje skromne umiejętności absolutnie nie uzasadniają zakupu lustrzanki, a teraz zrezygnowaliśmy nawet z wymiennych obiektywów.

Dlaczego? A po co nam różne szkła?

Wszak aparat służy głównie do robienia zdjęć na bloga - jednego rodzaju zdjęć. W czasie całej kariery naszego Olympusa teleobiektyw założyłem raptem parę razy, zaś obiektywu do zdjęć portertowych jakoś nigdy nie kupiliśmy. Żeby tak można było kupić aparat, który obiektyw do zdjęć portertowych ma w zestawie, pomyślałem... i przypomniałem sobie, że kiedyś czytałem o aparacie kompaktowym, który jest używany przez profesjonalistów. Niektórzy uważają go nawet za najlepszy na świecie albo ogłaszają następcą Leiki.

Ten aparat to Fujifilm X100S. Nasz nowy aparat. Co zdecydowało, że wybraliśmy właśnie jego?

Po pierwsze, aparat musiał mieć dobrą optykę. Nie jestem specjalistą i musiałem się zdać na opinie fachowców - i ich zamieszczone w internecie zdjęcia. Jedno i drugie świadczyło na korzyść kompaktu Fuji.

Po drugie, musiał być prosty w obsłudze. Po co mi aparat z mnogością ustawień, z których nigdy nie skorzystam, bo ukryte są w gąszczu nieczytelnych menu (do ciebie piję, Olympusie)? Tu za X100S przemawiała cudowna możliwość ustawienia wszystkiego pokrętłami, niczym w starych Zenitach czy Zorkach.

Po trzecie wreszcie, musiał być solidnie wykonany. Tu wszystko mówi napis "Made in Japan" na obudowie.

A jak to się sprawdziło w praktyce? Co prawda musimy się go jeszcze trochę pouczyć, jednak Fujifilm X100S już zachwyca. Solidnością wykonania przypomina czołg (z wyjątkiem dość tandetnie wyglądającego i niczym nieumocowanego dekielka), w dłoni leży idealnie, łatwość zmiany ustawień sprawia, że w końcu chce mi się z nimi eksperymentować, zaś jako bonus otrzymujemy niesamowitą (w porównaniu z poprzednikiem) szybkość reakcji, świetne rozmywanie tła oraz absolutnie cudowny celownik optyczny. Czego chcieć więcej? Chyba tylko więcej światła - bo X100S pożera je zachłannie - i czasu na pstrykanie i pozowanie.

To pisałem ja, pan Marchewka.


marchewkowa, pan Marchewka, blog, szycie, krawiectwo, hawajska koszula, męski wykrój, Burda 4/2008, #132, CottonBee, druk na kretonie
marchewkowa, pan Marchewka, blog, szycie, krawiectwo, hawajska koszula, męski wykrój, Burda 4/2008, #132, CottonBee, druk na kretonie
marchewkowa, pan Marchewka, blog, szycie, krawiectwo, hawajska koszula, męski wykrój, Burda 4/2008, #132, CottonBee, druk na kretonie
marchewkowa, pan Marchewka, blog, szycie, krawiectwo, hawajska koszula, męski wykrój, Burda 4/2008, #132, CottonBee, druk na kretonie
marchewkowa, pan Marchewka, blog, szycie, krawiectwo, hawajska koszula, męski wykrój, Burda 4/2008, #132, CottonBee, druk na kretonie
marchewkowa, pan Marchewka, blog, szycie, krawiectwo, hawajska koszula, męski wykrój, Burda 4/2008, #132, CottonBee, druk na kretonie
[kliknij, aby powiększyć]
Aparat Fujifilm X100S: f/2, 1/52 (auto), ISO:200, EV: od 0.0 do +0.3 

 PL
Hawajska koszula: uszyłam panu Marchewce (Burda 4/2008, #132)
Tkanina: narysowałam sobie wzór, a wydrukowany został przez CottonBee
Spodnie i buty: Lidl (bieżąca kolekcja)

Koszula uszyta maszyną Juki HZL-F600.

EN
Hawaiian shirt: made by me  (Burda 4/2008, #132)
Fabric: designed by me, printed by CottonBee
Trousers and shoes: Lidl

Sewn with Juki HZL-F600.

6 marca 2014

Co robić, jak szyć bez stacji parowej, czyli recenzja żelazka MZE-04 marki MPM

21 raz(y) skomentowano
Moja stacja parowa dokonała żywota - nagle i po cichu zmarła tuż po zakończeniu gwarancji. Na zamiennik musiałam się zdecydować ekspresowo. Bo jak tu szyć bez żelazka? Nie da się!

Wybór padł na świetnie oceniane i tanie żelazko polskiej firmy MPM. Model MZE-04 PRO Line w porównaniu z generatorem pary kosztuje naprawdę niewiele, bo niecałe 100 zł (z przesyłką, kupione na Allegro). 

Do wyboru mamy dwa zestawy kolorystyczne: intensywna groszkowa zieleń w połączeniu z czernią i ta sama zieleń w połączeniu z bielą. Jak widać, zdecydowałam się na wersję jaśniejszą, bo pasuje mi do ścian ;]. 

MPM, MZE-04, żelazko parowe, iron, recenzja, opinie
[kliknij, aby powiększyć]

Ale co tam kolory, najważniejsze są tu funkcje żelazka. Producent informuje, że żelazko posiada:
  • funkcję AUTO-SHUT OFF (strażak) - elektroniczne bezpieczne wyłączenie żelazka
  • stopę ceramicznę
  • idealnie wyprofilowany stożek SPECIAL TIP, docierający do trudno dostępnych miejsc
  • system ANTI-DRIP - zapobiega kapaniu podczas prasowania w niskich temperaturach
  • funkcję SELF CLEAN - samooczyszczanie z osadu system i antywapienny ANTI-CALC
  • uderzenie pary 75 g/min.
  • ciągły wyrzut pary 0-20 g/min.
  • spryskiwacz
  • funkcję VERTICAL IRONING - prasowanie w pionie
  • zbiornik na wodę o pojemności 330 ml
  • powierzchnię rączki pokrytą powłoką antypoślizgową
  • obrotowy przewód sieciowy o długości 3 m
  • moc 2400-2800 W
  • dwuletnią gwarancję
I, co ciekawe, to nie są przechwałki!

Od początku jednak...
Żelazko zapakowane jest w niewielki karton. Pozbawione jest obszernych obrazkowych instrukcji i tony książeczek we wszystkich językach świata (nie lubię marnowania papieru!). Pierwszy chwyt i już wiemy, że żelazko jest duże, ciężkie, solidnie wykonane i bardzo ładne. Powłoka antypoślizgowa na rączce jest bardzo przyjemna w dotyku i ułatwia prowadzenie żelazka po tkaninie. Kabel faktycznie ma 3 metry! Do tego jest obrotowy, więc nie ma obawy o wyrwane gniazdka.

Przed podłączaniem żelazka wlewamy do niego 330 ml wody. Najlepiej destylowanej lub filtrowanej, ale można też użyć miękkiej kranówki.  Zbiornik nie może się równać z tym ze stacji parowej, ale spokojnie wystarcza na ok. 30 min ciągłego prasowania. Mimo wszystko zawsze w pobliżu mam filtr z dolewką (nalewam bezpośrednio z niego, bo dołączony pojemniczek jest miniaturowy i trzeba się nim nieźle namachać).

MPM, MZE-04, żelazko parowe, iron, recenzja, opinie
[kliknij, aby powiększyć]

Pomimo dużej mocy, żelazko rozgrzewa się błyskawicznie - 15-20 sekund do poziomu MAX! Na Philipsa czekałam nawet 5 minut.

Wyrzut i uderzenie pary, mimo że spoooro mniejsze niż w generatorze, są wystarczająco silne, by ułatwić prasowanie i zabezpieczyć tkaninę przed wyświeceniem. Do dyspozycji mamy tu również spryskiwacz, dla którego na razie nie znalazłam zastosowania (ta ilość pary całkowicie wystarcza, aby rozprasować szwy i oporne zagniecenia).

Producent twierdzi, że tym żelazkiem poprasujemy sobie w pionie. Jest to częściowo prawdą. Na manekinie nie ma z tym problemu, ale przy braku jakiegokolwiek oparcia dla tkaniny nic już nie zrobimy.

Gruba, ceramiczna i dobrze wyprofilowana stopa gładko sunie po tkaninach przy dobrze ustawionej temperaturze. Na początku miałam z tym problem, bo stacja parowa nie wymagała regulacji. Jak to się człowiek szybko odzwyczaja ;].

A teraz o funkcjach najciekawszych.

Przy tak twardej wodzie, jaką mamy we Wrocławiu, żelazko wymaga odkamieniania raz na tydzień. I tu bardzo przydaje się funkcja SELF-CLEAN. Po naciśnięciu białego przycisku, znajdującego się obok pokrętła temperatury, gorąca woda ze zbiornika jest zlewana przez wyloty pary w stopie. Wraz z wodą z żelazka usuwane są zanieczyszczenia i kamień. I to faktycznie działa! Żelazko MZE-04 nie zapluje nam odzieży brązową cieczą. A jak już przy pluciu i kapaniu jesteśmy, to warto wspomnieć o systemie ANTI-DRIP. System to może za dużo powiedziane - żelazko po prostu odcina wyrzut pary przy niskich temperaturach. Czarów tu nie ma.

MPM, MZE-04, żelazko parowe, iron, recenzja, opinie
[kliknij, aby powiększyć]

MPM, MZE-04, żelazko parowe, iron, recenzja, opinie
[kliknij, aby powiększyć]

Na koniec zostawiłam sobie funkcję dla mnie najważniejszą, czyli AUTO-SHUT OFF (strażak). Miałam ją w generatorze pary i chyba nie potrafiłabym bez niej żyć. Żelazko pozostawione w bezruchu, w poziomie po ok. 30 sekundach, w pionie po ok. 5 minutach, automatycznie się wyłącza (informuje o tym lampką oraz dźwiękiem) i wychładza. Nie trzeba wyciągać wtyczki z kontaktu, jeśli do prasowania doskakujemy w trakcie szycia, co kilka minut. Dzięki tej funkcji mamy też pewność, że włączone żelazko nie spali nam chałupy. Jedyny minus tej technologii: żelazko potrafi się wyłączyć w trakcie zbyt wolnego prasowania. Aby je obudzić, należy ruszyć nim nieco mocniej lub nacisnąć przycisk pary.

Rzućcie okiem na filmik, przedstawiający prędkość nagrzewania się żelazka oraz funkcję strażaka:


Podsumowując, żelazko marki MPM to bardzo dobry wybór dla miłośników prasowania. No i dla szyjących też! Świetnie poradzi sobie z każdą tkaniną i każdym szwem. Nie protestuje nawet po całodziennym użytkowaniu. Cena, mnogość funkcji i ładne wykonanie działają zachęcająco. Ten model zdecydowanie dorównuje żelazkom z wyższej półki. I mam ogromną nadzieję, że jego żywot nie skończy się wraz z gwarancją!

PLUSY: cena (poniżej 100 zł na Allegro), solidne wykonanie i ładny wygląd, funkcja oczyszczania zbiornika z kamienia, strażak, duża moc i ekspresowe nagrzewanie się ceramicznej stopy, bardzo długi kabel, wyrzut i uderzenie pary przyzwoite.

MINUSY: nadgorliwy strażak przy zbyt wolnym prasowaniu, nieco utrudnione prasowanie w pionie.

PS Zdjęcia i film wykonane w lutym konającym już obiektywem. Nowego aparatu ciągle brak!