20 grudnia 2018

Prowizorka

7 raz(y) skomentowano
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, przecinak, thread cutter, prowizorka, prujka krawiecka, maszyna do szycia, prawdziwy Łucznik 884, vintage sewing machine
[kliknij, aby powiększyć]

🇵🇱 Takie się rzeczy robi, kiedy w starej maszynie nie ma przecinaka do nici. Działa wybornie!

🇬🇧 This is what you do when your vintage sewing machine has no thread cutter. And it works!

17 grudnia 2018

Wyspa ziemniaka po raz drugi, część 2

6 raz(y) skomentowano
Jesteście gotowi na drugą część notki o Teneryfie (pierwsza tu)? Jeśli tak, to przejdźcie się z nami do Alcali.

marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

ALCALÁ

Puerto de Santiago i Alcalę (należącą do gminy Guía de Isora) dzieli zaledwie 5 km. Trasa spacerowa z jednej miejscowości do drugiej jest niezwykle przyjemna, bo prowadzi świeżo wybudowanym deptakiem wzdłuż wybrzeża. Co ciekawe, aby dostać się na ów deptak, trzeba oczywiście przekroczyć kolejny łańcuch i zakaz ("Tylko dla upoważnionego personelu"). Robią to jednak wszyscy - od licznych tu biegaczy (wspaniałe miejsce do treningu, pan Marchewka żałował, że nie zabrał stroju do biegania), poprzez ubranych wycieczkowo turystów, aż po mieszkańców Teneryfy w każdym wieku i stroju.

Ale do rzeczy... Deptak prowadzi przez niesamowicie malownicze tereny. Mamy tu wszystko: grające przy cofającej się fali kamieniste plaże (które są jednak dość niebezpieczne), plantacje bananów (działające i te dawno upadłe), kapliczkę nieuznawanej przez Kościół ludowej "świętej" - La Difunta Correa - przy której ludzie składają w "ofierze" plastikowe butelki z wodą, widok na Acantilados de los Gigantes i na wulkan Teide... oraz psy w murze (sic! - spójrzcie na zdjęcia). Krajobrazy w tym miejscu są tak niebywałe, że na zdjęciach człowiek wychodzi jak nałożony fotoszopem.

Piesza trasa w kierunku Alcali. W oddali Puerto de Santiago:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Kamienista plaża, pozostałości plantacji bananów i banany prawie dojrzałe:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Wieczorne widoki z deptaku. Na środku głównego zdjęcia widoczna słaba tęcza, zaś na miniaturce wulkan Teide:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Kapliczka La Difunta Correa i pies w murze okalającym plantacje bananów (dla rozrywki oszczekiwał spacerowiczów):
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Ledwo zeszliśmy z deptaka, który kończy się kilkaset metrów przed Alcalą, a już żałowaliśmy, że to nie w tej miejscowości znaleźliśmy zakwaterowanie. Wszystko przez naturalne baseniki wydzielone z oceanu, przy których mamy betonowo-skalne plaże z ławeczkami. Tu człowiek po prostu przychodzi, przebiera się w kostium, wskakuje do wody, wychodzi, korzysta z prysznica, ubiera się i wraca do domu. Nie są to miejsca do zażywania kąpieli słonecznych (dlatego raczej omijane przez turystów), ale takie szczególnie nam pasują, bo oboje z panem Marchewką unikamy opalenizny, jak tylko się da.

Na szczęście dla osób preferujących nieco inny wypoczynek, nieopodal baseników znajdują się trzy czarno-piaszczyste plaże. Całość połączona jest kolejnym deptakiem i niesamowicie zadbaną infrastrukturą, przystosowaną dla osób niepełnosprawnych i rodziców z małymi dziećmi. Na Teneryfie właściwie wszędzie jest czysto (no, prawie czysto, jest jeden istotny wyjątek, o czym dalej), ale tak zadbanych ogólnodostępnych pryszniców, przebieralni i toalet jeszcze nie widziałam. Wydaje nam się, że znaczny wpływ na wygląd tego miejsca ma jeden z najpotężniejszych i najbardziej luksusowych hoteli na Teneryfie - Gran Meliá Palacio de Isora (luksusowy z wyglądu, internetowe recenzje nie zachęcają do odwiedzin, ale szanujemy za dbanie o całą miejscowość).

Jedyną wadą tych plaż, a właściwie wszystkich plaż na Teneryfie, jest obecność niedopałków. Są wszędzie! Nie tylko na brzegu, ale również w wodzie. Niestety, zarówno turyści jak i Hiszpanie przyzwyczajeni są do gaszenia papierosów w oceanie.

Pięknie zagospodarowany naturalny basen przy wejściu do Alcali.
Początkowo basen należał do kompleksu salin:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Pan Marchewka był pierwszy do wejścia:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Deptak przy hotelu, a w tle szereg plaż (naturalne baseny + czarne plaże piaszczyste):
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Plażowy deptak zaprowadził nas do samego centrum maleńkiej Alcali, czyli placu targowego, przy którym w XIX wieku powstało 11 parterowych budynków, z których część stoi do tej pory! W pierwszej połowie XX wieku lokalni rybacy sprzedawali tu puszkowanego tuńczyka z dodatkiem soli z salin, których pozostałości stały się teraz wspomnianymi wcześniej naturalnymi basenikami. Przy placu znaleźliśmy dwie małe restauracje, podające lokalne tapas: Doña Carmela i De Carlos Bar, w których napchaliśmy się w końcu lokalnymi ziemniakami w soli z sosami mojo, rybami, papryczkami padrón i krokietami z kurczaka i tuńczyka. Co ciekawe, obiad dla dwóch osób kosztował nas tu za każdym razem 10-14 euro. Nasz żal, że to nie tu mieszkamy, pogłębił się. Postanowiliśmy, że zaradzimy temu w przyszłym roku. Przecież na pizzę można zawsze podejść deptakiem...

Widok na Alcalę od strony południa:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

... i od północy (po lewej plaża na falochronie):
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Tapas: ziemniaki w soli i sosy mojo, smażone sardynki i papryczki padrón z sosem majonezowym:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Z Alcali można przejść klifami (terenami niezwykle pięknymi, ale nieco dzikimi) do miejscowości zwanej Playa San Juan, po drodze zahaczając o pozostałości maleńkich przystani rybackich. Niestety, całej trasy nie udało nam się przejść ze względu na dość silny wiatr, który zwiewał wątłą Marchewkową ;-) [dopisek pana Marchewki].

Wychodzimy za Alcalę w kierunku Playa San Juan:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Widok z klifów, znajdujących się pomiędzy Alcalą a Playa San Juan:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

PLAYA SAN JUAN

Do Playa San Juan można też podjechać autobusem! Co zrobiliśmy, choć nie była to łatwa droga. Zdecydowanie za dużo zakrętów!

Miasteczko, niegdyś wioska rybacka, żyje teraz głównie z turystów, ciągnących masowo na sporą piaszczysto-kamienistą plażę, połączoną z portem, przy których stoi odnowiony niedawno potężny wapiennik, czyli piec do wypalania skał wapiennych, a nad nim na wzgórzu - pomnik kulona zwyczajnego (nie, nie, nie wyjaśnimy, poszukajcie sobie sami ;-)). Od tego miejsca wzdłuż wybrzeża biegnie kolejna trasa spacerowa, prowadząca do zalanych ruin budynku. Niestety, zabrakło nam czasu na jej przejście. Może za rok?!

Port w Playa San Juan i jego okolice:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Centrum miejscowości, czyli plaża. W tle wapiennik:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Pomnik kulona i widok ze wzniesienia, na którym się znajduje:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Widok z tego samego wzniesienia na miasteczko:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

WRACAMY!

Ostatnią dobę spędziliśmy na pływaniu w Alcali. Wiadomo, to musiał być najcieplejszy i najpiękniejszy dzień naszego pobytu na Teneryfie, więc niechętnie myśleliśmy o powrocie. Ale zostało nam tylko spakowanie się, załadowanie do autobusu, samolotu, taksówki i położenie do własnego łóżeczka. Marchewki to jednak marchewki, więc nie mogło pójść łatwo. I tak, jak przy naszym poprzednim powrocie z wyspy, łatwo nie poszło.

W dniu wyjazdu obudziliśmy się chorzy. Spóźnił się nasz pierwszy autobus. Spóźnił, a potem zepsuł nasz drugi autobus. Musieliśmy biec do bramy, gdzie okazało się, że nasz samolot nie doleciał na Teneryfę (po wylocie z Wrocławia został zawrócony do Faro) i musiano podstawić samolot zastępczy z Londynu, co zaowocowało pomyłkowym podwiezieniem pasażerów do innego samolotu i ponadgodzinnym opóźnieniem. Wreszcie przez cały pięciogodzinny lot raczono nas kopniakami w plecy, wrzaskiem i zapachem zużytych pieluch niemowlęcia, które wrzucano pod nasze siedzenia  (pieluchy, nie niemowlę, choć drugie dziecko też pod siedzenia wpełzało) - choć był to jeden z najnowszych Boeingów 737-800 z czterema toaletami i przebierakiem.

Dziękujemy za uwagę! Późnojesienną Teneryfę oboje z panem Marchewką polecamy - szczególnie miłośnikom ziemniaków - i sami ponownie się tam wybierzemy. Zaś o naszym poprzednim wyjeździe teneryfskim przeczytacie tu.

W SKRÓCIE

Miejsce pobytu: północno-zachodnie wybrzeże (od Los Gigantes do Playa San Juan).
Czas pobytu: 7-21 listopada.
Pogoda: 4 dni deszczowe, sztorm: 14 dni, silny wiatr na lądzie: 7 dni.
Temperatura: 19-28°C (dzień), 14-19°C (noc).
Zakupy: Lidl (ceny takie jak u nas + obfitość lokalnych produktów), Mercadona (nieco droższa niż Lidl, ale oferująca również lokalne produkty i świetne hiszpańskie kosmetyki kolorowe). 
Najlepsze plaże: naturalne baseny w Alcali oraz piaszczysto-kamienista plaża w Playa San Juan.

13 grudnia 2018

"Szyjemy w domu", Antonie Janusch (książka o domowym szyciu z 1956 roku)

13 raz(y) skomentowano
W porównaniu z modą dawnych czasów obecnie krój odzieży jest do tego stopnia uproszczony i zunifikowany, że nie ma już zasadniczych trudności z uszyciem sobie samej sukienki czy odzieży jakiegokolwiek innego rodzaju. Wygląd nawet najskromniejszej sukienki zależny jest jednak od właściwego i starannego wykonania. Dlatego konieczne jest poznanie nawet najprostszych czynności, szycie odzieży bowiem wymaga szeregu różnorodnych czynności, od znajomości których zależy jakość wykonania danej sztuki. Zalicza się do nich wykrój, szycie, mierzenie i prasowanie...
Tak o domowym krawiectwie lat pięćdziesiątych pisała autorka książki "Szyjemy w domu", którą kilka tygodni temu dostałam w prezencie od jednej z pań czytających mojego bloga (OGROMNIE DZIĘKUJĘ!).

Zapewne przez myśl Antonie Janusch nawet nie przeszło, że te uproszczenia sięgną jeszcze dalej, a odzież XXI wieku zostanie pozbawiona na przykład zaszewek biustowych, ręcznie przyszytych guzików i wielu wewnętrznych wykończeń. Już nawet instrukcje współczesnych gotowych wykrojów zapominają o detalach, które czynią domowo uszyte ubrania wyjątkowymi. Na szczęście na strychach i w piwnicach przetrwały publikacje takie, jak ta!

"Szyjemy w domu" została całkowicie poświęcona szyciu odzieży wszelakiej i od podstaw tłumaczy oraz dokładnie prezentuje szereg technik krawieckich, niezbędnych do stworzenia idealnie dopasowanych ubrań. Techniki te, zwane tu podstawowymi czy najprostszymi, w dzisiejszych czasach wcale takie podstawowe nie są (niektórzy już nawet nie dekatyzują przed i nie prasują materiału w trakcie szycia) i z pewnością nie przyśpieszą naszej pracy. A wręcz ją spowolnią! Sprawią, jednak że uszyta przez nas odzież będzie piękna i trwała.

Bo czy nie o to chodziło w latach pięćdziesiątych?

Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia kilkunastu stron. A jeśli traficie gdzieś na zapomniany egzemplarz tej książki, to bierzcie (niezależnie od stopnia Waszego krawieckiego zaawansowania), bo naprawdę warto!

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Spis treści oraz przedmowa:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Właściwy dobór tkaniny i odpowiednie narzędzia pracy:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Szycie sukienki, pierwsza miara:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Ściegi w maszynie do szycia:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Podszywanie i naszywanie wykrojów tkaniny:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Wykończenie rękawów:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Układanie fałd:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Sutasz:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Moje ukochane zatrzaski i haftki:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Wykończenia dekoltów:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Wszywanie podszewki:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

Prasowanie materiałów różnych:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, Wrocław szyje, w starym stylu, Antonie Janusch, Szyjemy w domu, książka, instrukcje
[kliknij, aby powiększyć]

10 grudnia 2018

Wyspa ziemniaka po raz drugi, część 1

4 raz(y) skomentowano
Czy wiecie, że ziemniaki trafiły do Europy przez Wyspy Kanaryjskie? Bo my z panem Marchewką nie wiedzieliśmy, póki nie polecieliśmy na Teneryfę.

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu,
7-21 LISTOPADA

Tak późno na wakacje jeszcze nie jechaliśmy (najpóźniej kończyliśmy letnie wyjazdy w połowie października). W tym roku postanowiliśmy jednak nieco przedłużyć sobie i tak długie lato, które we Wrocławiu zaczęło się na początku kwietnia. 

Aby zapewnić sobie odpowiednią pogodę do "wypoczynku" (w cudzysłowie, bo nasz wypoczynek zwykle kończy się przejściem 200 km i kilkoma dniami zdychania po powrocie ;]), wybraliśmy Teneryfę, która po raz pierwszy zachwyciła nas w maju zeszłego roku. Tym razem zdecydowaliśmy się jednak na miejscowość nieco wyżej na północ, tuż pod majestatycznymi klifami Acantilados de los Gigantes (zwanymi również "murami piekieł"), czyli Puerto de Santiago. Miejscowość ta leży w gminie Santiado del Teide (40 km od lotniska południowego) i szczyci się zaledwie trzema deszczowymi dniami w listopadzie. Pogodę mieliśmy więc zapewnioną! A właściwie tak nam się wydawało.

Tradycyjnie każdą część urlopu zaplanowaliśmy oddzielnie - lot Ryanairem z Wrocławia, zakwaterowanie przez AirBnB, wyżywienie we własnym zakresie (albo samodzielne gotowanie z lokalnych produktów, albo poznawanie miejscowych knajpek). Takie rozwiązanie bije na głowę wszelkie oferty biur podróżny. Nie tylko jest przynajmniej połowę taniej, ale ma się pewność, że bankructwo jednej firmy nie sprawi, że stracimy zarówno zakwaterowanie, jak i możliwość powrotu do domu. Dodatkowo w przypadku AirBnb reklamacja zakwaterowania niezgodnego z opisem przebiega znacznie sprawniej. Niestety, i tym razem z możliwości reklamacji musieliśmy skorzystać. Mimo starannie wybranego mieszkania (Superhost, tylko pozytywne oceny), trafiliśmy na apartament z licznymi brakami. Nie będę tu jednak się nad nimi rozwodziła, bo AirBnb zaoferowało nam dobre rozwiązanie i bez przeszkód mogliśmy kontynuować nasz urlop.

Jak już wspominałam, wakacje zawsze spędzamy na podróżowaniu nożnym. Nie korzystamy z samochodu i bardzo rzadko z komunikacji lokalnej (czy to lądowej, czy wodnej). Nie tylko dlatego, że mam okropną chorobę lokomocyjną i nie jestem w stanie przejechać po serpentynach/przepłynąć nawet kilometra bez późniejszego odchorowywania, ale również dlatego, że po prostu szkoda nam spędzać wielu godzin w pojazdach. I tym razem przemieszczaliśmy się po zachodnim wybrzeżu Teneryfy głównie na nogach. Zdarzyło nam się kilka razy podjechać komunikacją miejską... a właściwie wyspiarską (zwącą się, za przeproszeniem, TITSA), jednak wymaga ona od pasażera znacznej cierpliwości, bo czas przyjazdu autobusu na przystanek nie ma nic wspólnego z rozkładem. A przynajmniej nie w listopadzie, kiedy mieszkańcy normalnie pracują czy chodzą do szkół, a turystów nadal znacząco nie ubywa (choć w zestawieniu z majem lekką różnicę widać). 

LOS GIGANTES

Jako się rzekło, wyruszaliśmy z miejscowości Puerto de Santiago, nad którą leży (i łączy się z nią) niewielki kurort Los Gigantes. Składają się na niego hotele, apartamenty, baseny i kluby, które jednak nie są wstanie przysłonić niesamowitych widoków. Bo to właśnie w Los Gigantes podejdziemy pod samą ścianę klifów Acantilados de los Gigantes. Niestety, brakuje tu ogólnodostępnych tras hikingowych. W podobnym miejscu w Polsce wyznaczono by ze trzy szlaki wspinaczkowe. W Czechach lub na Słowacji wyznaczono by pięć i postawiono punkt sprzedaży map. W Hiszpanii stawia się... zakaz wstępu, a wejście na pogórze zagradza siatką lub łańcuchem. Za jeden z takich łańcuchów udało nam się wejść, jednak szlak skończył się równie szybko, jak się zaczął, a dalsza podróż była nie tylko zabroniona, ale i niemożliwa bez odpowiedniego sprzętu. Udało nam się jednak wykonać wspaniałe zdjęcia, choć w nawet najmniejszym stopniu nie oddają one wielkości i uroku klifów, u podnóża których leży (zwykle, bo teraz była prawie cała zalana) spora czarna plaża, zwana po prostu plażą w Los Gigantes.

Los Gigantes widziane z góry:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Widok na jeden z hoteli w Los Gigantes i klify:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa w listopadzie

Wejście na szlak:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa w listopadzie

Szybko urywający się szlak w Los Gigantes:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa, Wyspy Kanaryjskie, Canary Islands

Widok ze szlaku na klify:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa, jesień-zima

Kawałek plaży (czerwona flaga i ratownik surowo zabraniali wejścia do wody):
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa, listopad

W Los Gigantes znajduje się też piękna marina, o którą w trakcie pieszych wędrówek warto zahaczyć. Nie tylko z powodu widoków! To z tego miejsca odpływa większość statków turystycznych, pozwalających osobom bez choroby morskiej na zwiedzenie cudownego wybrzeża Teneryfy lub obserwację waleni i żółwi (zachęca do tego wystawa fotograficzna, poświęcona naszym walenim braciom w rozumie). Jako że moja wersja choroby morskiej nie obowiązuje w kajaku (bo nie obwiązuje w każdym pojeździe, nad którym mam kontrolę oraz w pociągu i samolocie), postanowiliśmy z panem Marchewką takowy sprzęt wodny wypożyczyć. Plany jednak pokrzyżował nam sztorm, który zaczął się przed naszym przyjazdem i nie ustał do wyjazdu. Przy okazji doprowadził do znacznych zniszczeń na terenie północnej Teneryfy (po szczególnie sztormowej nocy rodziny i przyjaciele dopytywali się przez telefon, czy też nam odleciał balkon, ale nie, to nie u nas).

Marina w Los Gigantes:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

W poszukiwaniu widoków na najwyżej położonej ulicy Los Gigantes:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Na styku Los Gigantes i Puerto de Santiago troszkę wiało:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

PUERTO DE SANTIAGO

Sztorm sztormem, ale na lądzie na pogodę nie mogliśmy narzekać. To znaczy mogliśmy, przez cztery dni naszego pobytu, w trakcie których padało. Na szczęście pozostałe dni były słoneczne lub względnie słoneczne, a temperatura sięgała 25-28 stopni, co pozwoliło nam popływać. Niestety, w Puerto de Santiago jedynie w basenie znajdującym się pod budynkiem, w którym mieszkaliśmy (choć woda była w nim lodowata), gdyż wszystkie plaże, w tym największa czarna plaża - La Arena - oraz naturalny basen, na kąpiel w którym tak liczyliśmy, były stale zamknięte z powodu wysokich fal. W takiej sytuacji główną atrakcja miasteczka stają się krajobrazy, które praktycznie codziennie zdobi tęcza (chyba nigdzie do tej pory nie trafiliśmy na taką obfitość tęcz o przeróżnych kształtach). Gdzie człowiek nie spojrzy, tam zobaczy coś ciekawego i wartego sfotografowania. 

Widok z naszego balkonu i tęcza (klasyczna oraz pozioma). Dzień bez tęczy to był dzień stracony!
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Naturalny basen, w którym z powodu bardzo wysokich fal nie udało nam się popływać:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Widok na zalany falami naturalny basen, hotel w Puerto de Santiago i wyspę La Gomerę.
Chwilę później turyści uciekali w popłochu, bo potężne fale zaczęły zalewać plażę:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Kamienista plaża (tylko dla odważnych) w samym centrum Puerto de Santiago:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Przed panem Marchewką plaża La Arena (czerwona flaga przez cały nasz pobyt). W oddali widoczne ostrzeżenie o skalnych osuwiskach:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Nie warto ich jednak podziwiać z popularnego punktu widokowego Archipenque, gdyż znaczną część panoramy przysłaniają drzewa i budynki. Niby recenzje na Google ostrzegają, ale musieliśmy sprawdzić. No i sprawdziliśmy, a potem ruszyliśmy w kierunku najwyżej położonego osiedla, czyli San Francisco (tak, dobrze czytacie).

Idąc w tamtym kierunku, liczyliśmy nie tylko na piękne widoki, ale również na możliwość wyjścia poza Puerto de Santiago. Niestety, po raz kolejny natknęliśmy się na tereny zamknięte - każdą wolną przestrzeń wypełniają plantacje bananów lub budowy kolejnych osiedli, osadzonych w zboczach - oraz drogi bez poboczy. Oj, nie ułatwia się tu życia osobom bez samochodu!

Widok i zejście na plażę Chica w Puerto de Santiago.
W trakcie naszego pobytu plaża ta była stale zamknięta:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Schodki, prowadzące na kamienistą cześć plaży Chica:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Wybrzeże Puerto de Santiago (kawałek za piaszczystą plażą La Arena):
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Osiedle San Francisco:
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Jako że Puerto de Santiago było początkowo po prostu portem miejscowości Santiago, nie ma tu niestety zabytków do zwiedzenia. W samym centrum miasteczka znajduje się jedynie muzeum rybołówstwa z mikroskopijną darmową wystawą. Jednak najciekawszą rzeczą w muzeum jest front budynku, przedstawiający przekrój oceanu.

Front muzeum rybołówstwa i ozdobna latarnia morska podtrzymująca promenadę, przy której muzeum się znajduje (nie wiem, jak to się stało, ale nie wykonałam dobrych zdjęć tego miejsca):
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Mimo że Puerto de Santiago polecane jest jako świetne miejsce wypadowe, to ciężko tu o dobre hiszpańskie jedzenie po powrocie z całodziennej wędrówki. Gdzie te papas arrugadas (małe ziemniaki gotowane w dużej ilości soli) z sosami mojo? Dominują przede wszystkim restauracje brytyjskie, włoskie oraz indyjskie, które niestety w wielu przypadkach można określić mianem "tourist trap". Chlubnym wyjątkiem jest maleńka pizzeria Aldo's Pizza. Obsługa jest tu przemiła, zawsze uśmiechnięta, zaś pizza - jedna z najlepszych, jakie w życiu konsumowaliśmy. U Aldo jedliśmy kilkukrotnie, ale większość kolacji robiliśmy sobie sami z hiszpańskich składników (w tym   oczywiście z kanaryjskich ziemniaczków), dostępnych w Lidlu, który znajdował praktycznie na dachu budynku, w którym mieszkaliśmy.

Przy okazji zakupów w Lidlu odkryliśmy hiszpańskie ciastka bożonarodzeniowe polvorón i mantecado
Teoretycznie powinna być miedzy nimi różnica w konsystencji i składnikach, tu jednak taka nie występowała. 
Obie formy ciastek były przepyszne!
marchewkowa, blog, travel, vacation, Tenerife, urlop, wyprawa, wakacje, Teneryfa

Zaś prawdziwe kanaryjskie tapas zjedliśmy jednak dopiero w oddalonej o 5 kilometrów Alcali...
Ale o tym poczytacie w kolejnej notce.