13 października 2019

Bucket hat

4 raz(y) skomentowano
Pan Marchewka pozazdrościł mi w trakcie wyprawy do Lizbony lnianego kapelusza, dlatego przed kolejnym wyjazdem (w środę wybywamy na Maltę, tak się dziwnie w tym roku złożyło!) postanowiłam uszyć mu klasyczny bucket hat.

Kapelusz tego typu pojawił się ponoć na początku XX wieku i oryginalnie był  noszony przez irlandzkich rybaków oraz farmerów. Wełniany materiał, z którego go wykonywano i charakterystyczny opadający daszek skutecznie chroniły twarz i szyję przed deszczem oraz słońcem. W latach '40. kapelusz typu bucket przejęła amerykańska piechota, aby dwadzieścia lat później oddać go paryskim wybiegom i modzie kobiecej. Zaś już pod koniec XX wieku akcesorium to stało się nierozerwalną częścią wyglądu prawdziwego hip-hopowca. Współcześnie albo jest szaleńczo kochany (japońska moda nie może się bez niego obyć), albo straszliwie znienawidzony (ostatnio przeczytałam, że najlepiej go "wyrzucić, zakopać i spalić").

Dosyć historii...

Model dla pana Marchewki wykonałam z tego samego lnu, z którego powstał mój kapelusz. Użyłam darmowego wykroju, udostępnionego przez australijską markę Elbe Textiles. Oryginalnie projektantka zakłada dwuwarstwowość kapelusza i możliwość jego wywijania. Ja jednak podwójne zostawiłam jedynie rondo. Cała główka jest jednowarstwowa, tak aby pan Marchewka nie narzekał na przegrzanie (a zwykle to robi :]).

No to spójrzcie na efekt końcowy:

blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, Wrocław, rękodzieło, kapelusz, len, pan Marchewka, bucket hat, DIY, sewing, handmade
[kliknij, aby powiększyć]

blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, Wrocław, rękodzieło, kapelusz, len, pan Marchewka, bucket hat, DIY, sewing, handmade
[kliknij, aby powiększyć]

blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, Wrocław, rękodzieło, kapelusz, len, pan Marchewka, bucket hat, DIY, sewing, handmade
[kliknij, aby powiększyć]

blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, Wrocław, rękodzieło, kapelusz, len, pan Marchewka, bucket hat, DIY, sewing, handmade
[kliknij, aby powiększyć]

blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, Wrocław, rękodzieło, kapelusz, len, pan Marchewka, bucket hat, DIY, sewing, handmade
[kliknij, aby powiększyć]

🇵🇱
Kapelusz pana Marchewki: uszyłam
Wykrój: Elbe Textiles
Len: Allegro, e-kameo

🇬🇧
Bucket hat: made by me
Pattern: Elbe Textiles
Fabric: pure linen

PS Niestety, nie wiem, czy przed wyjazdem uda mi się wrzucić na bloga pozostałe notki na temat naszej wyprawy do Portugalii. Jeśli nie, pojawią się na początku listopada.

9 października 2019

Lizbona dla dociekliwych, część 2

2 raz(y) skomentowano
To druga część notki poświęconej Lizbonie i jej okolicom. Jeśli nie widzieliście pierwszej, przejdźcie tu.

🚃 Estufa Fria

Estufa Fria to największa szklarnia jaką kiedykolwiek udało nam się zwiedzić. Jest to potężny (11 500 m² powierzchni) kompleks trzech krytych ogrodów, przylegających do popularnego wśród turystów Parku Edwarda VII. Pierwszą ze szklani otwarto w 1933 roku, zaś kolejne w 1975.

Oczywiście jest to przede wszystkim raj dla miłośników roślin (do jakich się zaliczamy), ale każdy miłośnik dzikiej przyrody znajdzie tu coś fascynującego. No właśnie, dzikiej, bo Estufa Fria zupełnie nie przypomina polskich ogrodów botanicznych. Nie dość, że kompleks wpasował się w skalne urwisko (wcześniej był tu kamieniołom bazaltu), nie dość, że po części przykrywa go bambusowe zadaszenie, przypominające jakąś konstrukcję zamieszkującego dżunglę plemienia, to cały ogród skonstruowano tak, by spacer po nim przywodził na myśl zwiedzanie naturalnego środowiska zamieszkujących go roślin. A ich bogactwo jest wprost nieprzebrane - od wiekowych drzew, po imponujące sukulenty. Naprawdę warto doświadczyć tego samemu bo słowa - a nawet zdjęcia - nie oddadzą całkowitego oszołomienia tym zielonym światem.

 W zeszłym roku za wstęp do Estufa Fria zapłaciliśmy jedynie 3,5€.

Alejki i fontanny:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse

Kwitnąca monstera (pan Marchewka jej nie dotykał, a jedynie robił dłonią tło) oraz widok z góry:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse

Nawet kwiaty są tu zielone:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse

Po lewej w tle widoczna wewnętrzna restauracja, a po prawej wkomponowane w zieleń schodki:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse

Strumyk, w którym żyją raki,  oraz nawis skalny: 
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse

Stawik: 
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse


🚃 Panorâmico de Monsanto

Punkt widokowy Panorâmico de Monsanto odwiedziliśmy w trakcie zeszłorocznej wyprawy do Lizbony. Aby do niego dotrzeć, musieliśmy przebrnąć przez prawdziwą miejską dżunglę, czyli park leśny Florestal de Monsanto. To faktycznie las w środku miasta - o tyle nietypowy, że stworzony przez człowieka, w 1. połowie XX wieku - i pomyślany jako płuca Lizbony. Jest dziki, piękny... i stosunkowo zapomniany nawet przez mieszkańców, nie mówiąc już o turystach. Plan połączenia go obecnie budowanym zielonym korytarzem z innymi terenami zielonymi w Lizbonie (na początek - Parkiem Edwarda) ma to zmienić.

Florestal de Monsanto usytuowany jest na zboczu wniesienia, dodatkowo okala niewielki wąwóz i porasta ruiny starych zabudowań. Znaleźć tu też można - niestety nieczynny - park linowy. Na szczęście w zarośla weszliśmy z naładowanym telefonami. Mapy i GPS bardzo się tu przydają, bo ścieżki turystyczne są w wielu miejscach całkowicie zarośnięte, oznakowań brak i można spokojnie się tu zgubić ;].

Park widoczny z góry i pan Marchewka, korzystający ze zjeżdżalni w nieczynnym już parku linowym:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO

Ostatecznie udało nam się dotrzeć na szczyt wzniesienia, na którym od lat '60. ubiegłego wieku stoi niezwykła okrągła restauracja, która mimo ciekawego wyglądu nigdy normalnie nie funkcjonowała (choć wielokrotnie próbowano ją ratować) i w tej chwili stanowi wyłącznie punkt widokowy (jeden z najlepszych w Lizbonie!) oraz miejsce w którym artystycznie wyżywają się lizbońscy grafficiarze. Mimo że zewnętrze Panorâmico de Monsanto zostało dość mocno zniszczone, zaś wszystkie szyby powybijane, we wnętrzu można stale podziwiać oryginalne azulejo, niezwykłe ceramiczne płaskorzeźby (przedstawiające sceny z życia lizbończyków, anioły czy dziwne pojazdy przypominające statki kosmiczne) oraz niespotykane rozwiązania architektoniczne.

Wchodzimy! Z zewnątrz obiekt nie wygląda zbyt zachęcająco:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO

Na parterze nadal można podziwiać nienaruszoną ceramiczną płaskorzeźbę wykonaną przez artystkę Manuelę Madureirę:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO

Wnętrze prawie w całości pokryte jest graffiti:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO

marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO

Ostatni poziom restauracji, który pełnił i nadal pełni rolę punktu widokowego. Niestety, wybito wszystkie szyby.  Na szczęście na parapecie zachowały się kafle przedstawiające Lizbonę. Malunek odpowiada temu, co widoczne jest w oddali:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO


🚃 Jardim Botto Machado

Tę ciekawostkę można zobaczyć w przelocie, zwiedzając ulice Alfamy (my z panem Marchewką zrobiliśmy to w zeszłym roku). I nie o sam park tu chodzi, a o okalający go mur, który pokryto kaflami przedstawiającymi najbardziej znane miasta świata, w tym oczywiście Lizbonę!

Ten niesamowicie kolorowy ceramiczny mural został wykonany w 2016 r. przez szwedzkiego artystę André Saraivę (przypadkowa zbieżność nazwisk z autorem komiksu) i ciągnie się przez prawie 200 metrów. Warto podejść do niego choć na chwilę i przyjrzeć się namalowanym detalom.

marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Jardim Botto Machado, azulejo, art, design

marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Jardim Botto Machado, azulejo, art, design

marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Jardim Botto Machado, azulejo, art, design

marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Jardim Botto Machado, azulejo, art, design

Koniec części drugiej.