odzież - biżuteria - książki - wykroje - sprzęty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lisbon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lisbon. Pokaż wszystkie posty

9 października 2019

Lizbona dla dociekliwych, część 2

2 raz(y) skomentowano
To druga część notki poświęconej Lizbonie i jej okolicom. Jeśli nie widzieliście pierwszej, przejdźcie tu.

🚃 Estufa Fria

Estufa Fria to największa szklarnia jaką kiedykolwiek udało nam się zwiedzić. Jest to potężny (11 500 m² powierzchni) kompleks trzech krytych ogrodów, przylegających do popularnego wśród turystów Parku Edwarda VII. Pierwszą ze szklani otwarto w 1933 roku, zaś kolejne w 1975.

Oczywiście jest to przede wszystkim raj dla miłośników roślin (do jakich się zaliczamy), ale każdy miłośnik dzikiej przyrody znajdzie tu coś fascynującego. No właśnie, dzikiej, bo Estufa Fria zupełnie nie przypomina polskich ogrodów botanicznych. Nie dość, że kompleks wpasował się w skalne urwisko (wcześniej był tu kamieniołom bazaltu), nie dość, że po części przykrywa go bambusowe zadaszenie, przypominające jakąś konstrukcję zamieszkującego dżunglę plemienia, to cały ogród skonstruowano tak, by spacer po nim przywodził na myśl zwiedzanie naturalnego środowiska zamieszkujących go roślin. A ich bogactwo jest wprost nieprzebrane - od wiekowych drzew, po imponujące sukulenty. Naprawdę warto doświadczyć tego samemu bo słowa - a nawet zdjęcia - nie oddadzą całkowitego oszołomienia tym zielonym światem.

 W zeszłym roku za wstęp do Estufa Fria zapłaciliśmy jedynie 3,5€.

Alejki i fontanny:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse

Kwitnąca monstera (pan Marchewka jej nie dotykał, a jedynie robił dłonią tło) oraz widok z góry:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse

Nawet kwiaty są tu zielone:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse

Po lewej w tle widoczna wewnętrzna restauracja, a po prawej wkomponowane w zieleń schodki:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse

Strumyk, w którym żyją raki,  oraz nawis skalny: 
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse

Stawik: 
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Estufa Fria, greenhouse


🚃 Panorâmico de Monsanto

Punkt widokowy Panorâmico de Monsanto odwiedziliśmy w trakcie zeszłorocznej wyprawy do Lizbony. Aby do niego dotrzeć, musieliśmy przebrnąć przez prawdziwą miejską dżunglę, czyli park leśny Florestal de Monsanto. To faktycznie las w środku miasta - o tyle nietypowy, że stworzony przez człowieka, w 1. połowie XX wieku - i pomyślany jako płuca Lizbony. Jest dziki, piękny... i stosunkowo zapomniany nawet przez mieszkańców, nie mówiąc już o turystach. Plan połączenia go obecnie budowanym zielonym korytarzem z innymi terenami zielonymi w Lizbonie (na początek - Parkiem Edwarda) ma to zmienić.

Florestal de Monsanto usytuowany jest na zboczu wniesienia, dodatkowo okala niewielki wąwóz i porasta ruiny starych zabudowań. Znaleźć tu też można - niestety nieczynny - park linowy. Na szczęście w zarośla weszliśmy z naładowanym telefonami. Mapy i GPS bardzo się tu przydają, bo ścieżki turystyczne są w wielu miejscach całkowicie zarośnięte, oznakowań brak i można spokojnie się tu zgubić ;].

Park widoczny z góry i pan Marchewka, korzystający ze zjeżdżalni w nieczynnym już parku linowym:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO

Ostatecznie udało nam się dotrzeć na szczyt wzniesienia, na którym od lat '60. ubiegłego wieku stoi niezwykła okrągła restauracja, która mimo ciekawego wyglądu nigdy normalnie nie funkcjonowała (choć wielokrotnie próbowano ją ratować) i w tej chwili stanowi wyłącznie punkt widokowy (jeden z najlepszych w Lizbonie!) oraz miejsce w którym artystycznie wyżywają się lizbońscy grafficiarze. Mimo że zewnętrze Panorâmico de Monsanto zostało dość mocno zniszczone, zaś wszystkie szyby powybijane, we wnętrzu można stale podziwiać oryginalne azulejo, niezwykłe ceramiczne płaskorzeźby (przedstawiające sceny z życia lizbończyków, anioły czy dziwne pojazdy przypominające statki kosmiczne) oraz niespotykane rozwiązania architektoniczne.

Wchodzimy! Z zewnątrz obiekt nie wygląda zbyt zachęcająco:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO

Na parterze nadal można podziwiać nienaruszoną ceramiczną płaskorzeźbę wykonaną przez artystkę Manuelę Madureirę:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO

Wnętrze prawie w całości pokryte jest graffiti:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO

marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO

Ostatni poziom restauracji, który pełnił i nadal pełni rolę punktu widokowego. Niestety, wybito wszystkie szyby.  Na szczęście na parapecie zachowały się kafle przedstawiające Lizbonę. Malunek odpowiada temu, co widoczne jest w oddali:
marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Panorâmico de Monsanto, old restaurant, UFO


🚃 Jardim Botto Machado

Tę ciekawostkę można zobaczyć w przelocie, zwiedzając ulice Alfamy (my z panem Marchewką zrobiliśmy to w zeszłym roku). I nie o sam park tu chodzi, a o okalający go mur, który pokryto kaflami przedstawiającymi najbardziej znane miasta świata, w tym oczywiście Lizbonę!

Ten niesamowicie kolorowy ceramiczny mural został wykonany w 2016 r. przez szwedzkiego artystę André Saraivę (przypadkowa zbieżność nazwisk z autorem komiksu) i ciągnie się przez prawie 200 metrów. Warto podejść do niego choć na chwilę i przyjrzeć się namalowanym detalom.

marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Jardim Botto Machado, azulejo, art, design

marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Jardim Botto Machado, azulejo, art, design

marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Jardim Botto Machado, azulejo, art, design

marchewkowa, blog, podróże, Lizbona, Portugalia, Lisboa, Portugal, travel, Jardim Botto Machado, azulejo, art, design

Koniec części drugiej.

7 października 2019

Lizbona dla dociekliwych, część 1

4 raz(y) skomentowano
LIZBONA

Na przełomie sierpnia i września wróciliśmy tam po raz trzeci, bo to miejsce, którego nie da się zwiedzić za jednym czy nawet dwoma razami. Tradycyjnie lecieliśmy Ryanairem z Wrocławia. Jako że zainteresowanie Portugalią nie jest aż tak ogromne (w samolocie zawsze są wolne miejsca), bilety nabyliśmy w wyjątkowo przystępnej cenie. Niestety, zapewne z powodu niższego zainteresowania, Ryanair w tym roku zawiesił loty na sezon zimowy.

marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa

Tym razem notka nie będzie dokładnie przedstawiać naszego pobytu (choć był to jeden z najlepszych). Postaramy się natomiast z panem Marchewką opisać nasze wrażenia z miejsc w Lizbonie i jej okolicach, o których bardzo często nie wspomina się w popularnych przewodnikach, a które są naprawdę godne uwagi. We wpisie zawrzemy najciekawsze punkty na mapie stolicy Portugalii, które udało nam się zwiedzić w tym oraz w zeszłym roku. Napiszemy tu również o najsmaczniejszym lizbońskim jedzeniu.

No to zaczynamy!
Wszystkie poniższe zdjęcia powiększą się po kliknięciu.

🚃 Mouraria

Do Portugalii polecieliśmy z książką. Wyjątkową. Otrzymana przez pana Marchewkę w prezencie urodzinowym, przedstawia historię fado, którego oboje jesteśmy wielkimi miłośnikami.

Mowa tu o "A wszystko to fado!" autorstwa lizbońskiego grafika Nuno Saraivy. Komiks nie tylko opowiada anegdotki z życia znanych fadystów, ale też pokazuje miejsca w portugalskiej stolicy, które są nierozerwalnie związane z tym gatunkiem muzyki. I właśnie te miejsca chcieliśmy zobaczyć! Szczególną uwagę poświęciliśmy ulicy Do Capelão, właśnie w dzielnicy Mouraria (rzut beretem od przystanku metra Martim Moniz). To tam lizbońskie fado miało swój początek, a w jednej z tawern można było usłyszeć pierwszą sławną śpiewaczkę - Marię Severę Onofrianę (1820-1846).

Już po wejściu w wąską Rua Do Capelão zobaczyliśmy, że wszystko nadal kręci się tam wokół fado. Ściany kamienic (ciągle zamieszkanych) zdobią zdjęcia i skrócone biografie najbardziej znanych artystów. Idąc wyznaczoną przez nie trasą, trafiliśmy pod popiersie jednego z popularniejszych lizbońskich fadystów - Fernando Maurício, któremu autor wspomnianej książki poświęcił cały rozdział. Kawałek dalej natrafiliśmy na dom, w którym mieszkał oraz maleńka knajpkę, w której śpiewak wychylał "ostatnie kieliszeczki" z przyjaciółmi. Wszystko wygląda dokładnie tak, jak w komiksie!

Uliczki przylegające do sławnej Rua Do Capelão:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Nuno Saraiva, fado

Zdjęcia i biografie fadystów na ścianach:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, miusic

Popiersie oraz zdjęcie i biografia Fernando Maurício na Beco da Guia:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, miusic, Fernando Mauricio

Os Amigos Da Severa - lokal przedstawiony w komiksie:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, miusic, Fernando Mauricio, os amigos da severa


Nawet jeśli nie macie "A wszystko to fado!", a interesujecie się tym gatunkiem muzyki, dzielnica Mouraria jest obowiązkowym, choć trochę zapomnianym przez przewodniki punktem podróży. Praktycznie w każdej najmniejszej knajpce wieczorami odbywają się koncerty. I w przeciwieństwie do lokali z Alfamy, nie trzeba tu rezerwować stolika pół roku wcześniej.

Dzielnica przyciąga również muzyków, którzy z fado nie mają nic wspólnego. I nikt ich stąd nie przegania! I tak jednego z wieczorów uczestniczyliśmy (po nabyciu "biletów wstępu" na Airbnb) w jam session Portugalczyka o korzeniach sięgających Cabo Verde, który ulokował swoją siedzibę w mikroskopijnym lokalu na ulicy Marquês Ponte de Lima.

Ale Mouraria to nie tylko muzyka. W dzielnicy tej popis swojej twórczości dają najróżniejsi artyści. Trafiliśmy tu nie tylko na miejsca, w których tworzy się i sprzedaje cudowną ceramikę czy sklepiki z prawdziwą odzieżą vintage, ale i na projekty artystyczne wystawiane wprost na urokliwych uliczkach.

A jeśli uda Wam się kiedyś dotrzeć na Beco das Farinhas, dobrze przyjrzyjcie się zdjęciom na ścianach kamienic. Przedstawiają one najstarszych mieszkańców okolicy; ludzi którzy tworzyli i tworzą niesamowity klimat Mourarii.

Projekt artystyczny na Beco das Farinhas:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Beco das Farinhas

Projekt artystyczny na Beco das Farinhas:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Beco das Farinhas

Mural nawiązujący do komiksu "A wszystko to fado!" autorstwa Nuno Saraivy:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Nuno Saraiva, fado, grafitti


🚃 Igreja e Convento da Graça

Kościół i klasztor Łaski Bożej znajdowały się niedaleko naszego miejsca zamieszkania w Lizbonie, więc nie mogliśmy sobie odmówić ich zwiedzenia. Droga do zabytków prowadziła przez Mourarię, tarasy widokowe oraz uliczki w całości pokryte niesamowitymi graffiti, które musieliśmy oczywiście dokładnie obfotografować.

W drodze do Kościoła i klasztoru Łaski Bożej. Po lewej 32-metrowe Escadinhas da Saúde czyli Schody Zdrowia (teraz najdłuższe zewnętrzne schody ruchome). Po prawej jedna z uliczek Mourarii:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Igreja e Convento da Graça

Wspomniane grafitti na schodach Caracol da Graça, czyli Ślimaku Łaski, który prowadzi do klasztoru i kościoła:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Igreja e Convento da Graça

I kolejne:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Igreja e Convento da Graça

I kolejne!
Po prawej pan Marchewka kręci namalowanym kołem (zawsze o tym marzył).
Po lewej już widoczna wieża kościoła:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Igreja e Convento da Graça

O samym klasztorze niewiele wiadomo, poza tym, że należał do Zakonu Świętego Augustyna, a jego wewnętrzne ściany pokrywają azulejo (czyli ozdobne kafle), ukazujące życie i śmierć co sławniejszych augustianów. I poza pięknem naściennych zdobień nie znaleźlibyśmy tu niczego nadzwyczajnego (historia klasztoru i jego remontu jest tam bardzo pobieżnie opisana), gdyby nie pewna ciekawostka - prawie wszystkie twarze przedstawione na malowidłach zostały pozbawione oczu. Ubytki są głębokie i w trakcie renowacji zostały wypełnione białą masą ceramiczną. Niestety, nigdzie nie udało nam się dowiedzieć, kto i kiedy dokonał zniszczeń.

Wewnętrzne ściany klasztoru i usunięte twarze postaci:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa

Po zwiedzeniu klasztoru i dołożeniu centów do jego dalszej renowacji ruszyliśmy do przylegającego kościoła Łaski Bożej, który został całkowicie odbudowany po trzęsieniu ziemi z 1755 roku. Jeśli interesuje Was architektura sakralna, to wizytą w tym kościele o barokowym wnętrzu nie będziecie zawiedzeni. Nie znaleźliśmy tu tradycyjnych malowideł, a niesamowicie wykonane rzeźby, stwarzające wrażenie trójwymiarowych obrazów. I choć kościoły to jeden z głównych celów naszego zwiedzania, to nigdzie do tej pory nie trafiliśmy na takie rozwiązanie.

Wnętrze kościoła:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa

🚃 Museu Nacional de Arte Contemporânea do Chiado

Museu Nacional de Arte Contemporânea do Chiado, czyli po naszemu Narodowe Muzeum Sztuki Współczesnej turyści omijają szerokim łukiem, bo pfuj, współczesna. A przecież ten okres (od 2. połowy XIX wieku do lat '80. wieku XX... z wycieczkami w kierunku współczesności) to często to, co w sztuce najciekawsze. Lizbońskie MNAC przypomina nieco wrocławskie MWW (także z powodu niezwykłości zaadaptowanego budynku - u nas bunkier, w Lizbonie - klasztor), ale jest chyba trochę większe i wydało nam się ciekawsze. Można tu oglądać i przedstawicieli trendów z przełomu wieków, które weszły już do kanonu i realizacje całkiem nowe, często stanowiące komentarz do dzieł dawnych mistrzów. Nie brakuje eksponatów interaktywnych, niektóre z nich dadzą się nawet głaskać (nie, nie są żywe), inne wydają dość osobliwe dźwięki (więcej nie zdradzimy, to trzeba zobaczyć, usłyszeć i dotknąć samemu). Muzeum nadal się rozbudowuje, podczas naszego pobytu malowano na biało pomieszczenia pod kolejne instalacje, więc atrakcji będzie tylko więcej!

W tym roku wstęp do muzeum kosztował 4,5€, co jest całkiem przystępną i zachęcającą do wejścia kwotą.

Wystawa współczesna "Please [don't] touch":
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Museu Nacional de Arte Contemporânea do Chiado

Lata '60. oraz obraz zainspirowany twórczością z XIX wieku:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Museu Nacional de Arte Contemporânea do Chiado

🚃 Museu da Marioneta

Do Muzeum Lalkarstwa poszliśmy zwabieni reklamami w metrze. Inaczej pewnie byśmy tam nie trafili - ze szkodą dla siebie. Podczas naszego pobytu trwała wystawa czasowa przedstawiająca lalki z Azji (fascynujące - od znanego starszym czytelnikom z PRL-owskiej telewizji perskiego teatru cieni po teatr... wodny), ale i ekspozycja stała jest imponująca. Przedstawia i lalki europejskie, i całą bogatą historię lalkarstwa portugalskiego, od objazdowych teatrów dostarczających komentarze polityczne po współczesne lalki z filmów animowanych (część absolutnie zachwycająca, bo pokazuje cały proces animacji).

W tym roku wstęp do muzeum kosztował 5€.

Wystawa tymczasowa oraz pan Marchewka w swoim żywiole (czyli zabawa pacynkami):
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Museu da Marioneta

marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Museu da Marioneta


🚃 Tapada das Necessidades

O parku Necessidades nie wspomina się w przewodnikach, gdyż obecnie wchodzi w skład kompleksu przylegającego do budynku (czyli pałacu Necessidades) Ministerstwa Spraw Zagranicznych (mimo to większość parku jest ogólnodostępna). Pałac z potężnymi przyległościami został wybudowany w XVIII w. na polecenie króla portugalskiego Jana V Wielkodusznego dla filipinów, czyli stowarzyszenia księży katolickich. Następnie stał się stałą rezydencją władców z portugalskiej dynastii Bragança, którą obalono w 1910 r.

Te 10-hektarowe tereny zielone podzielone są na kilka sekcji - część wypoczynkową (tu znajdują się trawniki, jeziorka, baseniki, fontanny i oranżeria), lasek śródziemnomorski (porośnięty głównie iglakami), ogród kaktusowy, sekcję z zagrodami dla zwierząt, dawną szkołę oraz zamknięte dla zwiedzających partery, czyli niskie ogrody otoczone żywopłotem z bukszpanu. Partery przylegają bezpośrednio do budynku pałacu, co tłumaczy ich całkowite odcięcie. Po tych częściach terenów zielonych swobodnie przechadzają się pawie (oraz - zapewne - urzędnicy MSZ, ale żadnego nie zoczyliśmy... co innego pawie).
Partery przylegające do pałacu:
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Necessidades

Do parku Necessidades dotarliśmy z panem Marchewką w jeden z najcieplejszych dni lata lekko wykończeni. Nie tylko dlatego, że przeszliśmy już kilka ładnych kilometrów pod górę, ale też z powodu problemów ze znalezieniem wejścia, które znajduje się na na tyłach całej posiadłości i nie wygląda zachęcająco. A właściwie może odstraszać, bo ta "przedpokojowa" część parku jest dość zaniedbana, co zapewne wynika z braku funduszy. Na szczęście im bliżej pałacu, tym schludniej wyglądają obsadzone przestrzenie.

Naszą szczególną uwagę zwrócił wspomniany wcześniej ogród kaktusowy, w którym nadal rosną posadzone w XVIII w. sukulenty (potężne agawy, jukki, aloesy czy opuncje robią ogromne wrażenie, szczególnie jeśli jest się miłośnikiem tych gatunków roślin) oraz budynek oranżerii, połączony z łaźnią z basenem - oraz zamknięta część ogrodu, na którą można rzucić okiem przez stalową furtkę. Całość terenów zielonych skomponowana jest tak, że bardzo łatwo sobie wyobrazić rodzinę królewską spędzającą tam leniwe popołudnia.

U góry ogród kaktusowy, u dołu część wypoczynkowa (po prawej widoczna oranżeria):
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Necessidades

Dziwne coś na opuncji. Kto wie, co to?
marchewkowa, blog, podróże, urlop, wakacje, Portugalia, Lizbona, Mouraria, fado, travel, Lisboa, Necessidades

Koniec części pierwszej.
Część druga.

13 września 2019

Len w Lizbonie

7 raz(y) skomentowano
Nim pojawi się tu notka o naszej ostatniej podróży do Portugalii, szybko rzućcie okiem na uszytą tuż przed wyjazdem sukienkę w stylu mori. 

Powstała z połączenia nabytych w lumpeksie lnianej bluzki oraz lnianej poszewki i w trakcie wyjazdu spisała się wyśmienicie. Nie tylko chroniła przed intensywnym słońcem (a trafiliśmy na ogromne upały), a po praniu szybko schła, ale i nie wymagała prasowania. I mimo że jest to sukienka całkowicie "nie w moim stylu", to czułam się w niej wyśmienicie, bo lekki materiał cudownie układał się na wietrze.

Co ciekawe, w Lizbonie trafiłam na sklep z lnianą odzieżą (to chyba była ulica Saraiva de Carvalho), w którym większość wieszaków była zawieszona rzeczami w bardzo podobnym stylu. Od bluzek, przez kombinezony, aż po bardzo podobne do mojej sukienki. Ha!

No to teraz zobaczcie zdjęcia bluzki i poszewki po upcyklingu.

Park Necessidades:
marchewkowa, blog, szycie, rękodzieło, styl japoński, lniana sukienka, Lizbona, lato, sewing, DIY, handmade, linen dress, japanese Mori girl, Lisboa
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

Jedna z uliczek w Bairro Alto. To tu mieszkaliśmy trzy lata temu:
marchewkowa, blog, szycie, rękodzieło, styl japoński, lniana sukienka, Lizbona, lato, sewing, DIY, handmade, linen dress, japanese Mori girl, Lisboa
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

marchewkowa, blog, szycie, rękodzieło, styl japoński, lniana sukienka, Lizbona, lato, sewing, DIY, handmade, linen dress, japanese Mori girl, Lisboa, modern style
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

marchewkowa, blog, szycie, rękodzieło, styl japoński, lniana sukienka, Lizbona, lato, sewing, DIY, handmade, linen dress, japanese Mori girl, Lisboa
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

🇵🇱
Sukienka w stylu Mori: uszyłam sobie
Wykrój: bez wykroju
Materiał: bluzka + poszewka z lumpeksu
Plecak: Doughnut
Espadryle z oczami: Lidl

🇬🇧
Mori style dress: made by me
Pattern: no pattern used
Fabric: linen (thrifted blouse + thrifted pillowcase)
Backpack: Doughnut
Espadrilles with embroidered eyes: Lidl 

* Notka będzie nieco dłuższa (więc jej napisanie zajmie nam trochę czasu) i poświęcona miejscom w Lizbonie i okolicach, o których niewiele lub w ogóle nie wspomina się w popularnych przewodnikach.

21 sierpnia 2016

Lizbona dla opornych

17 raz(y) skomentowano
Tu miała się znaleźć obszerna notka na temat Portugalii. Niestety, zrobiła się zbyt obszerna i trzeba było ją nieco ciachnąć. W końcu kolejny przewodnik nie jest nikomu potrzebny. 
 
 


W zamian postanowiliśmy wymienić dostrzeżone przez nas plusy i minusy długich, bo prawie trzytygodniowych wakacji w Lizbonie i jej okolicach.
 Jako że na wyjazd pakowaliśmy się wyłącznie w bagaże podręczne (nie nadawaliśmy żadnego bagażu do luku), postanowiliśmy nie zabierać ze sobą aparatu fotograficznego. Wszystkie zdjęcia wykonaliśmy telefonami, dlatego jakość niektórych ilustracji poniższej treści może pozostawić nieco do życzenia. 

 

 


No to lecimy (Ryanairem, z przesiadką w Warszawie)! 



Lisbon, Lisboa, summer 2016
[kliknij, aby powiększyć]

PLUS: architektura i muzea. Mimo że nabrzeże Lizbony niczego nam nie urwało - stolica Portugalii leży nad ujściem rzeki Tag (port. Tejo), a jej wybrzeże jest mocno zindustrializowane - to zabudowa naprawdę zrobiła na nas wrażenie. I choć w 1755 roku 85% Lizbony zostało zniszczone przez największe w Europie trzęsienie ziemi i tsunami,  to Portugalczycy sprawnie poradzili sobie z odbudową stolicy. Nie oznacza to jednak, że w mieście nie można znaleźć śladów tego wydarzenia. Najlepszym przykładem jest klasztor Karmelitów, którego nigdy w pełni nie zrekonstruowano (obecnie znajduje się w nim muzeum archeologiczne). Wielką odbudowę upamiętnia bogato zdobiony rzeźbami kamienny łuk triumfalny Arco da Rua Augusta, prowadzący na oblegany przez turystów i wychodzący na nabrzeże plac Praça do Comércio, czyli plac handlowy. Miłośnicy fotografii mogą sobie tutaj poszaleć! 

 



Lizbońskie nabrzeże:
Lisbon riverside
[kliknij, aby powiększyć]

Arco da Rua Augusta:
Lisbon, Arco da Rua Augusta
[kliknij, aby powiększyć]

Katedra i tramwaj:
Lisbon catedral
[kliknij, aby powiększyć]

Praktycznie każda budowla w Lizbonie i jej okolicach ma w sobie coś intrygującego - a to za sprawą artystycznych graffiti oraz azulejos, czyli szkliwionych ceramicznych płytek, które znajdowaliśmy tu na każdym kroku. Naszymi ulubionymi były zdecydowanie te pomalowane na błękitno. Co ciekawe, w mieście znajdziemy sklepy z azulejos, będącymi pozostałościami z rozbiórki starych kamienic. 

 



Kamienica pokryta azulejos, Cascais:
Lisbon, Cascais, azulejos
[kliknij, aby powiększyć]

Cascais, azulejos
[kliknij, aby powiększyć]

Ze względu na tarasową zabudowę stolica Portugalii słynie także z punktów widokowych, z których roztaczają się panoramy na pokryte czerwoną dachówką zabudowania. Zwiedziliśmy kilka - taras Santa Catarina, wieżę widokową z windą Santa Justa (z windy nie trzeba korzystać, bo na punkt widokowy można wejść za darmo od strony klasztoru Karmelitów), taras Miradouro das Portas do Sol czy dziedziniec przy cytadeli São Jorge. Rozpościera się z nich przyzwoity widok, który jednak nie oszołomił nas jakoś szczególnie. Nieoczekiwanym zwycięzcą w tej kategorii okazała się budowla, która wcale nie jest punktem widokowym: most 25 de Abril (wzorowany na Golden Gate z San Francisco). W jego przypadku możemy mówić o widokach innego kalibru, wręcz lotniczych. Na ten niecoponaddwukilometrowy most nie można oczywiście wejść, ale można go przejechać, na przykład autobusem jadącym z przystanku Praça de Espanha do malowniczej miejscowości na drugim brzegu - Costa da Caparica. Jadąc tym autobusem, zobaczymy po drodze akwedukt z XVIII w. oraz statuę Jezusa, wzorowaną na tej z Rio. 
 



Widok z tarasu pomiędzy klasztorem Karmelitów a windą Santa Justa:
Santa Justa
[kliknij, aby powiększyć]

Podróż przez most 25 de Abril:


Urokliwa zabudowa i widoki to nie wszystko, co wzbudziło w nas zachwyt, bo muzea, to jest coś, co marchewki lubią najbardziej. 

 




Muzeum Fado - bardzo nowoczesne i multimedialne muzeum, którego nie może przegapić żaden miłośnik tego rodzaju muzyki (jak pan Marchewka). Co ciekawe, historia fado jest tu ukazana w tak ciekawy sposób, że w cale nie trzeba tym miłośnikiem być. Dodatkowo można tu posłuchać fado na żywo - my trafiliśmy akurat na minikoncert - Joany Almeidy młodej, acz niezwykle utalentowanej śpiewaczki fado.   
 



Muzeum Fado:
Fado museum, music
[kliknij, aby powiększyć]

Muzeum São Jorge - zamek, a właściwie cytadela to chyba najważniejszy punkt zwiedzania dla osób, które chciałby zapoznać się dogłębnie z historią Lizbony, gdyż pierwsze budowle powstały w tym miejscu jeszcze za czasów fenicjańskich! Można tu obejrzeć nie tylko same mury cytadeli i wystawę przedmiotów wykopanych w jej okolicach, ale i niezwykle ciekawe stanowisko archeologiczne, które podzielono na pozostałości bytności Fenicjan, muzułmanów i chrześcijan. Nam udało się zwiedzić to miejsce z przewodniczką (godziny oprowadzania wypisane są na tabliczce, umieszczonej przed stanowiskiem archeologicznym). Szczególnie interesująca była opowieść o pozostałościach budowli muzułmańskich z XII wieku, nad którymi zawieszono stelaż z białymi ścianami, aby ułatwić zwiedzającym wyobrażenie sobie układu i wielkości tych domostw. 

 



Stanowisko archeologiczne:
São Jorge
[kliknij, aby powiększyć]

Muzeum morskie w dzielnicy Belem -  to niezwykle dokładny obraz podróży morskich Portugalczyków. Mamy tu nie tylko modele statków czy pamiątki wypraw Vasco da Gamy, ale i halę z prawdziwymi okazami! Łodzie, barki, łódki, hydroplany... To naprawdę warto zobaczyć. 
 



Klasztor Hieronimitów, do którego przylega budynek muzeum morskiego:
Belem, Jerónimos Monastery
[kliknij, aby powiększyć]

Muzeum morskie:
Maritime Museum
[kliknij, aby powiększyć]

Muzeum wojny w Alfamie - muzeum, które rośnie w miarę zwiedzania. Człowiek myśli, że to już koniec, a przed nim rozwijają się kolejne piętro wypełnione bronią maści wszelakiej. Mamy tu również miecz samego Vasco da Gamy! Niestety, nie wolno go fotografować. Muzeum posiada jedną wadę - część eksponatów opisana jest tylko po portugalsku, a obsługa w ogóle nie mówi po angielsku. 
 





MINUS: hałas. Zwiedzać Lisbonę jest fajnie, mieszkać w jej centrum - zdecydowanie nie. Stolica Portugalii jest najbardziej hałaśliwym z wszystkich miast, jakie do tej pory odwiedziliśmy. Do tego wąskie uliczki w centrum działają jak studnie akustyczne. Mieszkaliśmy na jednej z takich uliczek, w dodatku pod sobą mając czynną do późnych godzin nocnych (czy, jak kto woli, wczesnych porannych) pizzerię. Nie przespaliśmy spokojnie ani jednej nocy, słuchając rozmów i śpiewów oraz wędząc się w oparach marihuany. Następnym razem zdecydowanie wynajmiemy mieszkanie przy plaży na wzmiankowanym drugim brzegu, do Lisbony jeżdżąc tylko w celu zwiedzania.   



PLUS: plaże na Costa da Caparica - zdecydowanie najpiękniejsze plaże, do których z Lizbony można bezproblemowo dotrzeć komunikacją miejsko-podmiejską (autobusem z Praça de Espanha lub promem z Cais do Sodré i autobustem z Cacilhas). Dłuuuga, bo aż 15-kilometrowa plaża ma same plusy. Jest regularnie sprzątana oraz strzeżona przez ratowników, policję i straż wybrzeża. Nie trafiliśmy tu na skaliste czy porośnięte dno, a więc do pływania czy skakania przez fale nie są potrzebne buty. 

Mimo że część plaży przylegająca do miasta jest bardzo zatłoczona, to po przejściu ok. 7 km wzdłuż brzegu trafia się na wyjątkowo spokojny i luźny odcinek, czyli plażę dla naturystów (na której jednak nie ma obowiązku rozbierania się do naga). 

Kilometry te można pokonać jeżdżącą po plaży kolejką.

Pustki na plaży dla naturystów:
Costa da Caparica
[kliknij, aby powiększyć]
Costa da Caparica
[kliknij, aby powiększyć]

MINUS: plaże po stronie Lizbony. Jak nie zatłoczone i nieprzygotowane dla pływających, to brudne, jak nie brudne, to jeszcze rzeczne, a nie już oceaniczne - kolejny powód, żeby unikać tej strony wybrzeża (poza podziwianiem widoków, zwiedzaniem zabytków i muzeów). Oczywiście mówimy tu o szczycie sezonu (nie polecamy!), ale i tak wymarzone mieszkanie przy plaży lepiej wynająć na Costa da Caparica. 



Jedna z plaż w Cascais. Widok niesamowity:
Cascais
[kliknij, aby powiększyć]

Skalista plaża niedaleko
Beach
[kliknij, aby powiększyć]

PLUS: fado
, czyli muzyka, która nierozerwalnie wiąże się z historią Lizbony. I choć w XX w. podlegała ostrej cenzurze, która doprowadziła do całkowitego zakazu jej puszczania, to teraz lokale goszczące pieśniarzy Fado można znaleźć w całej Lizbonie - a szczególnie w dzielnicy Alfama. Usłyszenie tej muzyki na żywo jest naprawdę niesamowitym doznaniem, nawet jeśli nie było się jej zagorzałym fanem. 




MINUS: problemy tubylców z angielskim. Nie żeby był to problem tylko lizboński, podejrzewamy, że we Wrocławiu może być jeszcze gorzej, ale przed wyjazdem nasłuchaliśmy się, jak to łatwo dogadać się w Portugalii w języku Szekspira. Nic podobnego! Osoby znające angielski należą raczej do wyjątków i rekrutują się z młodszego pokolenia Portugalczyków. Dogadać się w języku innym niż portugalski nie można nawet w niektórych muzeach (patrz wyżej), o restauracjach nie wspominając! Tak, wiemy, że portugalski jest 7. językiem na świecie, ale jednak ten wynik zawdzięcza głównie Brazylii, a Brazylia to taka większa Portugalia ;-), więc może bez przesady?  




PLUS: Time Out Mercado da Ribeira (tuż przy dworcu Cais do Sodré)  - targ, który targiem jest bardzo niezwykłym, połączony jest bowiem z halą, która wypełniona jest mini-oddziałami najbardziej znanych i lubianych restauracji/barów/cukierni z Lizbony i jej okolic. Sprzedawane tu jedzenie jest bardzo zróżnicowane (na szczęście nie dominuje tu kuchnia portugalska ;]), smaczne i przystępne cenowo. Co najlepsze, konsumpcji można dokonywać nawet do 2 w nocy! Targ świetnie sprawdzał się po dniu pływania lub zwiedzania. 



Kulka z kałamarnicą i atramentem, a w tle z bacalhau, czyli suszonym dorszem:
Time Out Market
[kliknij, aby powiększyć]

MINUS: jedzenie poza Time Out Market. Vasco da Gama przywiózł do Portugalii przyprawy. Portugalczycy szybko sprzedali je innym nacjom i zapomnieli o ich istnieniu. Takie mamy wrażenie po skosztowaniu potraw w kilku miejscowych knajpkach. Kilku - bo zniechęciliśmy się do dalszych eksperymentów i ograniczyliśmy eskapady kulinarne do Time Out Marketu, który (choć nie cały) przeczy bezprzyprawowej regule. Jeśli, podobnie jak my, uwielbiacie kuchnię włoską i bliskowschodnią i kochacie dobrze doprawione dania, to przygotujcie się na sporo rozczarowań. Albo ograniczcie do słodyczy i Time Outu. 



Hot dog z portugalskimi mikrofrytkami:
Cascais, hot dog
[kliknij, aby powiększyć]

PLUS: dyskonty. W Portugalii mamy do dyspozycji kilka dyskontów, oferujących artykuły spożywcze i przemysłowe w bardzo przystępnych cenach.  My korzystaliśmy z trzech - Pingo Doce (czyli portugalska Biedronka), Minipreço i Lidla. Bez problemu można się tu zaopatrzyć za kwotę, która niewiele będzie przekraczała to, co wydajemy na artykuły spożywcze w Polsce. 




Przykładowe ceny: 

  • woda mineralna 1,5 l - 0,16 €
  • kawa 250 g - 1,49 €
  • chleb - 1 €
  • banany 1 kg - 0,99 €
  • lokalny ser - 2,79 €
  • duża paczka chipsów - 0,74 €
  • pasta do zębów - 0,99 € 
  • mydło - 0,50 € 



MINUS: sprzedawcy narkotyków. Są wszechobecni i niezwykle natarczywi. Na każdym większym placu można spotkać typków spod ciemnej gwiazdy (tylko mężczyzn, równouprawnienia nie zaobserwowaliśmy), którzy wpadają na przechodniów i teatralnym szeptem proponują a to marihuanę, a to kokę, a to hasz. Pół biedy, gdyby przechodzili mimo i szeptali cicho, ale oni wręcz zachodzą drogę. Kiedy na jednym placu zaczepiało nas kilku osobników, a pan Marchewka na teatralne szepty i gesty zareagował równie teatralnym kręceniem głową, niemal doszło do bitki! Smutne świadectwo tego, że w legalizowaniu narkotyków nie można zatrzymywać się w połowie procesu: albo całkowity zakaz, albo punkty sprzedaży opodatkowane i sankcjonowane przez państwo. Zezwolenie tylko na posiadanie prowadzi do rozkwitu działalności kryminalnej.  




PLUS: komunikacja, która w Lizbonie działa niezwykle sprawnie. Jeszcze na lotnisku możemy nabyć w automatach bilet wielokrotnego użytku, czyli kartę VIVA Viagem. Karta kosztuje 50 centów i można w każdej chwili doładować ją dowolną kwotą. Korzystanie z karty w autobusach, tramwajach, pociągach (na trasie Lizbona - Cascais), metrze czy na promie gwarantuje zniżki na każdy przejazd. Aha, za podróż metrem płacimy raz i przesiadamy się dowolnie! 



Podróż metrem po Lizbonie to dodatkowo doznania architektoniczne, gdyż każda stacja wygląda inaczej! Baixa-Chiado jest ogromna i wyłożona białymi kaflami, stację Oriente zdobią azulejos z superbohaterami, zaś w Cais do Sodré zobaczymy ogromnego białego królika (tak, tego od Alicji). 


MINUS: upał i brak klimy. Połączenie niezwykle niefortunne. Nie wiedzieć czemu, ale podejrzewamy, że jedynie z powodów ekonomicznych (Portugalia jest, nie ukrywajmy, biednym krajem), Portugalczycy klimatyzacji właściwie jeszcze nie odkryli. Występuje takowa w sklepach i niektórych knajpach, czasem w komunikacji miejskiej - ale już w wynajmowanym mieszkaniu rzadko ją uświadczysz. Myśleliśmy, że równoważy to morska bryza, jednak podczas fali upałów jest ona całkowicie nieobecna. Z piekielnie gorącej ulicy wraca się do rozgrzanego niczym piekarnik mieszkania (przynajmniej pranie szybko schło). Ot, kolejny powód, by unikać mieszkania w mieście latem.
 




PLUS: imprezy. Lizbona i jej okolice żyją wydarzeniami. Koncerty różnego typu są tu codziennością, a część z nich organizowana jest w nigdy nieodbudowanym klasztorze Karmelitów. Nam udało się trafić na wydarzenie dość znaczące dla miast nadmorskich, czyli The Tall Ships’ Races, którym towarzyszyła parada żaglowców z całego świata (w tym trzech polskich - Dar Młodzieży, Pogoria i Fryderyk Chopin). Co tu dużo pisać, w Lizbonie nie można się nudzić! 



The Tall Ships’ Races. Po prawej Dar Młodzieży:
The Tall Ships’ Races 2016, Lisbon
[kliknij, aby powiększyć]

MINUS: tłumy, nieprzebrane tłumy. "Worse than a Sunday night in Dublin", jak podsumował mijający nas anglojęzyczny przechodzień.  Nic dodać, nic ująć - unikać Lizbony w środku sezonu, jeśli ceni się ciszę i spokój, a celem wakacji jest pływanie i zwiedzanie, a nie nocne imprezowanie i dzienne imprez odsypianie. 




PLUS: pasmanterie i sklepy z tkaninami
. W Portugalii się szyje! I to dużo, zważywszy na to, że pasmanterie i sklepy z tkaninami mają się tu naprawdę świetnie. Asortyment naprawdę powala z nóg. Niestety, jak w każdym kraju strefy euro, można tu bez problemu zbankrutować - za plastikową klamrę do paska zapłaciłam 4,50 €.   




MINUS: pułapki na turystów. Cała Lizbona sprawia wrażenie jednej wielkiej tourist trap. Ze świecą tu szukać tu sklepów, gdzie można kupić autentyczny kawałek Portugalii, a nie spreparowaną pod turystów podróbkę. Oczywiście że tak jest w każdym „wczasowym” mieście i miasteczku, jednak to właśnie w Lizbonie szczególnie trudno było nam znaleźć miejsca nienastawione na oskubanie przyjezdnych do gołego portfela.  
 





PLUS: lody z lodziarni Santini, dostępne zarówno w pierwszym lokalu w Cascais, jak i w jednym z oddziałów, a nawet na Time Out Market (my spożywaliśmy je głównie tam). Zdecydowanie najlepsze lody, jakie jedliśmy w życiu (sic!). Jedyna lodziarnia, gdzie lody arbuzowe smakują tak naturalnie, że zastanawiasz się, dlaczego ten zmrożony arbuz nie ma pestek. Warto spróbować wszystkich smaków, zwłaszcza sorbetowych. Jednak absolutnie bezkonkurencyjny jest sorbet malinowo-limonkowy, nie bez powodu bijący tego lata rekordy sprzedaży!   



A na koniec PLUS GIGANT. Takie rzeczy się tu będą działy:


Vintage Festival, Lisbon
[kliknij, aby powiększyć]