5 marca 2009

Dwadzieścia lat się wychodziło... No prawie.

Wiosna. Widget pogodowy (jedyne coś w tym domostwie, co można by nazwać działającym termometrem) pokazuje 14 st. Celsjusza, a po mojej lewej tona chusteczek testuje wytrzymałość nowego biurka z Ikeii. Jestem chora, z tej racji nie zamierzam chwilowo raczyć Was moim czerwonym nosem - zajmę się pojedynczymi częściami mojej garderoby.

Zaczynamy od przypominających łyżwy butów, które miały swoją prapremierę w tym poście.


Włoskie, ręcznie szyte butki moja mama kupiła na początku lat dziewięćdziesiątych w lokalnym sklepiku. Była to pojedyncza para. Jaką drogę przebyły, aby tam trafić? Nikt tego nie wie.
Dziś pomimo swych sędziwych (prawie) 20 lat (w tym kilku przenoszonych jesieni i zim) są w idealnym stanie. Nic w nich nie pękło, nie rozpruło się i nie odkleiło. Skóra ma nadal ten niepowtarzalny blask nowości. Oryginalne pozostały również sznurówki. Mimo, iż straciły metalowe wykończenia, ich niespotykany odcień brązu sprawia, że nie mam serca wymienić je na nowe.

Buty: włoskie butki mamy z początku lat dziewięćdziesiątych
Pończochy w kwiatki: Calzedonia Outlet

9 komentarzy:

  1. Cudo. Wyglądają jak nowe!

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się wiązanie. Faktycznie, buty wyglądają, jak łyżwy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę uwierzyć, że mają tyle lat.
    Wyglądają na praktycznie nieużywane.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonymus, Olka: Dzięki!
    Ostoja: A używane były i to dość ostro. Ta skóra nie boi się ani wody, ani śniegu, ani nawet soli.
    Niestety nie ma na nich żadnego oznaczenia firmy (jedynie włoskie informacje na temat sposobu wykonania i rodzaju użytego materiału), które pozwoliłoby zidentyfikować producenta czy szewca.

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo zazdroszczę Ci tych butów...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedne z najpiękniejszych butów, jakie ostatnio widziałam!

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw komentarz lub skontaktuj się ze mną mailowo - jz@marchewkowa.pl.