8 marca 2017

Gina

22 raz(y) skomentowano
I kolejny raz sięgnęłam po "Burdę Vintage" z 2014 roku!

Tym razem potrzebowałam wykroju spódnicy z karczkiem (na prezent!) i w tym wydaniu oczywiście ją znalazłam. Gina to model, który wśród czytelniczek Burdy zebrał niezłe cięgi za niebycie zgodnym z oryginalnym rysunkiem,  fatalny dobór tkaniny, z której uszyto wersję współczesną oraz ogólną nieretrowość.

I faktycznie, oryginał z 1950 roku nie posiada karczka, a wersję współczesną uszyto z grubej i ciężkiej satyny, która smętnie wisi na modelce. Naprawdę nie wiem, kto mógł wpaść na tak dziwaczny pomysł, bo wygląda to fatalnie! Co do nieretrowości to nie do końca zgodzę się z jej brakiem, bo w latach '50. spódnice z karczkiem wcale nie były  taką rzadkością, a Ginie do zgodnego z tamtym dziesięcioleciem wyglądu brakowało po prostu paska w talli. Poza dodaniem wspomnianego paska, w wykroju zmieniłam tylko jedno - usunęłam dno fałdy (element nr 5), gdyż już bez niej spódnica jest niesłychanie obfita.

Do wykonania Giny użyłam lejącej się tkaniny wiskozowej średniej grubości w przepiękną łąkę na jagodowym tle. Materiał ma swoje lata (przynajmniej czterdzieści) i wymagał szycia z ekstremalną wręcz dokładnością, dlatego prace na spódnicą trwały od grudnia! Tak, tak, dobrze czytacie - od grudnia. A właściwie to od listopada, bo wtedy skroiłam poszczególne elementy.

Wiskoza ta jest tak delikatna, że szybkie szycie sprawiało, że nawet najcieńsza igła ją przecinała, dlatego postanowiłam podkleić wszystkie zapasy cieniutkim rozciągliwym wkładem. Każdy szew fastrygowałam ręcznie, spinałam szpilkami i powoli zszywałam maszynowo. Aby się nie zniechęcić tak żmudną robotą, szyłam po małym kawałku raz na kilka dni. Najszybciej poszły tu prace wykończeniowe, czyli ręczne podszycie podłożenia karczka, paska i dołu spódnicy.

Ostatecznie stwierdzam, że się udało! Gina okazała się tworzyć parę idealną z lejącą się wiskozą.

Spójrzcie, jak się układa:

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
[kliknij, aby powiększyć]

PL
Spódnica z karczkiem, kontrafałdami i kieszeniami: uszyłam w prezencie
Materiał: wintydżowa wiskoza
Wykrój: Burda Vintage 2014, Gina

EN
1950s style skirt with a yoke: made for a friend
Fabric: vintage viscose rayon

13 lutego 2017

Dowodzik poproszę!

37 raz(y) skomentowano
Nie cierpię fotografów! 

Nie, nie wszystkich. Chodzi tu o konkretną grupę -  osobników najczęściej w średnim wieku, którzy w swoich małych pomieszczeniach, ulokowanych w piwnicach starych kamienic wykonują zdjęcia do dokumentów. Brrr... Aż mnie dreszcz przeszedł ;].

Na mą znaczną niechęć i potrzebę omijania baaardzo szerokim łukiem wszelkich zakładów fotograficznych wpłynął zapewne fakt, że ich pracownicy nie dają się lubić. No bo jak tu polubić osobę, która już na wstępie informuje klienta, że jest za mało urodziwy, za łysy, za asymetryczny*, aby zdjęcie wyszło dobre? Nie da się!

Kiedy więc w grudniu zeszłego roku zastałam w portfelu nieważny dowód osobisty, zadrżałam. A drżenie to trwało dwa razy dłużej niż normalnie, bo czekało mnie wykonanie zdjęcia biometrycznego (wykonywane na wprost, z neutralnym wyrazem twarzy). Postanowiłam się jednak nie poddawać i - w nadziei, że w okresie ważności mojego poprzedniego dowodu pojawili się jacyś lepsi fotografowie - rozpoczęłam poszukiwania. Szczególnie interesowała mnie możliwość wykonania zdjęcia bez lampy błyskowej (mam bardzo wrażliwe i nerwowe oczy  - przynajmniej jedno zawsze śpi, ale zwykle dwa i trudno je dobudzić).

Tylko dwa zakłady fotograficzne (wysłałam zapytanie do siedmiu) postanowiły odpowiedzieć na moje zapytanie. Niestety, oba negatywnie. Przeszłabym nad tym do porządku dziennego i kontynuowała  poszukiwania, gdyby nie niesłychana arogancja pracownika jednego z wymienionych miejsc. Jako że naprawdę nie cierpię takiego zachowania wobec klientów, złapałam za aparat a potem za pana Marchewkę i...

... zdjęcie biometryczne do mojego dowodu wykonaliśmy w domu.

Przed zabraniem się do roboty przeczytałam informacje udostępnione na stronach rządowych oraz wskazówki zawarte na blogu Foto Błysk. Tłem została biała ściana (ta sama, którą widzicie na blogowych zdjęciach), na wprost której znajduje się duże okno. Dodatkowo pomieszczenie oświetliłam dwiema lampami studyjnymi, ale przy silnym świetle naturalnym właściwie okazały się zbędne. Za blendę, która miała pomóc wypełnić cienie na szyi i pod nosem, posłużyła karta papieru kredowego. Co ciekawe, spisała się zaskakująco dobrze.

Pan Marchewka wykonał jedenaście zdjęć bez lampy błyskowej, z których szybko wybrałam jedno**. W programie graficznym przycięłam je do odpowiednich wymiarów (załącznik z maskami ułatwiającymi przycięcie znajdziecie tu), lekko rozjaśniłam tło i pozbyłam się niewielkiego cienia. Zdjęcie wydrukowałam na domowej drukarce. Użyłam najzwyklejszego papieru typu glossy.

Cała operacja trwała tylko godzinę, czyli znacznie mniej niż wyprawa do fotografa! Gotowe zdjęcie dołączyłam do wniosku, zaniosłam do urzędu, a po 5 dniach otrzymałam informację, że dowód jest gotowy do odebrania.

I tak oto, dzięki kolejnemu uprzejmemu inaczej fotografowi, zaoszczędziłam nie tylko 35 zł (będzie na materiał, o!), czas, ale przede wszystkim sobie ogromnych nerwów. A morał z tego taki, że jeśli w zakładzie fotograficznym mówią, że się nie da, to znaczy, że się da, tylko że się nie chce ;].

Przy okazji życzę Wam udanych Walentynek!

blog, sewing, szycie, rękodzieło, handmade, retro, vintage, 1950s, moda, fashion, skirt, silk, cashmere, sweater, blouse, pixie hairstyle, krótka fryzura, Kandara, Wrocław szyje
blog, sewing, szycie, rękodzieło, handmade, retro, vintage, 1950s, moda, fashion, skirt, silk, cashmere, sweater, blouse, pixie hairstyle, krótka fryzura, Kandara, Wrocław szyje
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]
Fot.: pan Marchewka 

PL
Kaszmirowy sweterek: wyszukany przez mamę
Spódnica z jedwabnej tafty: uszyłam sobie
Buty: Sca'Viola
Torebka: Baron
Pasek: Biedronka
Porcelanowa broszka: vintage (prawdopodobnie koniec lat '50.), wyszukana przez mamę 

EN
Cashmere blouse: thrifted by my mom
Silk skirt: made by me
Shoes: Sca'Viola
Bag: Baron
Belt: Biedronka
Porcelain brooch: vintage (late 1950s), thrifted by my mom

* Od fotografa usłyszałam, że "zdjęcie wyszło brzydkie, ale nic nie poradzi na taką twarz". Od innego, że jestem "za łysa i zdjęcie na pewno wyjdzie nieładne". Od jeszcze innego, że "za duża asymetria [twarzy], będzie retuszowanie".

** Wariacje na jego temat znajdziecie tu.