[kliknij, aby powiększyć]
W poniedziałek 31 października pierwszy raz w życiu stanęłam (towarzyszył mi pan Marchewka) przed drzwiami Lidla jeszcze przed 7 rano. Oczekiwałam na otwarcie sklepu w tłumie starszych pań i panów, którzy przybyli do Lidla, aby w ilościach hurtowych nabyć samochodowe prostowniki za 69 zł (To taka wielka okazja?). Ja oczywiście nie stałam za prostownikiem, a za silvercrestowym 4-nitkowym overlockiem, na którego polowałam od wiosny. Co ciekawe, po maszynę przybyliśmy tylko my, a więc zrywanie się o 5:15 rano nie miało sensu ;].
Overlocka SON 90 A1 firma Silvercrest wyposażyła w stertę drobiazgów (pęsetę, zapasowy nóż, zapasowe igły, 4 zatyczki szpulek, wkład do chwytacza górnego, śrubokręty, pędzelek z przecinaczem), cztery nawleczone szpulki nici (które zużyłam w ciągu dwóch dni) oraz fatalnie przetłumaczoną instrukcję w wersji papierowej oraz filmowej - na płycie DVD. To jednak drobnostka (choć mnie, tłumaczkę, doprowadziła do palpitacji), bo przyłożono się do produkcji samej maszyny. Solidne metalowe pozdespoły i porządny plastik sprawiają, że overlock jest dość ciężki. Dodatkową stabilność na podłożu zapewniają mu 4 przyssawki. Maszyna ta umożliwia owerlokowanie dwiema, trzema lub czterema nićmi. Wystarczy to przekręcić, tamto założyć, to wykręcić i przełożyć, użyć pęsety, przestawić jedno pokrętło, przestawić drugie pokrętło, przestawić siódme pokrętło - i możemy obrzucać innym ściegiem. Prawa, że proste? ;] Początkowo obsługa wydaje się niemożliwa do ogarnięcia, szczególnie, że nici przewleka się przez nieskończoną liczbę otworków i haczyków. SilverCrest ułatwił nam jednak naukę nawlekania i drogę każdej z nici oznaczył innym kolorem. Dodatkowo pod przednią osłoną znajduje się mini instrukcja, ukazująca kolejne etapy.
[kliknij, aby powiększyć]
Jak już wszystko ogarniemy, to śmigamy jak burza. Overlock jest naprawdę bardzo szybki. Prędkością znacznie przewyższa klasyczną maszynę do szycia tej samej firmy, która sama do wolnych nie należy. W trakcie pracy odrobinę hałasuje, ale sąsiedzi się nie zlatują. Dołączone noże są wyjątkowo ostre i precyzyjnie obcinają materiał. Ściegi wychodzą bardzo równe (niezależnie od tego, ilu nici użyjemy). Również w przypadku ściegów rolujących materiał podwijany jest niezwykle precyzyjnie. Łańcuszek kończący obrzucony zapas możemy obciąć wbudowanym obcinaczem.
Poniżej ścieg 3-nitkowy, którego ostatnio najczęściej używam:
[kliknij, aby powiększyć]
Pokrętła znajdujące się na prawym boku obudowy umożliwiają nam swobodną manipulację transportem (transport różnicowy pozwala naciągać lub marszczyć obrzucaną tkaninę) oraz długością ściegu. Z szerokością nie jest już tak ciekawie. Poruszanie małym metalowym pokrętłem, znajdującym się pod nożem obcinającym, niewiele daje. Szerokość najlepiej ustawiać poprzez wybór igły (tylko w ściegach dwu- i trzynitkowych).
Sporą wadą, poza fatalnie przetłumaczoną instrukcją z błędami merytorycznymi, jest nieprzyzwoicie krótki kabel łączący pedał z urządzeniem. Pedał nie sięga do podłogi, dlatego jestem zmuszona naciskać go prawą dłonią, a tylko lewą kontroluję materiał, co w przypadku średnich i grubych materiałów w zupełności wystarcza. Trzeba się jednak będzie zastanowić nad przedłużeniem felernego elementu.
Jakby się ktoś pytał, czy warto silvercrestowego overlocka w domu posiadać, to mówię, że warto! Maszyna jest porządna, działa bez zarzutów, a jej cena nie ma sobie równych. Jak znowu będzie w Lidlu, to bierzcie.
Uff, dotarliście do końca! Wszelkie pytania proszę zapodawać pod tą notką. Opinię na temat tego overlocka znajdziecie również na
blogu niezwykle TFURCZEJ osoby.
PS W przyszłym tygodniu, 1 grudnia, znów w Lidlu pojawi się klasyczna maszyna do szycia... jakby kto pytał.
PS 2 Jeśli poszukujecie informacji na temat maszyny do szycia SilverCrest,
przejdźcie do tej notki.