26 grudnia 2016

Boxing...

No dobra, dawno mnie nie było. W trakcie mojej nieobecności kilka osób zainteresowało się mym krawieckim losem, dlatego winna Wam jestem wyjaśnienia. Na tę jakże tragiczną sytuację (od października wykończyłam tylko jedną rzecz, którą zobaczycie poniżej) złożyło się kilka całkiem błahych spraw.

  • W mojej szafie urosła góra ubrań zimowych, uszytych przez ostatnie 6 lat. Część z nich odłożyłam na kupkę sprzedażową, a reszta całkowicie mi wystarcza. Ostatnio i tak śmigam wyłącznie w takim zestawie. Dwie pary cygaretek, kilka kaszmirowych swetrów i płaszcz typu swing to coś, co ostatnio całkowicie mnie zadowala.
  • Od września walczę z Pocztą Polską, która postanowiła nie dostarczać przesyłek na czas (mają tylko miesiąc opóźnienia). Albo w ogóle! A że zakupów krawieckich dokonuję głównie w sieci, łatwo można się domyśleć, że skutecznie przyblokowało to moją rękodzielniczą działalność.
  • Po zamianie biustonosza na rakietowy wszystkie wykroje wymagają solidnych modyfikacji w okolicach biustu i pleców oraz wykonania kilku próbek. Przez ostatnie trzy miesiące zużyłam kilkanaście metrów niepotrzebnych materiałów, aby przetestować interesujące mnie modele. Ostatecznie nic mi się nie spodobało...
  • … bo mało rzeczy mi się ostatnio podoba. Odrzucam wszystkie materiały kiepskiej jakości czy z widocznymi skazami lub te, które nie odpowiadają mi kolorystycznie. W kąt poszły wykroje, na podstawie których nie powstanie odzież ładna, praktyczna i przydatna.
Na szczęście, jak wspomniałam na wstępie, udało mi się wyprodukować jedną rzecz, która mogę Wam dziś zaprezentować na blogu!

Widoczna na zdjęciach spódnica to dwa prostokąty (120 cm x 70 cm i 90 cm x 70 cm) jedwabno-acetatowej tafty, ułożone w sześć kontrafałd. Całość osadzona na halko-podszewce, która ma nadać spódnicy nieco objętości i zapinana na wszyty ręcznie zamek oraz zatrzask. Banał! Ale banał, który zasłużył na swoją historię.

Ponad dwa tygodnie temu triumfalnie obwieściłam zakończenie szycia opisywanej spódnicy. Wszystko leżało pięknie i poszło do szybkiego prania w celu usunięcia oznaczeń z kredy krawieckiej oraz mazaka. I tu, jak się zapewne domyślacie, sprawy się nieco pokomplikowały, gdyż kreda i mazak odmówiły spłynięcia, pozostając w formie czarnych plam, które urodą swą przypominały rozlany tusz lub czarny marker, którym ktoś dla zabawy pobazgrał całą górę i boki spódnicy. Co mi pozostało! Wyprułam pasek, zamek, podszewkę, rozprułam boki i obcięłam zabarwione partie spódnicy. Tu szycie zaczęło się od nowa i potrwało dwa tygodnie... na szczęście halka pozostała nietknięta. W trakcie odtwarzania spódnicy postanowiłam zamienić pasek w talii na jednolicie czarny, aby nie tworzyć kraciastego chaosu.

I w końcu jest! Przejdźmy więc do zdjęć gotowej, chyba ostatecznie, spódnicy.

A tak oto prezentuje się przód (prostokąt 120 cm x 70 cm) spódnicy:
marchewkowa, blog, Wrocław, sewing, vintage, retro, 50s, handmade, skirt, silk, acetate, taffeta, box pleats, szycie, domowe krawiectwo, jedwab, tafta, acetat, spódnica, kontrafałdy
[kliknij, aby powiększyć]
 
A tak tył (prostokąt 90 cm x 70 cm):
marchewkowa, blog, Wrocław, sewing, vintage, retro, 50s, handmade, skirt, silk, acetate, taffeta, box pleats, szycie, domowe krawiectwo, jedwab, tafta, acetat, spódnica, kontrafałdy, repro
[kliknij, aby powiększyć]

A tu mamy halko-podszewkę:
marchewkowa, blog, Wrocław, sewing, vintage, retro, 50s, handmade, skirt, silk, acetate, taffeta, box pleats, szycie, domowe krawiectwo, jedwab, tafta, acetat, spódnica, kontrafałdy, petticoat, lining, halka, podszewka, repro
[kliknij, aby powiększyć]

Oraz ręcznie wszyty klasyczny zamek:
marchewkowa, blog, Wrocław, sewing, vintage, retro, 50s, handmade, skirt, silk, acetate, taffeta, box pleats, szycie, domowe krawiectwo, jedwab, tafta, acetat, spódnica, kontrafałdy, ręcznie wszysty zamek, hand sewn zipper, repro
[kliknij, aby powiększyć]


marchewkowa, blog, Wrocław, sewing, vintage, retro, 50s, handmade, skirt, silk, acetate, taffeta, box pleats, szycie, domowe krawiectwo, jedwab, tafta, acetat, spódnica, kontrafałdy, cashmere, sweater, leather belt, old magazine
[kliknij, aby powiększyć]

PL
Spódnica z sześcioma kontrafałdami i halkopodobną podszewką: uszyłam sobie
Materiał: tafta jedwabno-acetatowa

EN
Skirt with six box pleats and petticoat-like lining: made by me
Fabric: silk and acetate taffeta

18 komentarzy:

  1. Rewelacja!!! ale piszac krotko to ja bym sie zabila majac taka wypieszczona spodnice z plamami po kredzie czy pisaku, ewentualnie zrobilabym z tej spodnicy konfeti!!! Sylwester tuz, tuz...
    kiedys pisalas jak przygotowujesz szycie, czyli od wykroju do gotowego produktu. Tu dochodzi jeszcze jeden punkt, czy z danej tkaniny spierze sie to co na niej nabazgrane???
    Zycze dalszych sukcesow i czekam na kolejne wspisy.Zdjecia tez super ale jak jest tekst to jest kontakt z czytelnikiem a to sobie cenie
    pozdrawiam


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za tak przemiłe słowa :).
      Mazak i kreda zostały przetestowane na tym materiale. Jednak ze skrawka sprałam je dość szybko (po ok. 30 minutach), natomiast na spódnicy pozostały kilka dni.

      Pozdrowienia!

      Usuń
  2. O masz :-( Nie zazdroszczę ani problemów z pocztą, ani podwójnego szycia... uch! No ale jest i jest piękna :-)
    *uściski!*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Lenko, wielkie :*.
      Krawiecki problem, za krawieckim problemem, ale jakoś trzeba to przeżyć. Przecież blogaska nie zamknę! :>

      Usuń
  3. Witam.
    Spódnica piękna, materiał prezentuje się bardzo szlachetnie, sposób wykonania jak zwykle perfekcyjny. Mam tylko jedno pytanie, a mianowicie, dlaczego zamek wszywała Pani ręcznie? Czy to ma jakieś techniczne - konstrukcyjne uzasadnienie, czy wiąże się ze sposobem "uprawiania " krawiectwa w latach 50 - 60? Serdecznie pozdrawiam i z góry dziękuje za wyjaśnienie.

    Dorota M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie dziękuję za miłe słowa :).

      Co do zamka, to staram się unikać zamków krytych, których w połowie ubiegłego wieku jeszcze nie było. Tu natomiast klasyczny zamek wszyłam ręcznie, bo zewnętrze maszynowe stębnowanie wyglądało źle i nieelegancko. Technika podpatrzona w starych magazynach z wykrojami.

      Pozdrowienia :).

      Usuń
  4. Przepiękna spódnica i to właśnie czarny pasek dodaje uroku. Widać ten marker był znakiem opatrzności. Coś ostatnio słyszałam o jakiejś lewej serii, co się wcale nie spiera, albo co gorsza po praniu przelewa się z lewej strony na prawą. Ja nadal używam tradycyjnego, niemodnego już chyba "mydełka", co przy moich nie do końca wprawnych rękach i zerowej dokładności na szczęście wystarcza. Na dodatek dorwałam za pół darmo używanego overlocka, co ułatwiło szycie z dzianin dla mojej córki. W zasadzie ostatnio tylko dla niej szyję, na swoje nie mogę się zdecydować, choć mam już zapas materiałów. I leżą, więc zastój na blogu poniekąd rozumiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klasyczna krawiecka kreda pozostawiła te same ślady. Materiał to jedwab z acetatem, więc możliwe że zaszła tu jakaś dziwna reakcja. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim, choć z tafty różnej maści szyłam wielokrotnie.

      Dzięki Ci wielkie za miłe słowa! I niech nam nowy rok przyniesie krawieckiego kopa, cobyśmy zapas materiałów spożytkowały :).

      PS A overlock jakiej firmy?

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie wielce, że się podoba. Dziękuję! :)

      Usuń
  6. Dzięki za ten wpis :) Mam podobną kratkę (chociaż nie z tak szlachetnych składników), która leżakuje od niepamiętnych czasów, i nie mogę się zdecydować, co z niej uszyć. Dzięki za inspirację. I ta halka :) Spódnica piękna. Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie bardzo, że się wpis na coś przydał :D.
      Życzę Ci bezproblemowego szycia i dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
  7. Spódnica bardzo fajna i jak zawsze podziwiam ręcznie wszyty zamek WOW WOW :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję za przemiłe słowa :).

      Usuń
  8. Znam ten ból idealnego stroju zniszczonego w taki głupi sposób... Niedawno uszyłam sobie spódnicę ołówkową z czystej wełny, to mój najbardziej dopracowany i dopieszczony wyrób i oczko w głowie, nosiłam ją dosłownie co drugi dzień... aż w Wigilię zostawiłam ją na chwilę niepilnowaną i kot wygryzł mi w niej na środku zadka kilkucentymetrową dziurę:((( bo mój kot się zna - lubi tylko prawdziwą wełnę :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję bardzo. Kilkukrotnie straciłam świeżo uszyte rzeczy :(.

      Usuń

Pozostaw komentarz lub skontaktuj się ze mną mailowo - jz@marchewkowa.pl.