20 kwietnia 2017

Kostium z elanowełny - część 2, czyli żakiet

24 raz(y) skomentowano
Ufff, ciężko było, ale w końcu udało mi się zabrać do napisania tej notki.

Żakiet, bo o nim będzie dziś mowa, powstał jako uzupełnienie spódnicy z poprzedniego wpisu. Do jego wykonania użyłam wykroju #127 z Burdy 9/2009. Jako że model ten ma już ładnych kilka lat i był szyty wielokrotnie przez krawcowe z całego świata, przed skrojeniem przeczytałam kilka opinii na jego temat. I dobrze, że to zrobiłam, bo żakiet #127 to jeden z tych banalnych wykrojów Burdy, z którymi dużo roboty. 

W tym wypadku większość osób pisała, że warto zacząć od większego rozmiaru, bo miejsca na biust praktycznie tu nie ma. Podobne zarzuty tyczyły się podkrojów pach oraz szerokości ramion i reglanowych rękawów. I faktycznie, próbka ze starego prześcieradła wszystko to potwierdziła!

Gotowy żakiet, który zobaczycie na zdjęciach, to rozmiar 40, w którym dodatkowo musiałam wykonać modyfikacje dla dużego biustu. Wiecie, jak to z tymi burdowymi wykrojami jest - zawsze obwód biustu dzielą na pół, tak jakby kobieca klatka piersiowa nie posiadała żadnej wypukłości. I choć zwykle w wykrojach dodaję 3-4 cm, to tu dodałam ich aż 10!

Dodatkowo żakiet skróciłam o 3 cm, usunęłam dwurzędowość, zmieniłam kształt kołnierza oraz lekko dostosowałam talię. Całość zapięłam na cztery zatrzaski. Guziki to zaś tylko ozdoba.

Wnętrze wykończyłam tą samą podszewką, co spódnicę. Tu jednak w większości wszyłam ją ręcznie  - tak, jak robiło się to 60 lat temu (poniżej instrukcja wszywania podszewki do żakietu Vogue 8979 z 1956 roku). Maszynowo przyszyta jest wyłącznie do odszyć przodu.

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, kostium, żakiet, spódnica, Burda 9/2009, 2/2017, wykroje, patterns, elanowełna, rozciągliwa podszewka, polyester-wool mix, vintage buttons
[kliknij, aby powiększyć]


Między podszewkę a materiał wierzchni włożyłam cienki i elastyczny wkład odzieżowy, który jedynie lekko wzmacnia elanowełnę, a w żaden sposób nie zaburza jej naturalnych właściwości. Żakiet zamierzam nosić również rozpięty i związany paskiem, więc brak usztywnienia jest tu bardzo pożądany. 

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, kostium, żakiet, spódnica, Burda 9/2009, 2/2017, wykroje, patterns, elanowełna, rozciągliwa podszewka, polyester-wool mix, vintage buttons, how to bag a jacket lining instructions, Vintage Vogue Patterns
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, kostium, żakiet, spódnica, Burda 9/2009, 2/2017, wykroje, patterns, elanowełna, rozciągliwa podszewka, polyester-wool mix, vintage buttons
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, kostium, żakiet, spódnica, Burda 9/2009, 2/2017, wykroje, patterns, elanowełna, rozciągliwa podszewka, polyester-wool mix, vintage buttons
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, kostium, żakiet, spódnica, Burda 9/2009, 2/2017, wykroje, patterns, elanowełna, rozciągliwa podszewka, polyester-wool mix, vintage buttons
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, kostium, żakiet, spódnica, Burda 9/2009, 2/2017, wykroje, patterns, elanowełna, rozciągliwa podszewka, polyester-wool mix, vintage buttons
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, kostium, żakiet, spódnica, Burda 9/2009, 2/2017, wykroje, patterns, elanowełna, rozciągliwa podszewka, polyester-wool mix, vintage buttons
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, kostium, żakiet, spódnica, Burda 9/2009, 2/2017, wykroje, patterns, elanowełna, rozciągliwa podszewka, polyester-wool mix, vintage buttons
[kliknij, aby powiększyć]

Guziki pochodzą prawdopodobnie z lat '60.
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, kostium, żakiet, spódnica, Burda 9/2009, 2/2017, wykroje, patterns, elanowełna, rozciągliwa podszewka, polyester-wool mix, vintage buttons
[kliknij, aby powiększyć]

Ostatnio wspominałam o wzmacniaczu brzegów Prym.  Oto on!

Niewielką ilością produktu pokrywa się zapasy, a następnie pozostawia na kilka minut do wyschnięcia. Preparat ma właściwości, które przypominają opalenie płomieniem - czyli całkowicie eliminuje strzępinie się tkanin. Sztywność jest jednak ledwo wyczuwalna, a materiał nie zmienia koloru (choć producent ostrzega, że należy najpierw przetestować płyn na skrawkach). Buteleczka o pojemności 22,5 ml kosztuje ok. 20 zł, ale wystarcza na bardzo długo. Stosowałam już na zapasach, tasiemkach, zaciągniętych nitkach - ubytku nie widać!

KEYWORDS
[kliknij, aby powiększyć]

PL
Kostium w stylu lat 50.: uszyłam sobie
Wykrój żakietu: 127 z Burdy 9/2009
Wykrój spódnicy: 117 z Burdy 2/2017
Turkusowa elanowełna i elastyczna podszewka: Allegro
Stare guzki: prezent

EN
1950s style suit: made by me
Raglan sleeve jacket pattern: #127, Burda 9/2009
Pencil skirt pattern: #117, Burda 2/2017
Polyester-wool mix & lining fabric: Allegro
Vintage buttons: a gift


3 kwietnia 2017

Kostium z elanowełny - część 1, czyli spódnica

21 raz(y) skomentowano
Jeśli śledzicie moje konto na Instagramie lub na Facebooku, to zapewne już wiecie, że od kilku tygodni szyję turkusowy kostium (ołówkowa spódnica + żakiet) z elanowełny. Do jego stworzenia zainspirował mnie ten oto model z 1959 roku. Materiał na kostium nabyłam na Allegro; na szczęście nabyłam go pół metra więcej, bo już podczas krojenia okazało się, że prawa strona jest w niektórych miejscach pokryta skazą (jaśniejszymi pasami). Udało mi się ją jednak sprawnie ominąć.

Bez małej krawieckiej tragedii nie byłoby marchewkowego szycia!

Sama elenowełna jest lekko lejąca i niezbyt gruba. Trochę jednak waży. Wiecie, jak to jest z lejącymi się materiałami! Jedyną jej wadą jest różnorodny splot, który sprawia, że podłożenie odrobinę się łamie. Mam jednak nadzieję, że po jakimś czasie się ułoży i kanty znikną.

Przejdźmy jednak do spódnicy, bo to ją pierwszą udało mi się skończyć. 

Spódnica ołówkowa, jak to spódnica ołówkowa - właściwie zawsze wychodzi taka sama, dlatego skusiłam się na model 117 A z Burdy 2/2017, który, nieco przedłużony, całkiem nieźle wpisuje się w trendy końca lat '50. Oczywiście wykrój wymagał kilku przeróbek, ale o tym za chwilę, bo...

...rozmiar bioder tego wykroju dobrałam według nieco innej metody niż to robiłam do tej pory. Zamiast mierzyć tylko biodra w najszerszym miejscu, zmierzyłam je wraz z wystającym poza sylwetkę dołem brzucha i dopiero wtedy dobrałam odpowiednią szerokość spódnicy. Takie mierzenie obwodu bioder sprawia, że w gotowym modelu całkowicie unikniemy nieestetycznych poziomych linii, biegnących od pośladków do brzucha (świadczą one o zbyt małej ilości materiału w tych okolicach - przykład nr 1, przykład nr 2), a spódnica pozostanie gładko dopasowana do sylwetki.

Aby prawidłowo zmierzyć obwód bioder, należy do najbardziej wystającego miejsca na brzuchu przyłożyć prostopadle do podłogi długą linijkę/tyczkę bambusową/listewkę (tu przyda się pomoc drugiej osoby), a następnie zmierzyć biodra w najszerszym miejscu, obejmując metrem krawieckim ułożoną linijkę, tyczkę czy listewkę. I wierzcie mi, tu nawet centymetrowa różnica ma znaczenie!


mierzenie bioder

[kliknij, aby powiększyć]
 
Wróćmy jednak do przeróbek, których wymagał wspomniany wcześniej wykrój.

Zgodnie z pomysłem konstruktora, nasada paska spódnicy 117A znajduje się 3 cm pod talią, a więc musiałam ją podnieść i dopasować do swoich wymiarów. Dodatkowo konieczna była tu modyfikacja pozwalająca na zmieszczenie pełnych pośladków, mimo że mam całkowicie płaską pupę. Najwidoczniej Burda założyła, że nosicielkami tego modelu będą osoby pozbawione tej części ciała ;]. Spódnicę oczywiście wydłużyłam i pozbawiłam patek, które pierwotnie planowałam wszyć (nawet je skroiłam i zszyłam!). Niestety, sprawiały, że spódnica stawała się zbyt ciężka.

Ostatecznie wyszło tak!

Przód:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, spódnica ołówkowa, elanowełna, Burda 2/2017, 117A, pencil skirt

Bok:
 marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, spódnica ołówkowa, elanowełna, Burda 2/2017, 117A, pencil skirt

Tył:
 marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, spódnica ołówkowa, elanowełna, Burda 2/2017, 117A, pencil skirt

Zbliżenie na bok. Zapasy szwów klinów prawdopodobnie będę musiała jeszcze przyciąć, a brzegi pokryć preparatem zapobiegającym strzępieniu się materiału. Niestety, obrzucenie odznacza się na prawej stronie:
 marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, spódnica ołówkowa, elanowełna, Burda 2/2017, 117A, pencil skirt

Podłożenia przyszyte ręcznym ściegiem niewidocznym. Brzeg podłożenia spódnicy obszyty ręcznie nicią perłową (nie chciałam dodatkowo obciążać go lamówką):
 marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, spódnica ołówkowa, elanowełna, Burda 2/2017, 117A, pencil skirt

Podszewka (cieniutka i rozciągliwa):
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, spódnica ołówkowa, elanowełna, Burda 2/2017, 117A, pencil skirt, flat lay

 marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, spódnica ołówkowa, elanowełna, Burda 2/2017, 117A, pencil skirt, flat lay
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]

PL
Spódnica: uszyłam sobie
Wykrój: 117A, Burda 2/2017
Elanowełna: Allegro
Podszewka: Allegro

EN
50s style pencil skirt: made by me
Pattern: 117A, Burda 2/2017
Fabric (polyester-wool mix): Allegro
Lining: Allegro

8 marca 2017

Gina

23 raz(y) skomentowano
I kolejny raz sięgnęłam po "Burdę Vintage" z 2014 roku!

Tym razem potrzebowałam wykroju spódnicy z karczkiem (na prezent!) i w tym wydaniu oczywiście ją znalazłam. Gina to model, który wśród czytelniczek Burdy zebrał niezłe cięgi za niebycie zgodnym z oryginalnym rysunkiem,  fatalny dobór tkaniny, z której uszyto wersję współczesną oraz ogólną nieretrowość.

I faktycznie, oryginał z 1950 roku nie posiada karczka, a wersję współczesną uszyto z grubej i ciężkiej satyny, która smętnie wisi na modelce. Naprawdę nie wiem, kto mógł wpaść na tak dziwaczny pomysł, bo wygląda to fatalnie! Co do nieretrowości to nie do końca zgodzę się z jej brakiem, bo w latach '50. spódnice z karczkiem wcale nie były  taką rzadkością, a Ginie do zgodnego z tamtym dziesięcioleciem wyglądu brakowało po prostu paska w talli. Poza dodaniem wspomnianego paska, w wykroju zmieniłam tylko jedno - usunęłam dno fałdy (element nr 5), gdyż już bez niej spódnica jest niesłychanie obfita.

Do wykonania Giny użyłam lejącej się tkaniny wiskozowej średniej grubości w przepiękną łąkę na jagodowym tle. Materiał ma swoje lata (przynajmniej czterdzieści) i wymagał szycia z ekstremalną wręcz dokładnością, dlatego prace na spódnicą trwały od grudnia! Tak, tak, dobrze czytacie - od grudnia. A właściwie to od listopada, bo wtedy skroiłam poszczególne elementy.

Wiskoza ta jest tak delikatna, że szybkie szycie sprawiało, że nawet najcieńsza igła ją przecinała, dlatego postanowiłam podkleić wszystkie zapasy cieniutkim rozciągliwym wkładem. Każdy szew fastrygowałam ręcznie, spinałam szpilkami i powoli zszywałam maszynowo. Aby się nie zniechęcić tak żmudną robotą, szyłam po małym kawałku raz na kilka dni. Najszybciej poszły tu prace wykończeniowe, czyli ręczne podszycie podłożenia karczka, paska i dołu spódnicy.

Ostatecznie stwierdzam, że się udało! Gina okazała się tworzyć parę idealną z lejącą się wiskozą.

Spójrzcie, jak się układa:

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Gina, Burda Vintage 2014, skirt, spódnica, karczek, yoke, viscose
[kliknij, aby powiększyć]

PL
Spódnica z karczkiem, kontrafałdami i kieszeniami: uszyłam w prezencie
Materiał: wintydżowa wiskoza
Wykrój: Burda Vintage 2014, Gina

EN
1950s style skirt with a yoke: made for a friend
Fabric: vintage viscose rayon

13 lutego 2017

Dowodzik poproszę!

38 raz(y) skomentowano
Nie cierpię fotografów! 

Nie, nie wszystkich. Chodzi tu o konkretną grupę -  osobników najczęściej w średnim wieku, którzy w swoich małych pomieszczeniach, ulokowanych w piwnicach starych kamienic wykonują zdjęcia do dokumentów. Brrr... Aż mnie dreszcz przeszedł ;].

Na mą znaczną niechęć i potrzebę omijania baaardzo szerokim łukiem wszelkich zakładów fotograficznych wpłynął zapewne fakt, że ich pracownicy nie dają się lubić. No bo jak tu polubić osobę, która już na wstępie informuje klienta, że jest za mało urodziwy, za łysy, za asymetryczny*, aby zdjęcie wyszło dobre? Nie da się!

Kiedy więc w grudniu zeszłego roku zastałam w portfelu nieważny dowód osobisty, zadrżałam. A drżenie to trwało dwa razy dłużej niż normalnie, bo czekało mnie wykonanie zdjęcia biometrycznego (wykonywane na wprost, z neutralnym wyrazem twarzy). Postanowiłam się jednak nie poddawać i - w nadziei, że w okresie ważności mojego poprzedniego dowodu pojawili się jacyś lepsi fotografowie - rozpoczęłam poszukiwania. Szczególnie interesowała mnie możliwość wykonania zdjęcia bez lampy błyskowej (mam bardzo wrażliwe i nerwowe oczy  - przynajmniej jedno zawsze śpi, ale zwykle dwa i trudno je dobudzić).

Tylko dwa zakłady fotograficzne (wysłałam zapytanie do siedmiu) postanowiły odpowiedzieć na moje zapytanie. Niestety, oba negatywnie. Przeszłabym nad tym do porządku dziennego i kontynuowała  poszukiwania, gdyby nie niesłychana arogancja pracownika jednego z wymienionych miejsc. Jako że naprawdę nie cierpię takiego zachowania wobec klientów, złapałam za aparat a potem za pana Marchewkę i...

... zdjęcie biometryczne do mojego dowodu wykonaliśmy w domu.

Przed zabraniem się do roboty przeczytałam informacje udostępnione na stronach rządowych oraz wskazówki zawarte na blogu Foto Błysk. Tłem została biała ściana (ta sama, którą widzicie na blogowych zdjęciach), na wprost której znajduje się duże okno. Dodatkowo pomieszczenie oświetliłam dwiema lampami studyjnymi, ale przy silnym świetle naturalnym właściwie okazały się zbędne. Za blendę, która miała pomóc wypełnić cienie na szyi i pod nosem, posłużyła karta papieru kredowego. Co ciekawe, spisała się zaskakująco dobrze.

Pan Marchewka wykonał jedenaście zdjęć bez lampy błyskowej, z których szybko wybrałam jedno**. W programie graficznym przycięłam je do odpowiednich wymiarów (załącznik z maskami ułatwiającymi przycięcie znajdziecie tu), lekko rozjaśniłam tło i pozbyłam się niewielkiego cienia. Zdjęcie wydrukowałam na domowej drukarce. Użyłam najzwyklejszego papieru typu glossy.

Cała operacja trwała tylko godzinę, czyli znacznie mniej niż wyprawa do fotografa! Gotowe zdjęcie dołączyłam do wniosku, zaniosłam do urzędu, a po 5 dniach otrzymałam informację, że dowód jest gotowy do odebrania.

I tak oto, dzięki kolejnemu uprzejmemu inaczej fotografowi, zaoszczędziłam nie tylko 35 zł (będzie na materiał, o!), czas, ale przede wszystkim sobie ogromnych nerwów. A morał z tego taki, że jeśli w zakładzie fotograficznym mówią, że się nie da, to znaczy, że się da, tylko że się nie chce ;].

Przy okazji życzę Wam udanych Walentynek!

blog, sewing, szycie, rękodzieło, handmade, retro, vintage, 1950s, moda, fashion, skirt, silk, cashmere, sweater, blouse, pixie hairstyle, krótka fryzura, Kandara, Wrocław szyje
blog, sewing, szycie, rękodzieło, handmade, retro, vintage, 1950s, moda, fashion, skirt, silk, cashmere, sweater, blouse, pixie hairstyle, krótka fryzura, Kandara, Wrocław szyje
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]
Fot.: pan Marchewka 

PL
Kaszmirowy sweterek: wyszukany przez mamę
Spódnica z jedwabnej tafty: uszyłam sobie
Buty: Sca'Viola
Pasek: Biedronka
Porcelanowa broszka: vintage (prawdopodobnie koniec lat '50.), wyszukana przez mamę 

EN
Cashmere blouse: thrifted by my mom
Silk skirt: made by me
Shoes: Sca'Viola
Belt: Biedronka
Porcelain brooch: vintage (late 1950s), thrifted by my mom

* Od fotografa usłyszałam, że "zdjęcie wyszło brzydkie, ale nic nie poradzi na taką twarz". Od innego, że jestem "za łysa i zdjęcie na pewno wyjdzie nieładne". Od jeszcze innego, że "za duża asymetria [twarzy], będzie retuszowanie".

** Wariacje na jego temat znajdziecie tu.

1 lutego 2017

Zagrajmy w golfa

9 raz(y) skomentowano
Wiecie, jak to jest - wielki biust, golf i długie włosy to przepis na katastrofę. Aby wyglądać przyzwoicie, trzeba się pozbyć jednego elementu. No to się skutecznie pozbyłam - włosów! Od zeszłej jesieni kocham golfy, półgolfy i stójki. W końcu bez oporu mogę się ubrać tak, tak lub tak i czuć się wybornie.

Dostawcą tego nowego wełnianego narkotyku są oczywiście sklepy z używaną odzieżą i moja mama, która dzięki swym nadprzyrodzonym zdolnościom wynajduje najpiękniejsze swetry z wełny dziewiczej i kaszmiru. Ostatnio w moje ręce trafił cudowny sweter z szerokim golfem. Gruby i puszysty, ale niezwykle lekki, bo wykonany z wełny dziewiczej oraz alpaki. Wspólnie z cygaretkami o długości 7/8 (są nieco dłuższe niż na zdjęciu, bo miałam je tu jakoś dziwnie zmarszczone na wysokości kolan) z mojego ukochanego wiskozowego splintu stanowią w tym roku mój ulubiony zimowy zestaw.  Po latach zasuwania w wełnianych spódnicach przydała mi się mała odmiana.

Rzućcie okiem:

blog, marchewkowa, szycie, sewing, retro, vintage, cygaretki, pedal pushers, spodnie 7/8, splint, wiskoza, sweter, turtleneck, wool, alpaka, pixie, hairstyle, krótka fryzura, Kandara, Wrocław
blog, marchewkowa, szycie, sewing, retro, vintage, cygaretki, pedal pushers, spodnie 7/8, splint, wiskoza, sweter, turtleneck, wool, alpaka, pixie, hairstyle, krótka fryzura, Kandara, Wrocław
blog, marchewkowa, szycie, sewing, retro, vintage, broszka, brooch, koraliki, beads
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

PL
Wełniany sweter z szerokim golfem: wyszukany w lumpeksie przez mamę
Broszka: mama mi zrobiła
Spodnie: uszyłam sobie z wiskozowego splintu, wykrój z Beyer Mode 6/1963
Płaszcz: uszyłam sobie
Turban i szalik: mama mi zrobiła
Ocieplane półbuty: Deichmann, Medicus

 EN
Alpaca turtleneck jumper: thrifted by my mom
Brooch: made by my mom
Pants: made by me, pattern from Beyer Mode 6/1963
Coat: made by me
Turban hat/scarf: made by my mom
Shoes: Deichmann, Medicus

A tak przy okazji, to dziś w kioskach pojawił się kolejny numer Anny - mody na szycie. I po raz kolejny w magazynie znajdziemy przedruk z lat '60. Tym razem będziemy mieli do czynienia z wykrojem Simplicity 1356 (roz. 38/40, 42/44, 46/48), czyli z odpowiednikiem 8125 z 1969 roku.

I choć model ten recenzje w sieci ma dość mieszane, to od trzech lat znajdował się na mojej liście "do kupienia". Wiecie, że lubię dziwne konstrukcje, a ta sukienka z pewnością taką konstrukcję właśnie posiada. Nie dość, że jest dwustronna, to jej przód wiążemy na plecach bawełnianymi tasiemkami (umożliwia to indywidualne dopasowanie do sylwetki), zaś obszerny tył motamy pod biustem szerokimi szarfami. Wypas! Już ją widzę w roli narzutki na strój kąpielowy, ale z pewnością ten model może się również świetnie spisać w roli sukienki koktajlowej - w połowie imprezy można wymknąć się do toalety i cichaczem obrócić sukienkę na drugą stronę. To dopiero zrobi wrażenie!

I dlatego z samego rana poleciałam do kiosku, aby nabyć swój numer.

Anna Moda na szycie, Siplicity 1356, 8125, 1960s, retro, vintage dress, pattern
Anna Moda na szycie, Siplicity 1356, 8125, 1960s, retro, vintage dress, pattern
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]

Co najlepsze, w numerze znajdziemy również Simplicity 1325 (bezrękawnik w stylu lat '50. oraz dodatki - bluzka oraz żakiet) i Simplicity 1168 (płaszcz i sukienka w stylu lat '60.)!

24 stycznia 2017

This show will wreck your evening, your whole life and your day...

20 raz(y) skomentowano
Dawno na blogu nie gościła notka serialowa. Oj, dawno! Dlatego dziś postanowiliśmy z panem Marchewką podzielić się z Wami naszymi ostatnimi odkryciami.  Wspomnimy tu przede wszystkim o serialach niszowych, które przeszły bez echa lub nie zyskały zbyt wielkiego grona odbiorców, choć na to zdecydowanie zasługiwały.
  • "Good Morning Call" (Netflix/Fuji TV) - japońskie live action, czyli aktorska wersja mangi o tym samym tytule. I choć manga to typowo dziewczyńsko-nastolatkowe shōjo, to serial potrafi się podobać nawet dorosłym... mężczyznom (pan Marchewka potwierdza!). Niby banalna historia o parze nastolatków, którzy przez przypadek wynajmują to samo mieszkanie, jest nie tylko niesamowicie zabawna, ale wzruszająca i, co ciekawe, zaskakująca. Z niecierpliwością czekaliśmy na każdy odcinek i żałowaliśmy, że było ich zaledwie 17! Niestety, do tej pory nie wiadomo, czy zekranizowana zostanie druga część mangi.

  • "Midnight Diner: Tokyo Stories" (Netflix) - i kolejny fascynujący serial typu live action wprost z Japonii. Jest to trzecia ekranizacja mangi "Shinya Shokudō", która tym razem powstała przy współpracy z Netflixem. Każdy z 10 odcinków opowiada historię innych bohaterów. Wszystkich łączy jednak tytułowa nocna knajpka, jej właściciel oraz jedna z tradycyjnych potraw (przepis podawany jest na końcu każdego z odcinków). Serial przesycony jest typowo japońskim humorem dla dorosłych, który nie każdemu musi przypaść do gustu. Nas jednak ta produkcja zachwyciła pod każdym względem i z niecierpliwością czekamy na kolejną serię!

  • "The Young Pope" (HBO) - majstersztyk, do którego pan Marchewka podszedł początkowo jak pies do jeża. Nie dziwne, bo głównego - młodego, zabójczo przystojnego, ekstremalnie liberalnego i dopiero co wybranego na urząd papieża - bohatera (w tej roli Jude Law) poznajemy od d**y strony. Dosłownie! Jak się chwilę później okazuje, nie wszystko jest takie, jak się widzowi wydaje. I właściwie do końca serii nie może być pewny, co jest jawą, a co snem, bo odpowiedzi nie są tu podane na tacy. Niesamowita fabuła z elementami paranormalnymi wciągnęła nas niesłychanie i myślę, że zainteresuje wielu, niezależnie od poglądów czy wyznania (bo one w tej historii tak naprawdę nie mają znaczenia). "The Young Pope" to nasz numer jeden zeszłego roku. A kolejna seria już się kręci!

  • "A Series of Unfortunate Events" (Netflix) - czytaliście "Serię niefortunnych zdarzeń"? Nie? Nic nie szkodzi, bo najnowsze dziecko Netflixa całkiem wiernie oddaje fabułę książek. Cała historia (dodajmy, że to mrożący krew w żyłach kryminał) dzieje się w świecie alternatywnym, który wygląda, jak połączenie naszych lat '50. ze współczesnością (bohaterom zdarzają się nietrafione zakupy w sieci). Trójka dzieci traci rodziców w pożarze i całkowicie nieprzypadkowo trafia, choć nie powinna, do przystojnego i utalentowanego hrabiego Olafa, który postanawia połasić się na ich fortunę. W rolę Olafa wciela się Neil Patrick Harris, który wymiata nie tylko aktorsko, ale i wokalnie (Oglądaliście "Dr. Horrible's Sing-Along Blog"? To ten poziom!). A wykonana przez niego piosenka tytułowa już jest hitem. Pierwsza seria obejmuje cztery książki. Kolejne dwie zajmą się resztą.

  • "Travelers" (Showcase/Netflix) - niskobudżetowy serial produkcji kanadyjskiej, który zaskoczył nas bardzo dobrą fabułą, poświęconą podróżom w czasie. Niby temat oklepany - historia piątki podróżników, którzy muszą ocalić świat przed zagładą - ale ugryziony z nieco innej strony niż zwykle. Nie ma tu fajerwerków w postaci efektów specjalnych, jednak całość naprawdę daje radę i spodoba się wielbicielom SF.

  • "The OA" (Netflix) - jeśli kojarzycie aktorkę Brit Marling i produkcje, w których brała udział (jak "I Origins" czy "Another Earth"), to informacja, że jest współtwórczynią serialu, wiele Wam powie. Tu wciela się w niewidomą dziewczynę, która wraca do domu po siedmiu latach spędzonych w piwnicy swojego porywacza. Jak się szybko okazuje bohaterka powraca odmieniona, czym wprawia w przerażenie mieszkańców rodzinnego miasteczka. Podobnie jak w "The Young Pope", widz zostaje wciągnięty w paranormalną (?) opowieść pozbawioną łopatologii.

  • "Chewing Gum" (E4, ale szybko pojawia się na Netflixie i właśnie czekamy na drugą serię) - tak wulgarnego serialu dawno nie widzieliście. Jest ohydny pod każdym względem - mowa tu głownie o seksie, ćpaniu, chlaniu i imprezach. Ale... Czy polecalibyśmy Wam coś, czego nie da się oglądać? Ano nie! W ten przesadzony i pozbawiony cenzury sposób historię swojego życia w jednej z londyńskich dzielnic opowiada Brytyjka ghańskiego pochodzenia, Michaela Coel, która nie tylko napisała scenariusz serialu, ale i zagrała w nim główną rolę. Tracey to niedoświadczona i dziecinna 24-latka, która między fanatycznie religijną rodziną, a seksualnie wyzwoloną przyjaciółką, szuka swojej drogi, stale wpadając w tarapaty. A dziwaczne i obrzydliwe sytuacje (jak grzebanie palcem w ustach bezdomnego), w których się znajduje, mają według autorki scenariusza wprawić widzów w zakłopotanie, którego doświadcza bohaterka. I skutecznie to robią! Całość wypada bardzo inteligentnie, ale to zdecydowanie serial dla widzów o mocnych nerwach.

  • "Victoria" (ITV) - jak sam tytuł wskazuje, to serial ukazujący życie królowej Wiktorii, począwszy od początku jej panowania. W tę rolę wciela się Jenna Coleman, która radzi sobie wybornie i skutecznie odcina się od wymęczonej już Clary z "Doctora Who". Serial na pewno spodoba się miłośnikom historii brytyjskiej monarchii. Nie jest przedsięwzięciem na miarę "The Crown", ale przecież warto znać nie tylko Elżbietę.
I to było na tyle! 
O "Westworld" (HBO), "Stranger Things" (Netflix), "The Crown" (Netflix) i "This is Us" (NBC) celowo tu nie wspomnieliśmy, bo wszystkie te seriale zdobyły już w Polsce sporą popularność i do ich obejrzenia nie trzeba nikogo nakłaniać.   

 ✁ 

Wróćmy jednak do głównej tematyki tego bloga...

Pamiętacie, że z szyciem widocznej na zdjęciach spódnicy związana była straszliwa tragedia (a jeśli nie, to wszystkie szczegóły znajdziecie w tej notce)? Mimo tych wszystkich przejść, spódnica nadaje się do noszenia i wygląda świetnie. Jestem z niej bardzo zadowolona!

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, DIY, 1950s, 1960s, lata 50, lata 60, spódnica z kontrafałdami, box pleat, złota tafta, jedwab, silk, outfit, party, pixie hairstyle, Wrocław, tu się szyje!, krótka fryzura, Kandara marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, DIY, 1950s, 1960s, lata 50, lata 60, spódnica z kontrafałdami, box pleat, złota tafta, jedwab, silk, outfit, party, pixie hairstyle, Wrocław, tu się szyje!
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, DIY, 1950s, 1960s, lata 50, lata 60, spódnica z kontrafałdami, box pleat, złota tafta, jedwab, silk, outfit, party, pixie hairstyle, Wrocław, tu się szyje!
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, DIY, 1950s, 1960s, lata 50, lata 60, spódnica z kontrafałdami, box pleat, złota tafta, jedwab, silk, outfit, party, pixie hairstyle, Wrocław, tu się szyje!
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, DIY, 1950s, 1960s, lata 50, lata 60, spódnica z kontrafałdami, box pleat, złota tafta, jedwab, silk, outfit, party, pixie hairstyle, Wrocław, tu się szyje!
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć] 
Fot.: Pan Marchewka

PL
Spódnica z sześcioma kontrafałdami i halkopodobną podszewką: uszyłam sobie
Materiał: tafta jedwabno-acetatow
Bluzka: Gatta
Buty: CCC
Torebka: vintage (lata '40.), prezent od pana Marchewki
Klipsy: wyszukane w lumpeksie przez mamę

EN
Skirt with six box pleats and petticoat-like lining: made by me
Fabric: silk and acetate taffeta
Top: Gatta
Shoes: CCC
Bag: vintage (1940s), a gift from Mr Carrot
Clip-on earrings: thrifted by my mom

19 stycznia 2017

10%, czyli nie róbcie tego w domu! Albo róbcie...

47 raz(y) skomentowano
Ostatnio specjalizuję się w krawieckich katastrofach, a szczególnie w ich wywoływaniu. Pamiętacie notkę o spódnicy ze złotej tafty? To pikuś przy dzisiejszej mrożącej krew w żyłach historii.

Najpierw jednak opowiem Wam o wykroju, z którego skorzystałam. Nie ma w nim nic nadzwyczajnego, ale pochodzi z najnowszego pisma wrocławskiego wydawnictwa BPV. Magazyn ten zwie się "Szycie" i jest przedrukiem hiszpańskiego "Patrones". I choć zawarte tu wykroje są klasykami, których właściwie wszędzie pełno, to moją uwagę zwróciło świetne dopasowanie modeli - a dokładnie mnogość zaszewek modelujących.

marchewkowa, blog, Szycie 1/2017, sewing, retro, vintage, 1960s, skirt, wool, tweed, wełna, Patrones, BPV Polska, Wrocław, przeróbki, upcycling
[kliknij, aby powiększyć]

Testy wykrojów postanowiłam zacząć od spódniczki w stylu lat '60. (spódnica Philosophy, nr 21), która stanowi część  tweedowego kompletu. Materiał - piękny, lejący się wełniany tweed - już czekał. A był to materiał z odzysku (co ważne dla rozwoju całej historii!), który wcześniej tworzył parę spodni w dużym rozmiarze, kupionych za złotówkę w lumpeksie.

Wracając do wykroju, to:
  • ma niewiele luzu na oddech i poruszanie się - zaledwie 1,5 cm w talii i 3 cm w biodrach.; sprawia to, że rozmiar 38 jest bliższy burdowemu 34/36; 
  • układ zaszewek jest bardzo dobry i odpowiednio modelujący materiał, choć te z tyłu mogą wymagać pogłębienia przy nieco bardzie wystającej pupie;
  • zaś kształt spódnicy jest idealny (swoją odrobinę przedłużyłam) - pozostaje ołówkowa, ale nie wymaga już rozcięcia, na które i tak nie mogłabym sobie pozwolić ze względu na mocno ograniczoną ilość materiału.

No i zaczęłam szycie, które poszło mi całkiem szybko, bo podszewkę (użyłam elastycznej, matowej w kolorze popielatym, który wpada nieco w przydymiony róż), zamek, zatrzaskę i guzik miałam na stanie. Dumna z efektu, spódnicę założyłam na manekin, aby wykonać zdjęcia na bloga i...

… i (tak, to jest ten moment, kiedy padam trupem)...

... i dostrzec, że cały przód spódnicy pokryty jest żółtymi PLAMAMI.

Jak się chwilę później okazało, szycie wieczorami przy żarówce nie wyszło mi na dobre, bo dopiero przy dziennym oświetleniu na jaw wyszły przebarwienia, których twórczynią była zapewne właścicielka spodni.

Po przebrnięciu przez wszystkie etapy żałoby, postanowiłam oddać spódnicę do pralni chemicznej. Niestety, szanse na wyczyszczenie oszacowano na 10%, dlatego zdecydowałam się na krok, który śmiało można uznać za zbrodnię wobec tkaniny wełnianej. Spódnicę zanurzyłam w misce wypełnionej zimną wodą z dodatkiem odplamiacza. Tak przeleżała 6 (słownie: sześć) godzin!!! Plam nie tarłam, a jedynie lekko obracałam materiałem. Po solidnym płukaniu spódnicę odcisnęłam delikatnie w bawełniany ręcznik i rozłożyłam na płasko do wyschnięcia (powieszona mogłaby się wyciągnąć).

Efekt był niespodziewany, bo materiał przetrwał bez uszczerbku (nic się nie sfilcowało i nie skurczyło), a do tego większość plam zakończyła swój marny byt. Najbardziej zabarwione włóka, których pranie nie ruszyło, pokryłam srebrnym niezmywalnym markerem ;].

Cały proces okazał się bardzo skuteczny, ale nie róbcie tego w domu (ryzyko zniszczenia wełnianej tkaniny jest ekstremalnie wysokie). No, chyba że jesteście zdesperowani!

Przód spódnicy, krojony z przednich części nogawek:
marchewkowa, blog, Szycie 1/2017, sewing, retro, vintage, 1960s, skirt, wool, tweed, wełna, Patrones, BPV Polska, Wrocław, przeróbki, upcycling
[kliknij, aby powiększyć]

Tył, skrojony z tylnych części nogawek:
marchewkowa, blog, Szycie 1/2017, sewing, retro, vintage, 1960s, skirt, wool, tweed, wełna, Patrones, BPV Polska, Wrocław, przeróbki, upcycling
[kliknij, aby powiększyć]

Szarobłękitny guzik i klasyczny zamek:
marchewkowa, blog, Szycie 1/2017, sewing, retro, vintage, 1960s, skirt, wool, tweed, wełna, Patrones, BPV Polska, Wrocław, przeróbki, upcycling
[kliknij, aby powiększyć]

Na pasek w talii składają się cztery prostokąty:
marchewkowa, blog, Szycie 1/2017, sewing, retro, vintage, 1960s, skirt, wool, tweed, wełna, Patrones, BPV Polska, Wrocław, przeróbki, upcycling
[kliknij, aby powiększyć]

Podszewka:
marchewkowa, blog, Szycie 1/2017, sewing, retro, vintage, 1960s, skirt, wool, tweed, wełna, Patrones, BPV Polska, Wrocław, przeróbki, upcycling
marchewkowa, blog, Szycie 1/2017, sewing, retro, vintage, 1960s, skirt, wool, tweed, wełna, Patrones, BPV Polska, Wrocław, przeróbki, upcycling
[kliknij, aby powiększyć] 

Marchewkowa wszywka (że niby jest tak profesjonalnie):
marchewkowa, blog, Szycie 1/2017, sewing, retro, vintage, 1960s, skirt, wool, tweed, wełna, Patrones, BPV Polska, Wrocław, przeróbki, upcycling
[kliknij, aby powiększyć] 

Wykończenie podłożenia:
marchewkowa, blog, Szycie 1/2017, sewing, retro, vintage, 1960s, skirt, wool, tweed, wełna, Patrones, BPV Polska, Wrocław, przeróbki, upcycling
[kliknij, aby powiększyć] 

PL
Spódnica w stylu lat '60.: uszyłam sobie
Wykrój: Szycie 1/2017, nr 21
Materiał: wełna z odzysku (spodnie kupione w lumpeksie za 1 zł)
Podszewka: Allegro

EN
1960s style secretary skirt: made by me
Pattern: Patrones 12/2016
Fabric: upcycled wool (I've used plus size wool pants bought at a second-hand shop).
Lining: Allegro.pl

9 stycznia 2017

Kolorowanka

22 raz(y) skomentowano
Latem zeszłego roku dostałam od babci sukienkę (tu ją pokazywałam), która przeleżała w jej szafie kilkadziesiąt lat. Model o kroju bardzo w moim stylu - góra dopasowana 6 zaszewkami, dół z połowy koła - nie ucierpiał bardzo przez te wszystkie lata, wymagał jednak znaczącej przeróbki. Ku mojemu przerażeniu sukienka okazała się być pozbawiona zamka. I tu nie chodzi o to, że go wypruto. O nie, nie! Nigdy nie został wszyty! Sukienka była pozbawiona jakiegokolwiek zapięcia, a babcia zakładała ją przez głowę, przeciskając ramiona przez obwód talii. Do tej pory nie wiem, jak to robiła, gdyż mnie ten wyczyn przerósł.

Sukienkę więc rozprułam na szwie talii oraz szwie bocznym - tu wszyję zamek. I właściwie na tej modyfikacji mogłabym poprzestać, gdyby nie dość obłe kolory materiału, z którego sukienkę uszyto. Brązowo-szare kwiaty niestety nie urzekają swoją urodą (wiecie, jak nie lubię brązów!), dlatego moja mama wpadła na pomysł ich przemalowania.

Długo zastanawiałam się, jakiego barwnika użyć, aż w końcu w trakcie ikeowych zakupów trafiłam na markery do tkanin/dzianin LOPPSTARR, które kosztowały 7,99 zł. Nie mogłam ich nie wypróbować, szczególnie że opakowanie zawierało bardzo ładne kolory - intensywną czerwień, jaskrawą zieleń, jasny błękit, fiolet (a właściwie bardziej śliwkowy), intensywną żółć i czerń.

Do tej pory mazaki do materiałów kojarzyłam z niezbyt nasyconymi i rozpływającymi się kolorami. Tu jednak jest inaczej! Barwnik prawie nie przecieka na lewą stronę, a więc nie traci na intensywności, a dodatkowo w ogóle się nie rozpływa, co znacznie ułatwia pozostanie w wyznaczonych wcześniej konturach. Co najlepsze, dopóki nie wprasujemy nałożonych kolorów, spokojnie można je z materiału wypłukać, gdyby nasze dzieło nie wyszło tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. 

Jak zobaczycie na poniższych zdjęciach, zdecydowałam się na czerwień, która świetnie ożywiła ten stary materiał. Roboty przy zamalowywaniu każdego płatka jest co nie miara, a prawdopodobnie zdecyduję się również na wypełnienie zielenią wszystkich liści, żeby za łatwo nie było. Do lata pewnie skończę ;].

Trzymajcie kciuki i rzućcie okiem na zdjęcia!
 
blog, marchewkowa, szycie, DIY, krawiectwo, przeróbki, malowanie, mazaki do takanin, IKEA, LOPPSTRAA, Textile markers, sewing, handmade, ideas, vintage dress, grandma, 50s, 60s, Wrocław, rękodzieło
blog, marchewkowa, szycie, DIY, krawiectwo, przeróbki, malowanie, mazaki do takanin, IKEA, LOPPSTRAA, Textile markers, sewing, handmade, ideas, vintage dress, grandma, 50s, 60s, Wrocław, rękodzieło
blog, marchewkowa, szycie, DIY, krawiectwo, przeróbki, malowanie, mazaki do takanin, IKEA, LOPPSTRAA, Textile markers, sewing, handmade, ideas, vintage dress, grandma, 50s, 60s, Wrocław, rękodzieło
blog, marchewkowa, szycie, DIY, krawiectwo, przeróbki, malowanie, mazaki do takanin, IKEA, LOPPSTRAA, Textile markers, sewing, handmade, ideas, vintage dress, grandma, 50s, 60s, Wrocław, rękodzieło
[kliknij, aby powiększyć] 

PL
Mazaki: LOPPSTARR z Ikei

EN
Textile markers: LOPPSTARR, Ikea