21 września 2017

A na plaży Butterick 2706 się smaży...

12 raz(y) skomentowano
Jedną nogą już pływam w morzu. W niedzielę wyruszamy na półtoratygodniowy urlop, z myślą o którym uszyłam sobie dwa tygodnie temu sukienkę z białej haftowanej bawełny.

Zabrakło mi jednak w bagażu sukienki typowo plażowej - takiej, którą w pół sekundy się zakłada i ściąga - i pasującej do czerwonych sandałów, które kupiłam sobie na wyjazd. Dlatego też wydobyłam z szafy gniecioną bawełnę w intensywnie pomidorowym kolorze (to ten sam typ tkaniny) i, zainspirowana wykrojem Butterick 2706 z 1963 r., stworzyłam to ⇩.

W tej krótkiej (sięga mi sporo przed kolano) sukience dokonałam jednej zmiany - kieszenie nakładane zamieniłam na wpuszczane. Dodatkowo dekolt ozdobiłam troczkami, które można związać w kokardę. Aby zaś podkreślić wszystkie najważniejsze elementy modelu, stębnowania wykonałam nicią w kolorze malinowym. Czerwień i róż to jest dopiero genialne połączenie kolorystyczne!

No to teraz rzućcie okiem na zdjęcia, a ja biorę się za dopakowywanie walizki! A po powrocie biorę się za szycie tego, tegotego oraz tego modelu.

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Butterick 2706, red beach dress, red sandals, 1963, pockets, kieszenie,gnieciona bawełna, crushed cotton
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Butterick 2706, red beach dress, red sandals, 1963, pockets, kieszenie,gnieciona bawełna, crushed cotton
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Butterick 2706, red beach dress, red sandals, 1963, pockets, kieszenie,gnieciona bawełna, crushed cotton
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Butterick 2706, red beach dress, red sandals, 1963, pockets, kieszenie,gnieciona bawełna, crushed cotton
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Butterick 2706, red beach dress, red sandals, 1963, pockets, kieszenie,gnieciona bawełna, crushed cotton
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]

Sukienka w Birgu:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Butterick 2706, red beach dress, red sandals, 1963, pockets, kieszenie,gnieciona bawełna, crushed cotton, Birgu, Malta
[kliknij zdjęcie, aby je powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

I tu też:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Butterick 2706, red beach dress, red sandals, 1963, pockets, kieszenie,gnieciona bawełna, crushed cotton, Birgu, Malta
[kliknij zdjęcie, aby je powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

PL
Sukienka oparta na wykroju z 1963 r.: uszyłam sobie
Gnieciona bawełna: Textilmania.pl
Sandały do kompletu: CCC

EN
1960s style beach dress: made by me
Crushed cotton: Textilmania.pl 
Sandals to match the dress: CCC

PS Jeśli chcecie popodziwiać ze mną wrześniową Maltę,
to zajrzyjcie w poniedziałek na mój profil instagramowy.

7 września 2017

Ktoś krzywo pociachał

19 raz(y) skomentowano
Nie ustaję w szyciu prostych letnich sukienek. I to wcale nie dlatego, że myślę już o przyszłym roku! Tradycyjnie na początku jesieni wybieramy się z panem Marchewką na Maltę. Tak, wiem, że byliśmy już tam trzy razy, ale czwarty przecież nie zaszkodzi. Na tej wyspie po prostu nie można się nudzić. Prawda?

Ale nie o Malcie ma być dzisiejsza notka, a o krawieckich przeróbkach. 

Dwa tygodnie temu moja mama wynalazła w sklepie z używaną odzieżą namiotową sukienkę w dużym rozmiarze, uszytą z białej haftowanej bawełny i nieco mniej uroczej granatowej dzianiny o fakturze drobnej siateczki. Mimo że sukienka była opatrzona metką F&F, to ewidentne były tu dość mocne przeróbki - ktoś krzywo pociachał te piękne wyszywane kwiaty i wstawił dwa szerokie poliestrowe pasy:
F&F dress, BEFORE

Ponieważ jestem wielką miłośniczką tego typu haftowanych tkanin, postanowiłam niezwłocznie  oddać sukience jej dawny urok. (Tak szybko wzięłam się za prucie, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia "przed" i stąd powyższy rysunek).

  • Rozcięłam szwy boczne materiału wierzchniego i podszewki, rozprułam zaszewki, wyprułam i od razu wyrzuciłam doszyte pasy (podszewka też je posiadała). 
  • Z oryginału pozostawiłam podkrój szyi z łezką na karku oraz górną cześć podkrojów pach. 
  • Następnie sfastrygowałam materiał wierzchni oraz podszewkowy i potraktowałam je jako jedną warstwę...
  • ...do której przyłożyłam wykrój, z którego korzystałam w trakcie szycia sukienki z falbankami
  • Po wykrojeniu góry i zszyciu zaszewek do jej dolnego brzegu doszyłam pozostały pas bawełny. Jego przód jest lekko zmarszczony.
  • Następnie zszyłam szwy boczne (tu miała miejsce pierwsza przymiarka) i wykończyłam podkroje pach.
  • Na koniec podłożyłam warstwę podszewkową, a dół sukienki wykończyłam haftowaną taśmą z ozdobnym brzegiem. 
Nie ma co ukrywać, że takie przeróbki pochłaniają znacznie więcej czasu niż szycie sukienki od nowa, ale czasem naprawdę warto! 

Ach, zapomniałabym o najważniejszym. Główną inspiracją były tu popularne w latach sześćdziesiątych sukienki z opuszczoną talią.

Przód:
szycie, krawiectwo, rękodzieło, blog, marchewkowa, lata '60, sukienka z opuszczoną talią, haftowana bawełna, przeróbka, retro, vintage, sewing, handmade, DIY, 1960s style, drop waist dress, embroidered cotton, upcyclingm, Wrocław szyje
[kliknij, aby powiększyć]

Dół z ozdobną falbanką:
szycie, krawiectwo, rękodzieło, blog, marchewkowa, lata '60, sukienka z opuszczoną talią, haftowana bawełna, przeróbka, retro, vintage, sewing, handmade, DIY, 1960s style, drop waist dress, embroidered cotton, upcycling
[kliknij, aby powiększyć]

Tył:
szycie, krawiectwo, rękodzieło, blog, marchewkowa, lata '60, sukienka z opuszczoną talią, haftowana bawełna, przeróbka, retro, vintage, sewing, handmade, DIY, 1960s style, drop waist dress, embroidered cotton, upcycling
[kliknij, aby powiększyć]

Łezka na karku pozostała z oryginalnej sukienki:
szycie, krawiectwo, rękodzieło, blog, marchewkowa, lata '60, sukienka z opuszczoną talią, haftowana bawełna, przeróbka, retro, vintage, sewing, handmade, DIY, 1960s style, drop waist dress, embroidered cotton, upcycling
[kliknij, aby powiększyć]

szycie, krawiectwo, rękodzieło, blog, marchewkowa, lata '60, sukienka z opuszczoną talią, haftowana bawełna, przeróbka, retro, vintage, sewing, handmade, DIY, 1960s style, drop waist dress, embroidered cotton, upcycling
[kliknij, aby powiększyć]

Sukienka wizytuje Maltę (zdjęcie wykonane w Marsaskali):
szycie, krawiectwo, rękodzieło, blog, marchewkowa, lata '60, sukienka z opuszczoną talią, haftowana bawełna, przeróbka, retro, vintage, sewing, handmade, DIY, 1960s style, drop waist dress, embroidered cotton, upcycling, Malta, Marsaskala, summer, sea
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

Ta sama poza, ale w innym miejscu i w towarzystwie kota ;]:
szycie, krawiectwo, rękodzieło, blog, marchewkowa, lata '60, sukienka z opuszczoną talią, haftowana bawełna, przeróbka, retro, vintage, sewing, handmade, DIY, 1960s style, drop waist dress, embroidered cotton, upcycling, Malta, Marsaskala, summer, sea
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

PL
Mini sukienka w stylu lat '60: uszyłam sobie
Materiał: pozyskany z sukienki F&F
Kapelusz: produkt maltański

EN
1960s style dress: made by me
Fabric: upcycled F&F dress
Hat: made in Malta

22 sierpnia 2017

Pole namiotowe

15 raz(y) skomentowano
Jak sam tytuł sugeruje, notka ta poświęcona będzie polu namiotowemu, które powoli rozszerza swoje wpływy w mojej szafie ;].

Kiedy dwa lata temu uszyłam swój pierwszy namiot (notki na ten temat tu i tu), nie spodziewałam się, że ten krój aż tak bardzo zawładnie moim życiem. Ale jak tu się w nim nie zakochać?

Wygoda i możliwość zmiany wyglądu sukienki w ciągu dnia są dla mnie ogromnym atutem tego typu modeli. Sprawdzają się one szczególnie w największe letnie upały, kiedy to obcisła i przylegającą do ciała odzież jest moim największym wrogiem ;]. I gdyby nie wymogi materiałowe (3 mb tkaniny to minimum) sukienki namiotowe produkowałabym na okrągło!

Gdyby wierzyć stylistom, posiadanie sporego biustu wyklucza możliwość śmigania w odzieży o kształcie luźnego trapezu. Mnie te obostrzenia jednak zupełnie nie ruszają, bo lubię sposób, w jaki kilometry materiału układają się na biustonoszu rakietowym, a ukryta talia w żaden sposób nie sprawia, że czuję się grubsza niż faktycznie jestem.

Co myślicie o sukienkach tego typu? Kupujecie, szyjecie, nosicie?

Namiot tegoroczny to prezent od rodziców:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, tent dress, sukienka namiotowa, Zara
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, tent dress, sukienka namiotowa, Zara
[kliknij, aby powiększyć]

Namiocik przywieziony z zeszłorocznych wakacji w Lizbonie:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, tent dress, sukienka namiotowa, Muji
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, tent dress, sukienka namiotowa, Muji
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, tent dress, sukienka namiotowa, Muji
[kliknij, aby powiększyć]

A tu okaz uszyty w 2015. Nadal go noszę!
blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, handmade, diy, sewing, sukienka namiotowa, tent dress, retro, vintage, 50s, 60s, pattern, wykrój, beyer mode
[kliknij, aby powiększyć]

blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, handmade, diy, sewing, sukienka namiotowa, tent dress, retro, vintage, 50s, 60s, pattern, wykrój, beyer mode
[kliknij, aby powiększyć]

PL
Sukienka namiotowa nr 1: Zara (prezent od rodziców)
Sukienka namiotowa nr 2: Muji (prezent od pana Marchewki)
Sukienka namiotowa nr 3: uszyłam sobie (tkanina z ColorMercado)

EN
Tent dres #1: Zara (a gift from my parents)
Tent dress #2: Muji (a gift from Mr. Carrot)
Ten dress #3: made by me
SaveSaveSaveSave

16 sierpnia 2017

Ładne kwiatki?

33 raz(y) skomentowano
Pisałam już, że naszła mnie ochota na wieszak pełen małych i prostych sukienek w stylu lat sześćdziesiątych? ;] Dwa dni temu swoje miejsce na tym wieszaku zajął kolejny model, zainspirowany wykrojem z 1965 roku - Simplicity 5958.

Jako że w moich zbiorach nie znalazłam sukienki z zaszewkami/zakładkami biustowymi wychodzącymi ze szwu środka przodu, wykrój musiałam narysować sama. Nie ma w nim nic skomplikowanego - dekolt V z przodu (skrojony wraz z odszyciem - składa się go jak origami i nie trzeba nacinać zapasów), dekolt V z tyłu i wspomniane zaszewki biustowe wychodzące od szwu środkowego. Oryginalnie w talii sukienka jest dopasowana niewielkimi wcięciami w szwach bocznych. Jednak ze względu na mój spory biust i wąską talię postanowiłam dorzucić tu cztery pionowe zaszewki modelujące. Dopasowanie jest minimalne, ale dzięki niemu sukienka traci namiotowy charakter.

Sukienkę uszyłam z zaledwie metra (tak, tak, więcej nie potrzeba!) przepięknej satyny bawełnianej z dodatkiem elastanu. To dzięki niej model ma potencjał wyjściowy, choć dla mnie będzie to głównie sukienka dzienna. Tkaninę tę wyszukała dla mnie mama, która zawsze wie, jaki wzór przypadnie mi do gustu. I tym razem się nie pomyliła, bo już mam chrapkę na kolejny model z tej samej bawełny!

Zgodnie z pierwowzorem sukienkę zapięłam na zamek z plisą i pętelkę z niewielkim guzikim, pochodzącym z lat '60. Odszycia dekoltu oraz podłożenie wykończyłam lekko rozciągliwym materiałem podszewkowym. Resztę zapasów obrzuciłam zwykłym zygzakiem, gdyż nadmiar lamówki mógłby sukienkę nazbyt obciążyć. Podkroje pach obszyłam paskiem materiału ze skosu. Ten etap szycia zawsze zostawiam na koniec, gdyż otwory na ręce to dla mnie bardzo newralgiczne miejsce - zrobione w pośpiechu i przed wykończeniem reszty sukienki potrafią mnie nieźle uwierać i psuć radość z noszenia świeżo uszytej odzieży.

Wisienką na sukienkowym torcie jest tu oczywiście kokarda (tunel o szerokości 1 cm, z końcami ściętymi na skos i zabezpieczonymi płynem do zapasów), przyszyta na miejscu styku zaszewek biustowych. Można ją jednak bez problemu odpruć i zastąpić na przykład broszką.

A teraz rzućcie okiem na gotową sukienkę, a ja biorę się za sklejanie tego wykroju.


Koperta oryginalnego wykroju:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Simplicity 5958, rekonstrukcja, dress, sukienka
[kliknij, aby zobaczyć szczegóły wykroju]

Przód:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Simplicity 5958, rekonstrukcja
[kliknij, aby powiększyć]

Przód:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, cotton satin, Simplicity 5958, flower print, rekonstrukcja, sukienka, shift dress
[kliknij, aby powiększyć]

Ozdobna kokarda oraz zaszewki biustowe:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Simplicity 5958, rekonstrukcja
[kliknij, aby powiększyć]

Tył:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Simplicity 5958, rekonstrukcja
[kliknij, aby powiększyć]

Zamek z plisą oraz guzik z pętelką:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Simplicity 5958, rekonstrukcja, sukienka, dress, flower print, cotton satin
[kliknij, aby powiększyć]

Podkrój pachy wykończony lamówką ze skosu:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Simplicity 5958, rekonstrukcja, sukienka, dress
[kliknij, aby powiększyć]

Podłożenie wykończone lamówką z rozciągliwej tkaniny podszewkowej:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Simplicity 5958, rekonstrukcja, sukienka, dress
[kliknij, aby powiększyć]

Przód na płasko:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Simplicity 5958, rekonstrukcja, sukienka, dress, kokarda, flower print
[kliknij, aby powiększyć]

Rozpięty tył na płasko:
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Simplicity 5958, Modne Tkaniny, Syców, rekonstrukcja, sukienka, dress
[kliknij, aby powiększyć]

PL
Sukienka w stylu lat '60.: uszyłam sobie
Wykrój: narysowałam sobie
Inspiracja: Simplicity 5958 z 1965 r.
Materiał (metr satyny bawełnianej z elastanem): Modne Tkaniny z Sycowa

EN
60s style dress: made by me
Pattern: made by me
Inspiration: Simplicity 5958 (1965)
Fabric: cotton satin with lycra

Więcej na temat szycia i kolejnych etapów konstruowania poszczególnych modeli znajdziecie na moim Instagramie!

27 lipca 2017

I kolejne pudło do kolekcji

14 raz(y) skomentowano
No dobra, w końcu udało mi się COŚ uszyć [fanfary i oklaski]. Nie jest to jednak wyjątkowo skomplikowane COŚ, bo naszła mnie ochota na wieszak pełen ultra prostych sukienek w stylu lat '60. W nich wszystko opiera się na ciekawym detalu i tkaninie. 

W modelu, który zobaczycie na zdjęciach, tym detalem są drobne falbanki z na wpół otwartym brzegiem  (czyli będą się lekko strzępić), zaś ciekawą tkaniną - miętowa kreszowana bawełna, w której  zakochałam się bez pamięci. Jest dość gęsto tkana, ale bardzo przewiewna i niezbyt gruba. Schnie ekspresowo i nie trzeba jej prasować! Co najlepsze, fakturą i wyglądem świetnie robi za len, a jest jednak o połowę tańsza.

Do stworzenia tego "dzieła" użyłam wykroju, który na blogu już się pojawił - #30613 z Beyer Moden 6/1963. Oryginalnie jest to wykrój bluzki, ale w tym wypadku przedłużyłam go o pół metra. Dół jest bardzo delikatnie rozszerzony, tak aby sukienka nie wymagała wszycia zamka.

Przy całości dłubałam prawie tydzień! Jasne, taką sukienkę można spokojnie uszyć w kilka godzin, ale wiecie, jak to u mnie jest ;].

Rzućcie teraz okiem na zdjęcia, a ja wracam do szycia:

marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, Beyer Moden 6/1963, shift dress marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, shift dress
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, mint green crushed cotton
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, shift dress, mint green crushed cotton,
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, mint green, crushed cotton, Textilmania, Beyer Moden
marchewkowa, blog, szycie, sewing, rękodzieło, handmade, moda, styl, vintage, retro, repro, 1950s, 1960s, Wrocław szyje, w starym stylu, shift dress, mint green, Beyer Moden Juni 1963, old sewing pattern,
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]

PL
Sukienka w stylu lat '60.: uszyłam sobie
Miętowy materiał (1,5 mb): kreszowana bawełna, kupiona w Textilmanii
Wszywka z marchewką: mama zrobiła

EN
60s style shift dress: made by me
Mint green fabric: crushed cotton
Clothing label: made by my mom
SaveSave
SaveSave

3 lipca 2017

Na tapczanie siedzi...

26 raz(y) skomentowano
... leń. Nic nie szyje cały dzień. A nic nie szyje, bo mu szafa pęka w szwach. 

Pytacie, dlaczego nic się na blogu nie dzieje. Ano właśnie dlatego. Ostatnio wyciągam zachomikowane materiały, zasiadam do magazynów z wykrojami i wymiękam. Bo szmizjerki w szafie wiszą trzy, pozostałych sukienek nawet nie jestem w stanie zliczyć, kilkanaście spódnic i bluzek, trzy pary spodni, kilka płaszczy i kostiumów. Co tu szyć, jak wszystko w mojej szafie już jest?  Ile ubrań można mieć i kiedy to wszystko na siebie założyć?

Przyznam, że nadmiar odzieży mnie męczy. Im więcej, tym większe trudności mam z doborem odpowiedniego stroju. Wiecie jak to jest - człowiek nie ma się w co ubrać, a na łączeniach ścian szafy wyskakują kołki ;]. Dlatego postanowiłam przebrać zawartość mojej garderoby i odrzucić rzeczy uszyte z kiepskiej jakości materiałów (zniszczyły się tak szybko, jak odzież z najtańszej sieciówki), a sprzedać te dobrej jakości, ale nienoszone (bo na przykład nie były szyte z myślą o biustonoszach rakietowych, które stale teraz noszę).

Na sprzedaż za to na pewno nie trafi żaden z elementów mojego stroju z poniższych zdjęć. 

Bluzkę uszyłam 4 lata temu (tak, dobrze czytacie - cztery lata) i nadal świetnie mi służy. Oparta została o wykrój nr. 120 z Burdy 4/2013. Jedyną zmianą, jakiej w tym modelu dokonałam, było usunięcie klasycznych rękawów i zastąpienie ich kimonowymi.

Zaś spódnica to ex sukienka z H&M. Była zbyt opięta w biuście i za luźna w talii, dlatego od 2010 roku leżała na dnie szafy nienoszona.

Zobaczcie, jak to razem wygląda:

marchewkowa, blog, szycie, rękodzieło, krawiectwo, Wrocław, moda retro, lata 50, rozkloszowana spódnica, przeróbka, kimonowe rękawy, bluzka z wiązaniem, 50s, vintage style, fashion, DIY, handmade, sewing, kimono sleeve blouse, refashioned skirt
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, Wrocław, moda retro, lata 50, rozkloszowana spódnica, przeróbka, kimonowe rękawy, bluzka z wiązaniem, 50s, vintage style, fashion, DIY, handmade, sewing, kimono sleeve blouse, refashioned skirt
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

PL
Wykrój: #120, Burda 4/2013
Spódnica: uszyłam sobie ze starej sukienki z H&M
Torebka: wyszukana w lumpeksie przez Lenkę
Ukochane sandały: Deichmann
Klipsy z lat '50.: Allegro 

EN
Blouse: made by me
Pattern: #120, Burda 4/2013
Skirt: made by me (it was a retro style H&M dress before)
Summer bag: thrifted by Lena
My favourite sandals: Deichmann
1950s clip on earrings: Allegro 
SaveSave
SaveSaveSaveSave

3 czerwca 2017

Nasza wyprawa na Teneryfę, tom 1

18 raz(y) skomentowano
Z Teneryfy wróciliśmy w poniedziałek 29 maja, choć to nie było takie oczywiste, bo zamówiona na piątą rano taksówka nie raczyła się po nas zjawić. Środek nocy (o piątej na Teneryfie nadal jest całkowicie ciemno i głucho), klucze do wynajętego mieszkania nieodwracalnie zwrócone, telefon firmy taksówkowej nie odpowiada, samolot odlatuje za niewiele ponad godzinę - totalna panika.  Wiadomo, nie mogło być inaczej, bo marchewkowe wakacje bez jakiejś wpadki się nie liczą.

Ostatecznie pan Marchewka skontaktował się z naszymi gospodarzami, a ci przywołali dla nas jeżdżącą taksówką znajomą, która skutecznie dowiozła nas na lotnisko (próbowała nas przy tym zabawiać rozmową, niestety, byliśmy nazbyt zdenerwowani, by odszyfrować, gdzie kończy się angielski, a gdzie zaczyna hiszpański).

Dobra, dobra... Zacznijmy jednak od początku.

Na Teneryfę polecieliśmy Ryanairem. Pięciogodzinny lot był moim (w sensie Marchewkowej) 13. w lotniczej "karierze". Bilety na tygodniowe wakacje na wulkanicznej wyspie nabyliśmy na początku kwietnia. Cztery sztuki z rezerwacją miejsc kosztowały 1200 zł, czyli całkiem przyzwoicie, zważywszy że koniec maja to termin prawie "w sezonie", choć zatłoczone plaże sugerowały raczej, że to już raczej jego szczyt! 

Z Wrocławia na lotnisko Teneryfa Południe (wolałabym Północ, ale trzeba brać, co dają) dostaniemy się tylko raz w tygodniu - w poniedziałki - co nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem, bo - jak się później okazało - 7 dni (a właściwie 6, bo przylecieliśmy wieczorem, a odlatywaliśmy z samego rana) wśród kanaryjskich palm to za mało, a 14 to byłoby już za dużo. Choć tu duże znaczenie miał fakt, że mieszkaliśmy 250 m npm i 7 km od w miarę cichej plaży.  Ale o tym niżej!


ZAKWATEROWANIE

Po doświadczeniach z Malty (tych z czerwca 2015) staramy się wynajmować mieszkania na AirBnB wyłącznie od "superhostów". I tak zrobiliśmy tym razem! Za radą papierowego przewodnika wybraliśmy miejscowość oddaloną  na zachód od lotniska o 20 km, czyli COSTA ADEJE (stanowi ono jedność z wioską La Caleta, centrum turystycznym Playa de Las Americas i miastem Los Cristianos). A wszystko przez dogodne miejsca do pływania, na których, poza trasami do chodzenia, zależało nam najbardziej. Dodatkowo na zakwaterowanie w bardziej odległym od lotniska miejscu nie mogliśmy sobie pozwolić ze względu na wczesną porę wylotu - 6:55 (i, jak się potem okazało, ogromne problemy z taksówkami). Nie ma też co ukrywać, że przy tak późnym zakupie biletów lotniczych (zaledwie półtora miesiąca przed wylotem) nie było już szans na szerszą ofertę apartamentów  w przystępnej cenie.

Na szczęście  mieszkanko okazało się czyste i wyposażone we wszystko, co trzeba. Wyjątkiem była przedpotopowa pralka i zabytkowa łączność z netem - download 1MB/s, upload zaś tak wolny, że aż niemierzalny. Na szczęście te drobne niedogodności wynagrodził nam niesamowity widok z tarasu - zachód słońca nad oceanem z sąsiednią La Gomerą w tle to było coś!

Zachód słońca z tarasu wynajętego apartamentu:
zachód słońca, Hello, Tenerife!
[kliknij, aby powiększyć]

Tak jak wcześniej wspominałam, wynajęte lokum znajdowało na stromym zboczu (ok. 250 m npm),  1,7 km od najbliższego przystanku i tyleż samo od najbliższej plaży oraz sklepów spożywczych. Nie stanowiło to dla nas większego problemu, bo jesteśmy zaprawieni w boju, ale przy dłuższym pobycie mogłoby okazać się męczące, bo czasem człowiek chciałby dać nogom odpocząć, a tu nie było takiej możliwości. 

Wspomniane zbocze jest tym samym, które jesienią zeszłego roku zostało dotknięte prawie setką wstrząsów, mogących świadczyć o budzącym się wulkanie Teide.

Dreszczyk emocji, po którym przyda się coś zjeść...

JEDZENIE

Choć Teneryfa zakochała się w jedzeniu włoskim i amerykańskim, a głównymi pozycjami w menu są pizze i burgery, to można tu znaleźć restauracje podające prawdziwe hiszpańskie tapas oraz dania lokalne. Już pierwszego pełnego dnia trafiliśmy do miejsca, które zaspokoiło naszą żądzę kanaryjskiego jedzenia. Mowa tu o knajpce El Caldero w maleńkiej miejscowości La Caleta.  Zjedliśmy tu nie tylko nasze ukochane papryczki Padrón, ale i  mięsne klopsy w sosie z groszkiem oraz ośmiornicę* na ostro. Jako czekadełko (jego cena doliczana jest do rachunku) podano nam pieczywo z najpopularniejszymi na wyspach kanaryjskich sosami mojo picón i mojo verde. Sosy te są tak pyszne, że przywieźliśmy do domu kilka opakowań (zarówno dla siebie, jak i dla rodziny) w wersji suchej, do której przed podaniem dodaje się oliwy i octu. 

Papryczki Padrón, smażone z grubo mieloną solą i czosnkiem:
Teneryfa, La Caleta, tapas, Costa Adeje, papryczki Padron
[kliknij, aby powiększyć]


Klopsy w sosie:
wakacje, maj 2017, Teneryfa, Costa Adeje, , tapas, klopsy w sosie
[kliknij, aby powiększyć]

Ośmiornica na ostro:
Teneryfa, tapas, ośmiornica na ostro, wakacje, maj 2017
[kliknij, aby powiększyć]

A teraz najważniejsze! Absolutnym hitem Teneryfy są ziemniaki, ale nie takie zwykłe. Zwane są tu papas arrugada i są małe, okrągłe i nieco słodsze niż znane nam odmiany. Najcześciej podawane są ugotowane w mundurkach z dużą ilością soli i sosami mojo. Ale robi się z nich również charakterystyczne dla Hiszpanii patatas (a w wersji kanaryjskiej papas) bravas (ugotowane, obsmażone, polane sosem), panierowane krokiety z dodatkiem ryby czy sławnej hiszpańskiej szynki oraz frytki podane z roztopionym serem i boczkiem (po przejściu 20 km można sobie przecież pozwolić ;]). Dla osób, które mają dodatkowy żołądek na ziemniaki, Teneryfa to istny raj!

Ziemniaki w mundurkach i sosy mojo:
tapas, Teneryfa, Costa Adeje, południowo-zachodnie wybrzeże wyspy, ziemniaki w mundurkach
[kliknij, aby powiększyć]

Kolejną rzeczą wartą wspomnienia są ogólnodostępne w sklepach przyprawy pochodzenia hiszpańskiego i kanaryjskiego. Nie dość, że wybór zwala z nóg, to niskie ceny sprawiają, że człowiek ma ochotę kupić wszystko.   

Aha, zapomniałabym! We wszystkich lokalach gastronomicznych bez problemu dogadamy się po angielsku.

Najedzeni możemy ruszać na spacer...

WIDOKI

Tego się nie da opisać (więc dobrze, że robiliśmy zdjęcia)! 

Choć początkowo planowaliśmy zwiedzanie dalszych miejsc autobusami, to perspektywa spędzenia kilku godzin dziennie w autokarach (i to po minimum 20 minutach spaceru na przystanek) wydała się nam na miejscu mało atrakcyjna. Do tego rozczarowała nas informacja, że muzea, które chcieliśmy odwiedzić w Santa Cruz, przygotowane są głównie dla turystów mówiących po hiszpańsku. Przeciw takim podróżom zaprotestowała również moja choroba lokomocyjna - autobus plus kręte górskie drogi to nie jest coś co marchewki lubią najbardziej - dlatego postawiliśmy wyłącznie na piesze wycieczki. I nie żałujemy! 

Południowo-zachodnie wybrzeże Teneryfy oferuje niesamowite trasy trekkingowe, zarówno wzdłuż wybrzeża, jak i ściany skalnej masywu Adeje.  Zachwyciło nas właściwie wszystko - czarne plaże, lazurowa woda, szczyty górskie, wypielęgnowana zieleń, architektura (mimo że współczesna), przemykające pod nogami lub po nogach jaszczurki gallotia (osiągają nawet 45 cm długości) i przesiadujące na palmach papugi (po kilkanaście osobników na jednej). Zaś ostatniego dnia udało nam się dostrzec płynącego wzdłuż brzegu grindwala krótkopłetwego, którego na początku uznałam za mikro motorówkę ;].

Na Teneryfie wystarczy wyjść z domu i ruszyć przed siebie, a wiadomo, że trafi się na coś godnego uwagi. Zobaczcie na zdjęciach:

Widok na masyw Adeje z Las Americas:
Teneryfa, góry, wulkan, maj 2017, widok na masyw Adeje z Las Americas
[kliknij, aby powiększyć]

Osiedle wbudowane w zbocze, Costa Adeje:
widok na osiedle wbudowane w zbocze górskie,  Costa Adeje
[kliknij, aby powiększyć]

Plantacja bananów w wąwozie. Wiem, że nie widać tego na zdjęciach, ale ściana urwiska miała ok. 90 metrów wysokości:
Teneryfa, Costa Adeje, maj 2017, wycieczka, trekking, plantacja bananów w wąwozie, Marchewkowa
trekking, Teneryfa, góry, Adeje, plantacja bananów w wąwozie, pan Marchewka
[kliknij, aby powiększyć]

Naturalna plaża w Costa Adeje, na której turyści układają wieże z kamieni:
plaża naturalna, Adeje, Teneryfa, Stone Pebble Beach
[kliknij, aby powiększyć]

"Wiatrołap" - dzieło Juana Lópeza Salvadora. Rzeźba stoi na wybrzeżu Las Americas:
Teneryfa, wyspa, maj 2017, rzeźba, Wiatrołap, Juan López Salvador
[kliknij, aby powiększyć]

Punkt obserwacji waleni, Costa Adeje:
Teneryfa, wyspa, maj 2017, rzeźba, Wiatrołap, Juan López Salvador
[kliknij, aby powiększyć]

Zmęczony plantator bananów - granica miejscowości Fañabé:
Teneryfa, maj 2017, wakacje, granica miejscowości Fañabé
[kliknij, aby powiększyć]

Kościół świętego Eugeniusza i sklep z bikini w jednym, Costa Adeje:
wakacje 2017, Teneryfa, Adeje, kościół św. Eugeniusza i sklep z bikini w jednym, Costa Adeje
[kliknij, aby powiększyć]

Pomnik mężczyzny, który zginął, ratując topiących się ludzi, Playa del Duque:
 Playa del Duque, ocean, błękit, maj 2017, pomnik ratownika
[kliknij, aby powiększyć]

Przejście między budynkami na kamienistą plażę w La Caleta:
La Caleta, przejście pomiedzy budynkami, prowadzące w stronę kamienistej plaży
[kliknij, aby powiększyć]

Białe osiedle na zboczu masywu Adeje:
góry, Teneryfa, trekking, osiedle na zboczu masywu Adeje
[kliknij, aby powiększyć]

Papugi w parku, Las Americas:
Teneryfa, maj 2017, papugi w parku, Las Americas
[kliknij, aby powiększyć]

Minusem wyruszania w trasę od strony Costa Adeje był zdecydowanie brak możliwości wejścia na Roque del Conde, czyli najwyższy szczyt wspomnianego masywu. Praktycznie cała ściana została zabudowana lub szczelnie opłocona i oznaczona jako "teren prywatny".

Świadomie nie skorzystaliśmy również z obleganych parków rozrywki - Aqualand, Siam Park czy Jungle Park. Niestety, w wymienionych miejscach uprawia się cyrkową tresurę zamkniętych na niewielkich przestrzeniach zwierząt, czym parki chwalą się w oficjalnych materiałach.

Mimo minusów po tygodniu chodzenia nasz licznik kilometrów dobił do 110!

Po wyrobieniu kilometrów przydałoby się popływać...

PLAŻE I PŁYWANIE

Zgodnie z tym, co napisano w przewodniku, Costa Adeje i okoliczne miejscowości oferują spory wybór pięknych plaż, niestety w większości już sztucznych. Nielubiane przez turystów naturalne czarne wulkaniczne plaże przykrywane są sprowadzanym z Sahary żółtym piaskiem. Większość południowo-zachodniego wybrzeża odgrodzają od otwartego oceanu falochrony, które minimalizują fale i zapobiegają uciekaniu żółtego piasku, który jednak i tak z biegiem czasu miesza się ciemnym podłożem, przybierając brunatno-szary kolor i kleistą konsystencję - ciężko zmyć go z ciała, odzieży i ręczników.  Na szczęście na plażach nie leżeliśmy! Zresztą, tu i tak nie byłoby takiej możliwości, bo w nieprzebrane tłumy na większości z nich bardzo utrudniły nam znalezienie miejsca na zrzucenie plecaków.

Prawie pusta Playa del Duque. Mimo słońca, woda była bardzo zimna:
plaża, woda, ocean, Teneryfa, Playa del Duque
[kliknij, aby powiększyć]

Przedpołudnie na plaży Fañabé:
maj 2017, Teneryfa, pływanie, Playa Fañabe
[kliknij, aby powiększyć]

Pływacy będą natomiast zadowoleni. Zatoczki stworzone przez falochrony są dość spokojne (większe fale i zimne prądy też się zdarzają), a woda błękitna i czysta. Najbardziej do gustu przypadła nam plaża Las Vistas w Los Cristianos. Nie dość, że jest długa (prawie kilometr) i szeroka, to przy większym zachmurzeniu i popołudniami zaczyna się wyludniać. 

Czarna plaża La Enramada w La Caleta:
maj 2017, Teneryfa, pływanie, czarna plaża La Enramada
[kliknij, aby powiększyć]


Test brunatno-szarego piasku na Playa del Duque:
czepek retro, kostium Panache, test piasku na playa del Duque
[kliknij, aby powiększyć]


Niestety, snorkelingujący nie znajdą tu niczego ciekawego, bo dno pozbawione jest roślinności (pan Marchewka dokładnie sprawdził). Do zatoczek nie wpływają też żadne ryby. Zapewne jest to wina siatek zabezpieczających przed meduzami, które jednak dają spore poczucie bezpieczeństwa (strach o nagłe rażenie "prądem" szybko mija, a na Teneryfie można spotkać żeglarza portugalskiego).

Ale czy pływaliśmy tu godzinami? Właściwie nie, bo bardzo zimny wiatr z gór często przyprawiał nas o gęsią skórkę…

Dodatkowy minus: na plażach, tak jak we wszystkich właściwie miejscach publicznych, dozwolone jest palenie. Na szczęście zazwyczaj da się znaleźć kawałek piachu palaczy pozbawiony.

POGODA

Ach ta kanaryjska pogoda! Kiedy chcesz iść popływać, zrywa się wiatr, kiedy chcesz się przejść, robi się za gorąco.

I tak z pogodą było różnie. Można ją określić jako zimno-ciepłą, bo żar lejący się z majowego nieba chłodzony był wręcz lodowatym, czasem dość gwałtownym wiatrem, wiejącym od strony wulkanu.  Żadna prognoza pogody nie ma tutaj zastosowania. W trakcie naszego pobytu praktycznie każdego dnia nad wyspą wisiała dość gruba warstwa chmur, które w naszym klimacie spokojnie można by określić jako deszczowo-burzowe. Tam jednak nie spadła ani kropla. Chmury te nieco obniżały temperaturę odczuwalną, ale raczej do przyjemnego i w końcu dającego się znieść poziomu (26  °C  - temperatura faktyczna, 30 °C  - temperatura odczuwalna). Tak czy siak, bez filtra SPF 50 daleko tu nie zajdziemy, a wielu turystów (nawet o ciemniejszej karnacji) nosi na ciałach ślady poparzeń.

Zejście  na północą część plaży Fañabé:
roślinność, Teneryfa, maj 2017, zejście na plażę Fañabé
[kliknij, aby powiększyć]


Jedynym dość chłodnym dniem był dzień naszego przylotu. W dżinsach, koszuli z długim rękawem i parce czułam się komfortowo. Był to jednak wyjątek. Zwykle stawiałam na ubrania obszerne i przewiewne, a wszystko przez bardzo dużą wilgotność powietrza. Tylko wieczorami zarzucałam na siebie cienki sweter. Pan Marchewka natomiast żałował, że nie zabrał żadnej lnianej koszuli z długim rękawem, która idealnie sprawdziłaby się wieczorem.

Ruszając na Teneryfę, liczyliśmy na możliwość obserwacji gwiazd. To w końcu jedno z najlepszych miejsc na ziemi do rozwijania tego typu zainteresowań. Niestety, mimo że chmury znikały z nocnego nieba, intensywnie oświetlenie miasta całkowicie uniemożliwiało zobaczenie czegokolwiek poza wywalonym do góry kołami Wielkim Wozem (tu bardziej Wielką Chochlą).

ZAKUPY

Nieodłączną towarzyszką naszych podróży jest plastikowa kawiarka przelewowa z młynkiem  (ostatnio stale na kontrolach bezpieczeństwa uznawana za bombę), dlatego wszędzie naszym pierwszym zakupem jest paczka ziarnistej kawy.  I tak też było tutaj! A właściwie miało być, bo w żadnym z odwiedzonych tutaj sklepów nie można było dostać kawy w ziarnach.

W Costa Adeje i miejscowościach przyległych na większe czy mniejsze supermarkety trafimy na każdym kroku. Szczególnie gęsto występują wzdłuż wybrzeża, ale nieco wyżej również można je spotkać. Najbardziej popularne są rodzime sieci (ale Lidla też tu mają) HiperDino oraz Mercadona, która była naszym głównym źródłem codziennych zakupów. Odpowiadała nam zarówno pod względem cen, jak i szerokiej gamy produktów hiszpańskich i kanaryjskich (od owoców, warzyw, wędlin i nabiału po przyprawy, a nawet kosmetyki). 

Niestety, na południowo-zachodnim wybrzeżu nie znajdziemy lokalnej piekarni. Chleb czy inne pieczywo występuje tu wyłącznie w postacie mrożonej, odmrożonej lub foliowanej. Zapewne jest to wina typowo turystycznego klimatu położonych tu miejscowości i w innych częściach wyspy jest inaczej.

No dobra, ale pieniądze można wydać jeszcze w inny sposób...

ŻYCIE NOCNE

W tym rozdziale nie napiszemy za wiele, bo właściwie nie korzystaliśmy z życia nocnego, a przesiadywaliśmy do późna na tarasie. Nie da się jednak nie zauważyć, że najczęściej spotykane są tu puby w stylu brytyjskiem, które oferują cowieczorne koncerty naśladowców Elvisa i Toma Jonesa. Nadmorskimi lokalami rządzi również karaoke. Niestety, dźwięków muzyki hiszpańskiej w Costa Adeje nie uświadczyliśmy (to zapewne znowu syndrom chleba).  

Playa la Pinta Puerto Colon nocą: 
Teneryfa, maj 2017, plaża, noc
[kliknij, aby powiększyć]


Absolutnym jednak hitem wybrzeża od Los Cristianos po La Caleta są luksusowe kluby na plażach, w których od rana do nocy można leżeć przy lub w basenie, słuchając muzyki i popijając drinka. 

PRZYKŁADOWE CENY
  • Tapas z ziemniaków: 2,5 € - 5 € za sporą porcję (w dwójkę najadaliśmy się trzema).
  • Papryczki Padrón: 4 € (w restauracji), 1,89 € (surowe z marketu)
  • Ośmiornica na ostro w wersji tapas: 4,80 €
  • Pulpety mięsne w wersji tapas: 4,20 €
  • Burgerowa kanapka z szarpaną wieprzowiną: 8,50 €
  • Frytki z boczkiem i serem: 5 €
  • Tradycyjne frytki z dwoma sosami w lokalu typu fastfood: 2,50 €
  • Karton mleka bez laktozy: 0,76 €
  • Opakowanie przypraw: 1 €
  • Chorizo w plastrach: 1,45 €
  • Kilogram bananów: 1 €
  • Kilogram pomarańczy: 0,90 €
  • Opakowanie kawy mielonej: 1,30 €
  • Opakowanie płatków śniadaniowych: 1,90 €
  • Mozarella w kulkach: 1,70 €
  • Taksówka z Costa Adeje na lotnisko: 28 €
  • Bilet autobusowy z lotniska do Costa Adeje: 3,75 €

CIEKAWOSTKI
A na koniec kilka ciekawostek:
  • Nie spotkaliśmy tu ani świateł ulicznych, ani korków. Wszystko załatwia się rondami i obwodnicą. 
  • Piesi mają absolutne pierwszeństwo na pasach i są wyjątkowo uprzywilejowani - wszędzie znajdziemy tu chodniki. 
  • Karaluchy rządzą ulicami, choć za czystość mieszkańcy Teneryfy mogliby dostać medal. Nie ma tu charakterystycznej dla krajów południowych polityki śmieciowej, która pozwala na pozostawianie worków z odpadami na ulicach i chodnikach, nie mamy więc pojęcia, czym żywią się karaczany. 
  • Wszystkie rośliny mają stałe łącze z wodociągami. Codziennie podlewa się tu nawet samotną palmę stojącą na poboczu obwodnicy.
  • Centra handlowe to pomieszanie najtańszej chińszczyzny (wśród asortymentu najbardziej popularny był otwieracz z rączką w kształcie penisa, często ozdobionego mapą wyspy i brokatowymi jaszczurkami ;]) z niesłychanym wręcz luksusem.
  • Turysta to dla mieszkańca Teneryfy ten, który spędza urlop na leżaku, popijając drinka z palemką. Nasi gospodarze dziwili się, że jesteśmy w stanie przejść 1,7 km od autobusu, pod górę, z torbami i jakoś specjalnie się przy tym nie zmęczyć. 
  • Turyści płacą 2-3 razy więcej niż Hiszpanie za bilety wstępu do parków rozrywki, parków przyrody czy muzeów.

PODSUMOWANIE

Na Teneryfę na pewno wrócimy! I to może nawet jeszcze w tym roku, bo warunki pogodowe właściwie są tam niezmienne. Pokusimy się jednak o nieco inne miejsce zamieszkania - położone niżej i bliżej lotniska - oraz o wypożyczenie rowerów, którym łatwiej będzie wyruszyć w nieco wyższe partie południowej części wyspy. A po cichu liczymy na to, że kiedyś Wrocław połączą z jej północą.

Goodbye, Tenerife!
[kliknij, aby powiększyć]


* Nie wiem, czy Wam kiedyś opowiadałam, że milion lat temu na kolonii w Chorwacji pewna ośmiornica postanowiła bardzo ukochać większością swoich macek moją nogę.  Od tamtej pory pałam żądzą zemsty w postaci konsumpcji.

SaveSave