26 grudnia 2016

Boxing...

18 raz(y) skomentowano
No dobra, dawno mnie nie było. W trakcie mojej nieobecności kilka osób zainteresowało się mym krawieckim losem, dlatego winna Wam jestem wyjaśnienia. Na tę jakże tragiczną sytuację (od października wykończyłam tylko jedną rzecz, którą zobaczycie poniżej) złożyło się kilka całkiem błahych spraw.

  • W mojej szafie urosła góra ubrań zimowych, uszytych przez ostatnie 6 lat. Część z nich odłożyłam na kupkę sprzedażową, a reszta całkowicie mi wystarcza. Ostatnio i tak śmigam wyłącznie w takim zestawie. Dwie pary cygaretek, kilka kaszmirowych swetrów i płaszcz typu swing to coś, co ostatnio całkowicie mnie zadowala.
  • Od września walczę z Pocztą Polską, która postanowiła nie dostarczać przesyłek na czas (mają tylko miesiąc opóźnienia). Albo w ogóle! A że zakupów krawieckich dokonuję głównie w sieci, łatwo można się domyśleć, że skutecznie przyblokowało to moją rękodzielniczą działalność.
  • Po zamianie biustonosza na rakietowy wszystkie wykroje wymagają solidnych modyfikacji w okolicach biustu i pleców oraz wykonania kilku próbek. Przez ostatnie trzy miesiące zużyłam kilkanaście metrów niepotrzebnych materiałów, aby przetestować interesujące mnie modele. Ostatecznie nic mi się nie spodobało...
  • … bo mało rzeczy mi się ostatnio podoba. Odrzucam wszystkie materiały kiepskiej jakości czy z widocznymi skazami lub te, które nie odpowiadają mi kolorystycznie. W kąt poszły wykroje, na podstawie których nie powstanie odzież ładna, praktyczna i przydatna.
Na szczęście, jak wspomniałam na wstępie, udało mi się wyprodukować jedną rzecz, która mogę Wam dziś zaprezentować na blogu!

Widoczna na zdjęciach spódnica to dwa prostokąty (120 cm x 70 cm i 90 cm x 70 cm) jedwabno-acetatowej tafty, ułożone w sześć kontrafałd. Całość osadzona na halko-podszewce, która ma nadać spódnicy nieco objętości i zapinana na wszyty ręcznie zamek oraz zatrzask. Banał! Ale banał, który zasłużył na swoją historię.

Ponad dwa tygodnie temu triumfalnie obwieściłam zakończenie szycia opisywanej spódnicy. Wszystko leżało pięknie i poszło do szybkiego prania w celu usunięcia oznaczeń z kredy krawieckiej oraz mazaka. I tu, jak się zapewne domyślacie, sprawy się nieco pokomplikowały, gdyż kreda i mazak odmówiły spłynięcia, pozostając w formie czarnych plam, które urodą swą przypominały rozlany tusz lub czarny marker, którym ktoś dla zabawy pobazgrał całą górę i boki spódnicy. Co mi pozostało! Wyprułam pasek, zamek, podszewkę, rozprułam boki i obcięłam zabarwione partie spódnicy. Tu szycie zaczęło się od nowa i potrwało dwa tygodnie... na szczęście halka pozostała nietknięta. W trakcie odtwarzania spódnicy postanowiłam zamienić pasek w talii na jednolicie czarny, aby nie tworzyć kraciastego chaosu.

I w końcu jest! Przejdźmy więc do zdjęć gotowej, chyba ostatecznie, spódnicy.

A tak oto prezentuje się przód (prostokąt 120 cm x 70 cm) spódnicy:
marchewkowa, blog, Wrocław, sewing, vintage, retro, 50s, handmade, skirt, silk, acetate, taffeta, box pleats, szycie, domowe krawiectwo, jedwab, tafta, acetat, spódnica, kontrafałdy
[kliknij, aby powiększyć]
 
A tak tył (prostokąt 90 cm x 70 cm):
marchewkowa, blog, Wrocław, sewing, vintage, retro, 50s, handmade, skirt, silk, acetate, taffeta, box pleats, szycie, domowe krawiectwo, jedwab, tafta, acetat, spódnica, kontrafałdy, repro
[kliknij, aby powiększyć]

A tu mamy halko-podszewkę:
marchewkowa, blog, Wrocław, sewing, vintage, retro, 50s, handmade, skirt, silk, acetate, taffeta, box pleats, szycie, domowe krawiectwo, jedwab, tafta, acetat, spódnica, kontrafałdy, petticoat, lining, halka, podszewka, repro
[kliknij, aby powiększyć]

Oraz ręcznie wszyty klasyczny zamek:
marchewkowa, blog, Wrocław, sewing, vintage, retro, 50s, handmade, skirt, silk, acetate, taffeta, box pleats, szycie, domowe krawiectwo, jedwab, tafta, acetat, spódnica, kontrafałdy, ręcznie wszysty zamek, hand sewn zipper, repro
[kliknij, aby powiększyć]


marchewkowa, blog, Wrocław, sewing, vintage, retro, 50s, handmade, skirt, silk, acetate, taffeta, box pleats, szycie, domowe krawiectwo, jedwab, tafta, acetat, spódnica, kontrafałdy, cashmere, sweater, leather belt, old magazine
[kliknij, aby powiększyć]

PL
Spódnica z sześcioma kontrafałdami i halkopodobną podszewką: uszyłam sobie
Materiał: tafta jedwabno-acetatowa

EN
Skirt with six box pleats and petticoat-like lining: made by me
Fabric: silk and acetate taffeta

12 listopada 2016

Co robić, jak wykonać wykrój bluzki z połowy koła

10 raz(y) skomentowano
Bluzka z połowy koła, którą uszyłam przed wyjazdem na Maltę, cieszyła się sporym zainteresowaniem, dlatego w dzisiejszej notce znajdziecie instrukcję przerobienia dowolnego wykroju topu na taki właśnie model.

Modyfikację pokazałam na przykładzie przodu bluzki, gdyż tył zmieniłam w dokładnie ten sam sposób.
szycie, krawiectwo, instrukcja, marchewkowa, blog, DIY, rękodzieło, bluzka z połowy koła, sewing, tutorial, half--circle blouse, 1950s, Vogue
[kliknij rysunek, aby go powiększyć]

1. Potrzeby będzie nam wykrój na dowolny top/bluzkę podstawową z pionowymi zaszewkami biustowymi/pleców, wychodzącymi od talii (znaleźć taki można właściwie w każdej Burdzie i Annie). Jeśli zaszewki znajdują się w innym miejscu, trzeba je przenieść. Aby jednak nie przysparzać sobie dodatkowej roboty, warto wybrać gotowca z odpowiednio ulokowanymi zaszewkami.

2. Wyznaczamy środek ramienia i łączymy go ze środkiem zaszewki. Rozcinamy, zaczynając od talii. Nie przecinamy linii ramienia, aby wykrój się nie rozpadł. 

Uwaga, w przypadku tej modyfikacji celowo zwiększamy objętość również w obwodzie nad biustem. Gotowa bluzka nie będzie więc przylegała w górnej części klatki piersiowej! Nie będzie jednak spadała z ramion, gdyż podkrój szyi oraz długość szwu ramienia nie ulegają żadnej zmianie.

3. Wewnętrzną część wykroju przypinamy do szerszego kawałka pergaminu, zewnętrzną delikatnie rozsuwamy, tak aby nie uszkodzić nieprzeciętej linii ramienia. Po ustaleniu pożądanej objętości bluzki zewnętrzy element również przypinamy do znajdującego się pod spodem pergaminu.

4. Rysujemy nową linię ramienia i zaokrąglamy dół. W przypadku mojej bluzki dół stanowił 1/8 obwodu koła (mierzone na oko). Model dowolnie skracamy lub przedłużamy. Odcinamy nadmiar pergaminu i gotowe!

Każdy element wycinamy raz z podwójnie złożonego materiału. Taka bluzka nie wymaga zapięcia, chyba że podkrój szyi jest bardzo wąski. W takim wypadku pomocna będzie łezka, zapinana na niewielki guzik. Wykonujemy ją tak.

A poniżej bluzka na mnie. Zdjęcie zostało wykonane w maltańskim mieście Mosta.

Malta, Mosta, wakacje, podróże, szycie, rękodzieło, bluzka z połowy koła, marchewkowa, blog, Wrocław szyje, travel, half-circle blouse, vintage, retro
[kliknij, aby powiększyć]
Zdjęcie telefonem wykonał pan Marchewka

8 października 2016

Go in (Half) Circles

8 raz(y) skomentowano
Jeszcze zdążę, jeszcze zdążę! 

No i zdążyłam uszyć jeszcze jedną bluzkę na rozpoczynający się jutro urlop. Tym razem postawiłam na coś, co kusiło mnie od baaardzo dawna - czyli letni top z połowy koła. Taki oto pomysłowy model znalazł się bowiem na okładce brytyjskiego magazynu Vogue z maja 1954 roku i wyjątkowo mnie zauroczył.

Vogue May 1954, UK, British, cover, half circle blouse, summer
[kliknij, aby powiększyć]

Po raz kolejny bluzkę postanowiłam uszyć ze spódnicy, którą moja mama wyszukała kilka lat temu w lumpeksie. Niezwykle ciekawy wzór na bawełnianej tkaninie aż prosił się o prosty, ale niebanalny wykrój.

Z obszernej spódnicy z połowy koła wyprułam pasek, kieszenie i zamek. Pozostawiłam jedynie odszycie dołu spódnicy, co znacznie przyśpieszyło pracę, bo niczego nie musiałam już podkładać. Z nieco bardziej rozkloszowanego przodu spódnicy stworzyłam tył bluzki, a podkroje pach oraz dekolt wykończyłam czarną lamówką. To wszystko!

Na bezręcznym manekinie bluzka wygląda tak sobie, cały jej urok widoczny jest dopiero na pełnej sylwetce. Ale i tak rzućcie okiem:

blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, bluzka z połowy koła, Vogue, 1950s, bawełna, sewing, vintage, retro, DIY, handmade, half circle blouse, cotton, wrocław szyje, repro
blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, bluzka z połowy koła, Vogue, 1950s, bawełna, sewing, vintage, retro, DIY, handmade, half circle blouse, cotton, wrocław szyje, repro
blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, bluzka z połowy koła, Vogue, 1950s, bawełna, sewing, vintage, retro, DIY, handmade, half circle blouse, cotton, wrocław szyje, repro
blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, bluzka z połowy koła, Vogue, 1950s, bawełna, sewing, vintage, retro, DIY, handmade, half circle blouse, cotton, wrocław szyje, repro
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć] 

PL
Bluzka z połowy koła: uszyłam sobie
Bawełniany batyst: pozyskany ze spódnicy, którą mama wynalazła w lumpeksie

EN
Half circle blouse: made by me
Cotton batiste: recycled half-circle skirt

5 października 2016

Pudło!!!

14 raz(y) skomentowano
Wpis wyjątkowo ekspresowy, bo pisany tuż przed wyjazdem na Maltę. Ekspresowy również z tego powodu, że właściwie nie ma o czym tu pisać, bo prezentowana na zdjęciach letnia bluzka jest wyjątkowym banałem, ale banałem, który mnie zauroczył.

Wykrój tej prostej bluzki pochodzi z Beyer Moden 6/1963 i, jak większość modeli z tamtych lat, charakteryzuje się niezbyt skomplikowanym pudełkowym krojem, który tutaj wyposażono w urocze falbanki. To one odwalają całą robotę i sprawiają, że bluzka może być dodatkiem do luźnych spodni i szortów, jak i lekkiego kostiumu. Co ciekawe, do kompletu w magazynie mamy wykrój plażowej czapki z pomponem, którą należy uszyć z tego samego materiału!

A co do materiału, to mieszanka bawełny i lnu, z której skorzystałam, była kiedyś kopertową spódnicą (prawdopodobnie pochodzącą z końca lat siedemdziesiątych), wyszukaną w lumpeksie przez moją mamę. Ta lekka, przewiewna i pokryta supełkami tkanina prosiła się o jak najprostsze wykończenie, dlatego też zdecydowałam się na pozostawienie otwartych brzegów falban - są jedynie ostębnowane i będą strzępić się przy każdym praniu. Niestety, materiału nie wystarczyło na czapeczkę, gdyż nie cała spódnica nadawała się do wykorzystania - dół był wyciągnięty i podziurkowany.

A teraz spójrzcie na zdjęcia:


blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, moda retro, vintage, Wrocław szyje, letnia bluzka, bawełna, len, recycling, upcycling, lata '60., Beyer Moden, sewing, vintage fashion, retro, 60s, cotton, linen, summer top, frills
blog, marchewkowa, szycie, rękodzieło, handmade, krawiectwo, moda retro, vintage, Wrocław szyje, letnia bluzka, bawełna, len, recycling, upcycling, lata '60., Beyer Moden, sewing, vintage fashion, retro, 60s, cotton, linen, summer top, frills
blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, moda retro, vintage, Wrocław szyje, letnia bluzka, bawełna, len, recycling, upcycling, lata '60., Beyer Moden, sewing, vintage fashion, retro, 60s, cotton, linen, summer top, frills
blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, moda retro, vintage, Wrocław szyje, letnia bluzka, bawełna, len, recycling, upcycling, lata '60., Beyer Moden, sewing, vintage fashion, retro, 60s, cotton, linen, summer top, frills
blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, moda retro, vintage, Wrocław szyje, letnia bluzka, bawełna, len, recycling, upcycling, lata '60., Beyer Moden, sewing, vintage fashion, retro, 60s, cotton, linen, summer top, frills
blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, moda retro, vintage, Wrocław szyje, letnia bluzka, bawełna, len, recycling, upcycling, lata '60., Beyer Moden, sewing, vintage fashion, retro, 60s, cotton, linen, summer top, frills
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]

A tak bluzka wyglądała na mnie (Marsaxlokk, Malta):
blog, marchewkowa, szycie, krawiectwo, moda retro, vintage, Wrocław szyje, letnia bluzka, bawełna, len, recycling, upcycling, lata '60., Beyer Moden, sewing, vintage fashion, retro, 60s, cotton, linen, summer top, frills, Malta, Marsaxlokk, October, 2016
[kliknij zdjęcie, aby je powiększyć]
PL
Bluzka: uszyłam sobie
Wykrój: #30613 Beyer Moden 6/1963
Materiał: bawełna z lnem z recyklingu 

EN
Top with frills: made by me
Pattern: #30613 Beyer Moden 6/1963
Fabric: cotton/linen blend, recycled

23 września 2016

Poliestrologia stosowana

16 raz(y) skomentowano
Preferuję tkaniny z naturalnych włókien! Nie ma to jak otulić się cieplutkim wełnianym flauszem w zimie, a latem chłodzić dzięki przewiewności lnianego płótna (mimo że gniecie się jak pasażerowie wrocławskiego MPK w godzinach szczytu), prawda?

A włókna sztuczne, a poliester?

Poliester, który w połowie ubiegłego wieku ukrywał się pod nazwami handlowymi, takimi jak diolen, terylen, elana lub bistor, od dawna kojarzył się z materiałami niezwykle nieprzyjemnymi dla ludzkiego ciała. Nie dość, że nie pozwalał na cyrkulację powietrza i nie absorbował wilgoci, to jeszcze się elektryzował. Mimo tych znaczących wad, nasze mamy i babcie śmiało zasuwały w sukienkach z bistoru czy kostiumach z elany. Zaś magazyny z wykrojami często polecały szycie odzieży z tych nowoczesnych, odpornych na zagniecenia, nietracących kształtu oraz koloru, a przede wszystkim trwałych materiałów.

I choć minęło wiele lat od czasu bistorowego szału, a materiały poliestrowe zyskały nowe właściwości (stały się przewiewne i skutecznie odprowadzają wilgoć), to nadal podchodzi się do nich z pewną rezerwą. Ja jednak nie lubię się uprzedzać, więc co jakiś czas w moje ręce coś poliestrowego wpada.

Jak zapewne pamiętacie, w czerwcu uszyłam sukienkę z poliestrowej tkaniny, która zwie się silki crepe. Mimo że sprzedawca zapewniał o jej zwiewności i przewiewności, wiele osób zastanawiało się, czy faktycznie materiał da radę. 

Po wielokrotnych testach sukienki (to kolejna rzecz, która była tak często noszona, że nie było czasu na sesję zdjęciową) w materiale się zakochałam. Silki crepe faktycznie jest bardzo lekkim i zwiewnym materiałem, a krepowy splot w ogóle nie ogranicza przepływu powierza. Spisał się świetnie w cieplejsze dni. Komunikacja miejska też nie była mu straszna. Wszystko to sprawia, że z pewnością pokuszę się o kolejny model z tej tkaniny!

***

I tym razem sesja (wykonana w zeszłym tygodniu, czyli jeszcze przed nadejściem ochłodzenia) nie poszła zgodnie z planem, bo powstało jedno zdjęcie. Na moje szczęście - udane!

Spójrzcie:

marchewkowa, szycie, sewing, krawiectwo, moda retro, vintage fashion, lata '60, 1960s, DIV, handmade, Simplicity, Jiffy, wykrój, pattern, silki crepe, gorchy, polka dots, sukienka, dress, Wrocław szyje
[kliknij zdjęcie, aby je powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

PL
Sukienka w grochy: uszyłam sobie
Miętowe silki crepe w czarne grochy: Tkaniny Darpol
Batyst z lycrą na podszewkę: Allegro
Wykrój: Simplicity 6910 + Burda 9/2012, model 108
Kapelusz: kupiony na Malcie
Buty: Sca'Viola  

EN
Cotton for the lining: Allegro
Pattern: Simplicity 6910 + Burda 9/2012,  #108
Hat: bought in Malta
Shoes: Sca'Viola 

15 września 2016

Zdolna jestem niesłychanie, najpiękniejsze mam ubranie...

35 raz(y) skomentowano
Pamiętacie sukienkę z poniższego zdjęcia?

marchewkowa, szycie, sewing, vintage, retro, moda, fashion, DIY, handame, rękodzieło, wykrój, pattern, Szycie krok po kroku, Burda Easy 2009, 1960s, lata '60., grochy, polka dots
 [kliknij, aby powiększyć]

Jeśli nie, to wcale się nie dziwię, bo uszyłam ją ponad 6 lat temu! To było moje pierwsze krawieckie dzieło, które powstało w oparciu o model 5A z Szycia krok po po kroku 1/2009. Wykrój ten, niezaprzeczalnie oparty na  sukienkach z początku lat 60. ubiegłego wieku, zrobił niesamowitą karierę, a magazyn zniknął z burdowego archiwum w ekspresowym tempie.

Jako że model ten wyprodukowałam z najtańszej bawełny, jaka w tym czasie była dostępna we wrocławskich stacjonarnych sklepach (wcześniej nie szyłam odzieży i nie mogłam ryzykować z drogimi materiałami), sukienka po trzech latach nadaje się tylko do wyrzucenia (choć i tak chomikuję ją na dnie szafy).

Na szczęście zostały mi po niej (z lepszych czasów) zdjęcia, którymi ostatnio zainteresowała się niemiecka Burda. I oto jestem w numerze październikowym:

Burda 10/2016, German edition, wydanie niemieckie
marchewkowa, szycie, sewing, vintage, retro, moda, fashion, DIY, handame, rękodzieło, wykrój, pattern, Szycie krok po kroku, Burda Easy 2009, 1960s, lata '60., grochy, polka dots
 [kliknij, aby powiększyć]

Moje zdjęcie znajdziecie również na niemieckiej stronie Burdy.

A na koniec ciekawostka...
W numerze listopadowym pojawi się wykrój sukienki zaprojektowanej przez jedną z moich ulubionych projektantek odzieży inspirowanej latami pięćdziesiątymi, czyli Lenę Hoschek! To dopiero będzie szycie!

Na stronie Leny Hoschek znajdziecie szczegółowe zdjęcia sukienki.

Burda, Lena Hoschek, pattern, wykrój, sukienka, dress
 [kliknij, aby powiększyć]

13 września 2016

This sacks...

17 raz(y) skomentowano
Uszyłam kolejną letnią sukienkę!

Tak, wiem, że mimo sporych upałów lato już się kończy i wypadałoby zabrać się za szycie wełnianych żakietów i spódnic, ale...

Ale w tym roku dla mnie i pana Marchewki lato kończy się dopiero 19 października, bo tego dnia wracamy z naszej trzeciej podróży na Maltę! Bardzo tanie bilety lotnicze znalazłam jeszcze w maju. Krążyły po stronie Ryanaira biedne i zapomniane (może dlatego, że wylot z Wrocławia ma miejsce po godzinie 21.) - nie mogliśmy się nad nimi nie zlitować. Prawda?

Z tej oto okazji powstała koszulowa sukienka na upały.

To z czym mamy tu do czynienia? Dobrze wiecie, że uwielbiam nietypowe formy, dlatego główną inspiracją była tu sławna sukienka-worek (sack dress), zaprojektowana dla Diora przez samego Yves'a Saint Laurent'a w 1958 roku. Bardzo prosta i mocno rozkloszowana sukienka uzyskała niezwykłą formę dzięki prostemu rozwiązaniu, jakim było zebranie przodu. Oczywiście YSL nie był pomysłodawcą tego typu kształtów, gdyż takie pomysły pojawiały się już w latach '30. u Balenciagi (choć ten preferował raczej wersje zwężającą się ku dołowi).

Ale dosyć historii... Wróćmy do wykonanego przeze mnie modelu. Aby nadać sukience  letniego charakteru, postanowiłam uszyć ją w oparciu o koszulę #102 z Burdy 8/2016 (godny polecenia wykrój!).
  • Poza oczywistym wydłużeniem modelu, który teraz sięga do kolan, zwiększyłam objętość przodu i tyłu, a zakładki pod podwójnym karczkiem zamieniłam na marszczenie. 
  • Pozbyłam się również pionowych zaszewek przodu, a podkroje pach wykończyłam tasiemką ze skosu, tak aby była ona widoczna.
  • Na wysokości tali pozostawiłam otwory, przez które przekładany jest pasek. Nie tylko zbiera on rozkloszowany przód, ale utrzymuje sukienkę na właściwym miejscu.
  • Sukienka nie posiada funkcjonującego zapięcia, gdyż można ją bez problemu zakładać przez głowę, dlatego listwy są po prostu zszyte w kilku miejscach. Nie wykluczam jednak, że kiedyś pojawią się tu zatrzaski lub guziki. 
Materiał to ta sama bawełna w kratkę vichy, z której uszyłam ołówkową spódnicę z poprzedniego wpisu. Gdyby ktoś miał na tę tkaninę ochotę, to od razu ostrzegam, że jest dość luźna, strukturą i przewiewnością przypomina tkaniny lniane, a poszczególne kwadraciki nie są równe, co znacznie wydłuża pracę przy krojeniu i zszywaniu. Niestety, mój dwumetrowy kawałek miał na sobie również skazy w postaci żółtawych przebarwień.

Mimo pewnych wad materiału z ostatecznego efektu jestem całkowicie zadowolona, szczególnie że ten model jest niezwykle uniwersalny i można go nosić na trzy sposoby - związany połowicznie, po wyciągnięciu paska związany całkowicie w talii lub jako luźny namiotowiec.

marchewkowa, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, lata '50, 1950s, bag dress, Gingham, sukienka, kratka vichy, błękit, baby blue, wykrój, pattern, Burda 8/2016, Wrocław szyje
marchewkowa, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, lata '50, 1950s, bag dress, Gingham, sukienka, kratka vichy, błękit, baby blue, wykrój, pattern, Burda 8/2016, Wrocław szyje
marchewkowa, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, lata '50, 1950s, bag dress, Gingham, sukienka, kratka vichy, błękit, baby blue, wykrój, pattern, Burda 8/2016, Wrocław szyje
marchewkowa, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, lata '50, 1950s, bag dress, Gingham, sukienka, kratka vichy, błękit, baby blue, wykrój, pattern, Burda 8/2016, Wrocław szyje
marchewkowa, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, lata '50, 1950s, bag dress, Gingham, sukienka, kratka vichy, błękit, baby blue, wykrój, pattern, Burda 8/2016, Wrocław szyje
marchewkowa, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, lata '50, 1950s, bag dress, Gingham, sukienka, kratka vichy, błękit, baby blue, wykrój, pattern, Burda 8/2016, Wrocław szyje
marchewkowa, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, lata '50, 1950s, bag dress, Gingham, sukienka, kratka vichy, błękit, baby blue, wykrój, pattern, Burda 8/2016, Wrocław szyje
marchewkowa, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, lata '50, 1950s, bag dress, Gingham, sukienka, kratka vichy, błękit, baby blue, wykrój, pattern, Burda 8/2016, Wrocław szyje
marchewkowa, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, lata '50, 1950s, bag dress, Gingham, sukienka, kratka vichy, błękit, baby blue, wykrój, pattern, Burda 8/2016, Wrocław szyje
[kliknij, aby powiększyć]

PL
Sukienka w kratkę vichy: uszyłam sobie
Bawełna: Drecotton.pl
Wykrój: zmodyfikowany #102 z Burda 8/2016  
EN
Bag dress: made by me
Gingham: Drecotton.pl
Pattern: #102, Burda Style 8/2016 (altered) 

9 września 2016

Gingham Style

29 raz(y) skomentowano
Spódnicę z dziesięcioma zaszewkami (o jej szyciu poczytacie tu) miałam na sobie od czasu jej wyprodukowania kilkadziesiąt razy. Tego lata to ona była odpowiedzią na moje wieczne co by tu na siebie włożyć i nie mam się w co ubrać.

Bo to nie jest tak, że jak się szyje, to zawsze wiadomo, co ma się w szafie. Nówki sztuki, z których przez jakiś czas jesteśmy wyjątkowo dumni, wiszą na przedzie. Wszystko po to, aby w każdej chwili można było do nich podejść, popatrzeć, pomacać i zachwycić się swoim dziełem (jakie by ono nie było). Oczekują tak na pierwsze, pełne napięcia wyjście. I nie tam jakiś spacer po bułki do Żabki, ale prawdziwą wyprawę do Rossmanna w centrum ;].

A reszta... Reszta z czasem trafia do Narnii, do której można się dostać tylko po wyjęciu wszystkich wełnianych kostiumów i zimowych płaszczy.

Ale wracając do spódnicy, która od kwietnia wisiała na przedzie, to w zestawieniu z jakąkolwiek białą bluzką czy koszulą bez rękawów wygląda świetnie, a przy odpowiednich dodatkach daje radę także z czarną czy turkusową górą. Niestety, zawsze zakładana w ostatniej chwili przed wyjściem - zwykle w trakcie zbiegania ze schodów - nie miała czasu, aby zawitać na bloga w wydaniu "na ludziu". Jednak w końcu jej szczęście dopisało! Ufff...

marchewkowa, blog, blogger, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, 50s, 60s, Burda Style, wykrój, pattern, spódnica ołówkowa, pencil skirt, Vichy, Gingham, bawełna, cotton, Wrocław szyje
marchewkowa, blog, blogger, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, 50s, 60s, Burda Style, wykrój, pattern, spódnica ołówkowa, pencil skirt, Vichy, Gingham, bawełna, cotton, Wrocław szyje
marchewkowa, blog, blogger, szycie, sewing, moda, fashion, retro, vintage, 50s, 60s, Burda Style, wykrój, pattern, spódnica ołówkowa, pencil skirt, Vichy, Gingham, bawełna, cotton, Wrocław szyje
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

PL
Ołówkowa spódnica: uszyłam sobie
Wykrój: #3104 z Burdy 7/1961
Materiał: Gingham, czyli dwustronna bawełna w kratkę vichy z Drecotton
Ulubiony kapelusz: kupiony w zeszłym roku na Malcie
Okulary: Zara
Sandały: Deichmann

EN
Pencil skirt: made by me
Pattern: #3104, Burda 7/1961
Fabric: Gingham
My favourite sun hat: bought last year on Malta
Sungalsses: Zara
Sandals: Deichmann

26 sierpnia 2016

Segregator - level hard

19 raz(y) skomentowano
Jesteśmy przykładnymi segregatorami. Segregatorami śmieci, oczywiście! Nie zniechęcamy się, mimo że Wrocław nie ułatwia ekologicznego zarządzania odpadami - od trzech lat nie możemy doprosić się o własne pojemniki na szkło, papier i plastik i wszystko musimy wynosić do kontenerów ogólnodzielnicowych. Myjemy, gromadzimy, wyrzucamy. I choć w środku nocy pod pojemnikami przyczai się czasem ciężarówka, która wszystkie odpady zabiera zmieszane [sic!], to nadal mamy nadzieję, że coś dobrego z tej segregacji wynika.

Niestety, miasto postanowiło po raz kolejny utrudnić nam życie i wprowadzić konieczność oddzielenia odpadów odzieżowych i tekstylnych (a przynajmniej tak twierdzi lokalna gazeta). Jasne, nadające się jeszcze do użytku ubrania, pościel, ręczniki czy zasłony można bez problemu wrzucić do kontenerów PCK, których na wrocławskim Ołtaszynie nie brakuje, ale na resztę należy przygotować w domu kolejny już pojemnik. Jakoś bym to przeżyła, gdyby nie informacja, że zgromadzone odpady tekstylne należy samodzielnie wywozić do Punktów Selektywego Zbierania Odpadów Komunalnych, których we Wrocławiu mamy aż DWA. Oba na przeciwległym końcu miasta!

Wiecie jak to jest podczas szycia: odpadów tekstylnych produkuje się całkiem sporo, dlatego oczami wyobraźni zobaczyłam siebie, jadącą kilka godzin komunikacją miejską z 60-litrowym worem śmieci (mniejszego nie przyjmą).

Może miasto powinno podstawić specjalne autobusy dla wywożących śmieci tekstylne (w końcu w każdym domu takie się produkuje)? A do tego usprawiedliwiać nieobecność w pracy (PSZOK-i czynne tylko do 17:00)? ;]

Głupie pomysły władz wymagają głupich odpowiedzi. A wystarczyłby jeden kontener na kilka wspólnot i wszystkim żyłoby się lepiej.

Tymczasem na zdjęciach sukienka w brzozy, którą widzieliście do tej pory tylko na manekinie, plus nowy fryz wykonany w oparciu o zdjęcie Audrey Hepburn. Możecie go również zobaczyć na tym filmiku.

szycie, marchewkowa, krawiectwo, moda, retro, vintage, Junge Mode, stare wykroje, popelina, sewing, 50s, 60s, Audrey Hepburn haircut, fryzura, Kandara, pixie, sukienka, dress, bawełna, cotton, Wrocław szyje
szycie, marchewkowa, krawiectwo, moda, retro, vintage, Junge Mode, stare wykroje, popelina, sewing, 50s, 60s, Audrey Hepburn haircut, fryzura, Kandara, salon, uroda, pixie, sukienka, dress, bawełna, cotton, Wrocław szyje
szycie, marchewkowa, krawiectwo, moda, retro, vintage, Junge Mode, stare wykroje, popelina, sewing, 50s, 60s, Audrey Hepburn haircut, fryzura, pixie, sukienka, dress, bawełna, cotton, Wrocław szyje
szycie, marchewkowa, krawiectwo, moda, retro, vintage, Junge Mode, stare wykroje, popelina, sewing, 50s, 60s, Audrey Hepburn haircut, short hair, blogger, blog, fryzura, pixie, sukienka, dress, bawełna, cotton, Wrocław szyje, Kandara, salon
Fot.: pan Marchewka
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]

PL
Szmizjerka: uszyłam sobie
Wykrój: Junge Mode, lato 1958
Materiał: bawełniana popelina, wyszukana przez Lenę w lumpeksie
Sandały: Deichmann
Kapelusz: kupiony w zeszłym roku na Malcie

EN
Shirtwaist dress: made by me
Pattern: Junge Mode, summer 1958
Fabric: cotton poplin, a gift from Lena
Sandals: Deichmann
Straw hat: bought last year on Malta

21 sierpnia 2016

Lizbona dla opornych

17 raz(y) skomentowano
Tu miała się znaleźć obszerna notka na temat Portugalii. Niestety, zrobiła się zbyt obszerna i trzeba było ją nieco ciachnąć. W końcu kolejny przewodnik nie jest nikomu potrzebny. 
 
 


W zamian postanowiliśmy wymienić dostrzeżone przez nas plusy i minusy długich, bo prawie trzytygodniowych wakacji w Lizbonie i jej okolicach.
 Jako że na wyjazd pakowaliśmy się wyłącznie w bagaże podręczne (nie nadawaliśmy żadnego bagażu do luku), postanowiliśmy nie zabierać ze sobą aparatu fotograficznego. Wszystkie zdjęcia wykonaliśmy telefonami, dlatego jakość niektórych ilustracji poniższej treści może pozostawić nieco do życzenia. 

 

 


No to lecimy (Ryanairem, z przesiadką w Warszawie)! 



Lisbon, Lisboa, summer 2016
[kliknij, aby powiększyć]

PLUS: architektura i muzea. Mimo że nabrzeże Lizbony niczego nam nie urwało - stolica Portugalii leży nad ujściem rzeki Tag (port. Tejo), a jej wybrzeże jest mocno zindustrializowane - to zabudowa naprawdę zrobiła na nas wrażenie. I choć w 1755 roku 85% Lizbony zostało zniszczone przez największe w Europie trzęsienie ziemi i tsunami,  to Portugalczycy sprawnie poradzili sobie z odbudową stolicy. Nie oznacza to jednak, że w mieście nie można znaleźć śladów tego wydarzenia. Najlepszym przykładem jest klasztor Karmelitów, którego nigdy w pełni nie zrekonstruowano (obecnie znajduje się w nim muzeum archeologiczne). Wielką odbudowę upamiętnia bogato zdobiony rzeźbami kamienny łuk triumfalny Arco da Rua Augusta, prowadzący na oblegany przez turystów i wychodzący na nabrzeże plac Praça do Comércio, czyli plac handlowy. Miłośnicy fotografii mogą sobie tutaj poszaleć! 

 



Lizbońskie nabrzeże:
Lisbon riverside
[kliknij, aby powiększyć]

Arco da Rua Augusta:
Lisbon, Arco da Rua Augusta
[kliknij, aby powiększyć]

Katedra i tramwaj:
Lisbon catedral
[kliknij, aby powiększyć]

Praktycznie każda budowla w Lizbonie i jej okolicach ma w sobie coś intrygującego - a to za sprawą artystycznych graffiti oraz azulejos, czyli szkliwionych ceramicznych płytek, które znajdowaliśmy tu na każdym kroku. Naszymi ulubionymi były zdecydowanie te pomalowane na błękitno. Co ciekawe, w mieście znajdziemy sklepy z azulejos, będącymi pozostałościami z rozbiórki starych kamienic. 

 



Kamienica pokryta azulejos, Cascais:
Lisbon, Cascais, azulejos
[kliknij, aby powiększyć]

Cascais, azulejos
[kliknij, aby powiększyć]

Ze względu na tarasową zabudowę stolica Portugalii słynie także z punktów widokowych, z których roztaczają się panoramy na pokryte czerwoną dachówką zabudowania. Zwiedziliśmy kilka - taras Santa Catarina, wieżę widokową z windą Santa Justa (z windy nie trzeba korzystać, bo na punkt widokowy można wejść za darmo od strony klasztoru Karmelitów), taras Miradouro das Portas do Sol czy dziedziniec przy cytadeli São Jorge. Rozpościera się z nich przyzwoity widok, który jednak nie oszołomił nas jakoś szczególnie. Nieoczekiwanym zwycięzcą w tej kategorii okazała się budowla, która wcale nie jest punktem widokowym: most 25 de Abril (wzorowany na Golden Gate z San Francisco). W jego przypadku możemy mówić o widokach innego kalibru, wręcz lotniczych. Na ten niecoponaddwukilometrowy most nie można oczywiście wejść, ale można go przejechać, na przykład autobusem jadącym z przystanku Praça de Espanha do malowniczej miejscowości na drugim brzegu - Costa da Caparica. Jadąc tym autobusem, zobaczymy po drodze akwedukt z XVIII w. oraz statuę Jezusa, wzorowaną na tej z Rio. 
 



Widok z tarasu pomiędzy klasztorem Karmelitów a windą Santa Justa:
Santa Justa
[kliknij, aby powiększyć]

Podróż przez most 25 de Abril:


Urokliwa zabudowa i widoki to nie wszystko, co wzbudziło w nas zachwyt, bo muzea, to jest coś, co marchewki lubią najbardziej. 

 


Muzeum Fado - bardzo nowoczesne i multimedialne muzeum, którego nie może przegapić żaden miłośnik tego rodzaju muzyki (jak pan Marchewka). Co ciekawe, historia fado jest tu ukazana w tak ciekawy sposób, że w cale nie trzeba tym miłośnikiem być. Dodatkowo można tu posłuchać fado na żywo - my trafiliśmy akurat na minikoncert - Joany Almeidy młodej, acz niezwykle utalentowanej śpiewaczki fado.   
 



Muzeum Fado:
Fado museum, music
[kliknij, aby powiększyć]

Muzeum São Jorge - zamek, a właściwie cytadela to chyba najważniejszy punkt zwiedzania dla osób, które chciałby zapoznać się dogłębnie z historią Lizbony, gdyż pierwsze budowle powstały w tym miejscu jeszcze za czasów fenicjańskich! Można tu obejrzeć nie tylko same mury cytadeli i wystawę przedmiotów wykopanych w jej okolicach, ale i niezwykle ciekawe stanowisko archeologiczne, które podzielono na pozostałości bytności Fenicjan, muzułmanów i chrześcijan. Nam udało się zwiedzić to miejsce z przewodniczką (godziny oprowadzania wypisane są na tabliczce, umieszczonej przed stanowiskiem archeologicznym). Szczególnie interesująca była opowieść o pozostałościach budowli muzułmańskich z XII wieku, nad którymi zawieszono stelaż z białymi ścianami, aby ułatwić zwiedzającym wyobrażenie sobie układu i wielkości tych domostw. 

 



Stanowisko archeologiczne:
São Jorge
[kliknij, aby powiększyć]

Muzeum morskie w dzielnicy Belem -  to niezwykle dokładny obraz podróży morskich Portugalczyków. Mamy tu nie tylko modele statków czy pamiątki wypraw Vasco da Gamy, ale i halę z prawdziwymi okazami! Łodzie, barki, łódki, hydroplany... To naprawdę warto zobaczyć. 
 



Klasztor Hieronimitów, do którego przylega budynek muzeum morskiego:
Belem, Jerónimos Monastery
[kliknij, aby powiększyć]

Muzeum morskie:
Maritime Museum
[kliknij, aby powiększyć]

Muzeum wojny w Alfamie - muzeum, które rośnie w miarę zwiedzania. Człowiek myśli, że to już koniec, a przed nim rozwijają się kolejne piętro wypełnione bronią maści wszelakiej. Mamy tu również miecz samego Vasco da Gamy! Niestety, nie wolno go fotografować. Muzeum posiada jedną wadę - część eksponatów opisana jest tylko po portugalsku, a obsługa w ogóle nie mówi po angielsku. 
 



MINUS: hałas. Zwiedzać Lisbonę jest fajnie, mieszkać w jej centrum - zdecydowanie nie. Stolica Portugalii jest najbardziej hałaśliwym z wszystkich miast, jakie do tej pory odwiedziliśmy. Do tego wąskie uliczki w centrum działają jak studnie akustyczne. Mieszkaliśmy na jednej z takich uliczek, w dodatku pod sobą mając czynną do późnych godzin nocnych (czy, jak kto woli, wczesnych porannych) pizzerię. Nie przespaliśmy spokojnie ani jednej nocy, słuchając rozmów i śpiewów oraz wędząc się w oparach marihuany. Następnym razem zdecydowanie wynajmiemy mieszkanie przy plaży na wzmiankowanym drugim brzegu, do Lisbony jeżdżąc tylko w celu zwiedzania.   

PLUS: plaże na Costa da Caparica - zdecydowanie najpiękniejsze plaże, do których z Lizbony można bezproblemowo dotrzeć komunikacją miejsko-podmiejską (autobusem z Praça de Espanha lub promem z Cais do Sodré i autobustem z Cacilhas). Dłuuuga, bo aż 15-kilometrowa plaża ma same plusy. Jest regularnie sprzątana oraz strzeżona przez ratowników, policję i straż wybrzeża. Nie trafiliśmy tu na skaliste czy porośnięte dno, a więc do pływania czy skakania przez fale nie są potrzebne buty. 

Mimo że część plaży przylegająca do miasta jest bardzo zatłoczona, to po przejściu ok. 7 km wzdłuż brzegu trafia się na wyjątkowo spokojny i luźny odcinek, czyli plażę dla naturystów (na której jednak nie ma obowiązku rozbierania się do naga). 

Kilometry te można pokonać jeżdżącą po plaży kolejką.

Pustki na plaży dla naturystów:
Costa da Caparica
[kliknij, aby powiększyć]
Costa da Caparica
[kliknij, aby powiększyć]

MINUS: plaże po stronie Lizbony. Jak nie zatłoczone i nieprzygotowane dla pływających, to brudne, jak nie brudne, to jeszcze rzeczne, a nie już oceaniczne - kolejny powód, żeby unikać tej strony wybrzeża (poza podziwianiem widoków, zwiedzaniem zabytków i muzeów). Oczywiście mówimy tu o szczycie sezonu (nie polecamy!), ale i tak wymarzone mieszkanie przy plaży lepiej wynająć na Costa da Caparica. 



Jedna z plaż w Cascais. Widok niesamowity:
Cascais
[kliknij, aby powiększyć]

Skalista plaża niedaleko
Beach
[kliknij, aby powiększyć]

PLUS: fado
, czyli muzyka, która nierozerwalnie wiąże się z historią Lizbony. I choć w XX w. podlegała ostrej cenzurze, która doprowadziła do całkowitego zakazu jej puszczania, to teraz lokale goszczące pieśniarzy Fado można znaleźć w całej Lizbonie - a szczególnie w dzielnicy Alfama. Usłyszenie tej muzyki na żywo jest naprawdę niesamowitym doznaniem, nawet jeśli nie było się jej zagorzałym fanem. 


MINUS: problemy tubylców z angielskim. Nie żeby był to problem tylko lizboński, podejrzewamy, że we Wrocławiu może być jeszcze gorzej, ale przed wyjazdem nasłuchaliśmy się, jak to łatwo dogadać się w Portugalii w języku Szekspira. Nic podobnego! Osoby znające angielski należą raczej do wyjątków i rekrutują się z młodszego pokolenia Portugalczyków. Dogadać się w języku innym niż portugalski nie można nawet w niektórych muzeach (patrz wyżej), o restauracjach nie wspominając! Tak, wiemy, że portugalski jest 7. językiem na świecie, ale jednak ten wynik zawdzięcza głównie Brazylii, a Brazylia to taka większa Portugalia ;-), więc może bez przesady?  


PLUS: Time Out Mercado da Ribeira (tuż przy dworcu Cais do Sodré)  - targ, który targiem jest bardzo niezwykłym, połączony jest bowiem z halą, która wypełniona jest mini-oddziałami najbardziej znanych i lubianych restauracji/barów/cukierni z Lizbony i jej okolic. Sprzedawane tu jedzenie jest bardzo zróżnicowane (na szczęście nie dominuje tu kuchnia portugalska ;]), smaczne i przystępne cenowo. Co najlepsze, konsumpcji można dokonywać nawet do 2 w nocy! Targ świetnie sprawdzał się po dniu pływania lub zwiedzania. 



Kulka z kałamarnicą i atramentem, a w tle z bacalhau, czyli suszonym dorszem:
Time Out Market
[kliknij, aby powiększyć]

MINUS: jedzenie poza Time Out Market. Vasco da Gama przywiózł do Portugalii przyprawy. Portugalczycy szybko sprzedali je innym nacjom i zapomnieli o ich istnieniu. Takie mamy wrażenie po skosztowaniu potraw w kilku miejscowych knajpkach. Kilku - bo zniechęciliśmy się do dalszych eksperymentów i ograniczyliśmy eskapady kulinarne do Time Out Marketu, który (choć nie cały) przeczy bezprzyprawowej regule. Jeśli, podobnie jak my, uwielbiacie kuchnię włoską i bliskowschodnią i kochacie dobrze doprawione dania, to przygotujcie się na sporo rozczarowań. Albo ograniczcie do słodyczy i Time Outu. 



Hot dog z portugalskimi mikrofrytkami:
Cascais, hot dog
[kliknij, aby powiększyć]

PLUS: dyskonty. W Portugalii mamy do dyspozycji kilka dyskontów, oferujących artykuły spożywcze i przemysłowe w bardzo przystępnych cenach.  My korzystaliśmy z trzech - Pingo Doce (czyli portugalska Biedronka), Minipreço i Lidla. Bez problemu można się tu zaopatrzyć za kwotę, która niewiele będzie przekraczała to, co wydajemy na artykuły spożywcze w Polsce. 


Przykładowe ceny: 

  • woda mineralna 1,5 l - 0,16 €
  • kawa 250 g - 1,49 €
  • chleb - 1 €
  • banany 1 kg - 0,99 €
  • lokalny ser - 2,79 €
  • duża paczka chipsów - 0,74 €
  • pasta do zębów - 0,99 € 
  • mydło - 0,50 € 

MINUS: sprzedawcy narkotyków. Są wszechobecni i niezwykle natarczywi. Na każdym większym placu można spotkać typków spod ciemnej gwiazdy (tylko mężczyzn, równouprawnienia nie zaobserwowaliśmy), którzy wpadają na przechodniów i teatralnym szeptem proponują a to marihuanę, a to kokę, a to hasz. Pół biedy, gdyby przechodzili mimo i szeptali cicho, ale oni wręcz zachodzą drogę. Kiedy na jednym placu zaczepiało nas kilku osobników, a pan Marchewka na teatralne szepty i gesty zareagował równie teatralnym kręceniem głową, niemal doszło do bitki! Smutne świadectwo tego, że w legalizowaniu narkotyków nie można zatrzymywać się w połowie procesu: albo całkowity zakaz, albo punkty sprzedaży opodatkowane i sankcjonowane przez państwo. Zezwolenie tylko na posiadanie prowadzi do rozkwitu działalności kryminalnej.  


PLUS: komunikacja, która w Lizbonie działa niezwykle sprawnie. Jeszcze na lotnisku możemy nabyć w automatach bilet wielokrotnego użytku, czyli kartę VIVA Viagem. Karta kosztuje 50 centów i można w każdej chwili doładować ją dowolną kwotą. Korzystanie z karty w autobusach, tramwajach, pociągach (na trasie Lizbona - Cascais), metrze czy na promie gwarantuje zniżki na każdy przejazd. Aha, za podróż metrem płacimy raz i przesiadamy się dowolnie! 



Podróż metrem po Lizbonie to dodatkowo doznania architektoniczne, gdyż każda stacja wygląda inaczej! Baixa-Chiado jest ogromna i wyłożona białymi kaflami, stację Oriente zdobią azulejos z superbohaterami, zaś w Cais do Sodré zobaczymy ogromnego białego królika (tak, tego od Alicji). 


MINUS: upał i brak klimy. Połączenie niezwykle niefortunne. Nie wiedzieć czemu, ale podejrzewamy, że jedynie z powodów ekonomicznych (Portugalia jest, nie ukrywajmy, biednym krajem), Portugalczycy klimatyzacji właściwie jeszcze nie odkryli. Występuje takowa w sklepach i niektórych knajpach, czasem w komunikacji miejskiej - ale już w wynajmowanym mieszkaniu rzadko ją uświadczysz. Myśleliśmy, że równoważy to morska bryza, jednak podczas fali upałów jest ona całkowicie nieobecna. Z piekielnie gorącej ulicy wraca się do rozgrzanego niczym piekarnik mieszkania (przynajmniej pranie szybko schło). Ot, kolejny powód, by unikać mieszkania w mieście latem.
 


PLUS: imprezy. Lizbona i jej okolice żyją wydarzeniami. Koncerty różnego typu są tu codziennością, a część z nich organizowana jest w nigdy nieodbudowanym klasztorze Karmelitów. Nam udało się trafić na wydarzenie dość znaczące dla miast nadmorskich, czyli The Tall Ships’ Races, którym towarzyszyła parada żaglowców z całego świata (w tym trzech polskich - Dar Młodzieży, Pogoria i Fryderyk Chopin). Co tu dużo pisać, w Lizbonie nie można się nudzić! 



The Tall Ships’ Races. Po prawej Dar Młodzieży:
The Tall Ships’ Races 2016, Lisbon
[kliknij, aby powiększyć]

MINUS: tłumy, nieprzebrane tłumy. "Worse than a Sunday night in Dublin", jak podsumował mijający nas anglojęzyczny przechodzień.  Nic dodać, nic ująć - unikać Lizbony w środku sezonu, jeśli ceni się ciszę i spokój, a celem wakacji jest pływanie i zwiedzanie, a nie nocne imprezowanie i dzienne imprez odsypianie. 


PLUS: pasmanterie i sklepy z tkaninami
. W Portugalii się szyje! I to dużo, zważywszy na to, że pasmanterie i sklepy z tkaninami mają się tu naprawdę świetnie. Asortyment naprawdę powala z nóg. Niestety, jak w każdym kraju strefy euro, można tu bez problemu zbankrutować - za plastikową klamrę do paska zapłaciłam 4,50 €.   


MINUS: pułapki na turystów. Cała Lizbona sprawia wrażenie jednej wielkiej tourist trap. Ze świecą tu szukać tu sklepów, gdzie można kupić autentyczny kawałek Portugalii, a nie spreparowaną pod turystów podróbkę. Oczywiście że tak jest w każdym „wczasowym” mieście i miasteczku, jednak to właśnie w Lizbonie szczególnie trudno było nam znaleźć miejsca nienastawione na oskubanie przyjezdnych do gołego portfela.  
 



PLUS: lody z lodziarni Santini, dostępne zarówno w pierwszym lokalu w Cascais, jak i w jednym z oddziałów, a nawet na Time Out Market (my spożywaliśmy je głównie tam). Zdecydowanie najlepsze lody, jakie jedliśmy w życiu (sic!). Jedyna lodziarnia, gdzie lody arbuzowe smakują tak naturalnie, że zastanawiasz się, dlaczego ten zmrożony arbuz nie ma pestek. Warto spróbować wszystkich smaków, zwłaszcza sorbetowych. Jednak absolutnie bezkonkurencyjny jest sorbet malinowo-limonkowy, nie bez powodu bijący tego lata rekordy sprzedaży!   


A na koniec PLUS GIGANT. Takie rzeczy się tu będą działy:


Vintage Festival, Lisbon
[kliknij, aby powiększyć]