16 listopada 2012

Otwieraj ostrożnie, ktoś może być za drzwiami...

38 raz(y) skomentowano
... czyli, co robiliśmy w Ikei po godzinach.

13 listopada o godzinie 19:00 spotkaliśmy się pod Halą Targową z dwudziestoosobową grupą wrocławskich blogerów w celu przyłączenia się do akcji "IKEA - Przystanek: Kuchnia"*.

Spotkanie to miało być wyjątkowe, bo przemieszczające się po całym mieście. Jako że mieliśmy wziąć udział w quizie, tuż po sprawdzeniu obecności ruszyliśmy w kierunku busa, pod którym podzieliliśmy się (w drodze losowania) na cztery kilkuosobowe grupy - Pascali (w tej grupie byliśmy z panem Marchewką), Kuroniów, Ramseyów i Makłowiczów.

Dwa zadania wykonaliśmy jeszcze pod Halą Targową, a potem wsiedliśmy do busa i ruszyliśmy w drogę. Pokrążyliśmy chwilę po Wrocławiu i dotarliśmy do dwóch kolejnych przystanków* - pod Dworcem Głównym i już pod samym sklepem IKEA na Bielanach, gdzie czekały na nas kolejne quizowe zadania.

Wspólnymi siłami doprowadziliśmy grupę Pascali do zwycięstwa. W nagrodę dostaliśmy torbę wypełnioną łakociami i najnowszym katalogiem w rozmiarze XXL (takim, jak ten, na którego okładce było moje zdjęcie).

Jedziemy! Za nami panowie z Informacyjnego 7dejsa:**
marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Dobra mina do złej gry:
marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

A i tak wygraliśmy: marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Po wejściu do sklepu ruszyliśmy prosto do pracowniczej kantyny, gdzie "szwedzki" kucharz zapoznał nas z przygotowanym posiłkiem - klopsikami i łososiem - oraz dodatkami. 

Czekał też tam na nas stół zastawiony najlepszymi słodyczami.

Siedzimy w kantynie: marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Jedzenie! A właściwie deser.Blogers visiting IKEA
 
Jemy i pijemy (chyba za dużo, bo jakaś niewyraźna jestem): marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Kiedy klopsiki i rybki zniknęły z talerzy, a część osób przysnęła, wypiwszy wielki termos grzanego wina z glöggiem, zaproszono nas do zwiedzenia zamkniętego już dla klientów sklepu.

Z ogólnodostępnego magazynu ruszyliśmy do niedostępnej dla kupujących części, w której sortuje się odpady (papier, plastik, szkło). Tam zapoznano nas z działaniem sortowni oraz magazynu zewnętrznego. Następnie przeszliśmy do działu kuchennego (którego tyczyła się sama akcja). Zwiedziliśmy również biura. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się nalepki na drzwiach, w tym instrukcje BHP w toaletach. Po drodze chętni mogli się wykąpać w basenie z piłeczkami. Tak, tym basenie dla małych dzieci!

Po zakończeniu nocnego obchodu wróciliśmy do kantyny, a potem udaliśmy się na grupową sesję przy kasach.

Zaczynamy zwiedzanie - pustki i cisza tuż za kasami:Blogers visiting IKEA

Pan Marchewka idzie pływać: marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Wkradamy się do biur (ciii!). Ładnie tam mają, prawda?marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Do pracowniczych toalet i korytarzy: marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Pan Marchewka postanawia odpocząć po długim spacerze na współczesnej wersji fotela z 1951 r. (i od razu na niego zachorował):
marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Na koniec pozujemy przemiłemu panu fotografowi, który z radością strzelał nam lampą błyskową po oczach: marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Tę naprawdę udaną akcję zorganizowali twórcy Studium Przypadku oraz wrocławska agencja Highlite PR

Mimo niewielkich niedociągnięć (Dlaczego glögga nie podano w busie, ja się pytam! ;]) i palarni w kantynie, która przyprawiła mnie o atak wysypki, zabawa była przednia. Świetnym pomysłem było zgromadzenie blogerów zajmujących się przeróżnymi dziedzinami (od mody przez gotowanie i rękodzieło po social media).

Pan Marchewka dodaje od siebie w podpunktach:

Co mi się podobało:
  • Możliwość obejrzenia ikeowego zaplecza i pogadania z ikeowymi ludźmi.
  • Żarło (pyszne było).
  • Dobór blogerów. Dzięki temu, że reprezentowali różne blogerskie dziedziny, można było poznać ciekawych ludzi, a relacje z imprezy (jak mniemam) zyskają dzięki różnym punktom widzenia.
  • Fotel!!! Remake fotela z lat 50. zeszłego wieku okazał się tak wygodny, że kiedy się w niego zapadłem, poczułem, jakbym się w nim urodził. Już sobie wyobrażam, jak by wyglądał w naszym mieszkaniu.
  • Kąpiel w kulkach. Ze względu na mój zaawansowany wiek – pierwsza w życiu (w moim dzieciństwie takich atrakcji nie było).
  • Bycie kapitanem zwycięskiej drużyny :-).
  • Prezenty (zwłaszcza foremki i glögg).

Na co bym ponarzekał:
  • Konkursy były za łatwe! Szkoda, że nie wymagały większego główkowania – większość zadań dało się rozwiązać dzięki połączeniu szczęścia i sprawnego posługiwania się smartfonem ;-).
  • Pogoda nie sprzyjała eksploracji przystanków. Może sytuację poprawiłaby ciepła herbata lub glögg?
  • Szkoda, że nie stworzono więcej okazji do rozmowy z ikeowcami – i do zadawania pytań! To, co udało się w przelocie usłyszeć, było arcyciekawe.
  • Skoro już gadaliśmy o projektowaniu kuchni i o służącym do tego programie, przydałaby się tegoż programu prezentacja. Wyszukiwanie w nim błędów to takie moje małe hobby ;-).
  • Ze względu na samopoczucie niepalących pracowników mam nadzieję, że w nowej Ikei palarnia będzie lepiej oddzielona od jadalni. Skutki wdychania dymu odczuwałem jeszcze przez cały następny dzień.

Mamy z panem Marchewką nadzieję, że podobne spotkanie zostanie zorganizowana tuż przed otwarciem nowego, trzypiętrowego i bardzo ekologicznego budynku IKEA. 

---
* Na kilku wrocławskich przystankach pojawiły się plakaty z kodem, który można zeskanować smartfonem i obejrzeć zaaranżowaną na przystankowej niewielkiej przestrzeni kuchnię.

** Zdjęcia opatrzone marchewkowym logo zostały wykonane przez nas telefonem. Te bez logo wykonał fotograf agencji Highlite PR.

11 listopada 2012

Marchewka recenzuje: kosmetyki Mariza

50 raz(y) skomentowano
Się skusiłam. Kilkukrotnie odrzucałam propozycje recenzowania kosmetyków, bo co ja tam wiem o makijażu...

Kiedy jednak odezwała się do mnie przedstawicielka marki Mariza (jak ta pieśniarka fado), nie byłam w stanie odmówić, a  to dlatego, że Mariza to nasza krajowa i zdecydowanie tańsza odpowiedź na Avon czy Oriflame.
Kosmetyki tej firmy rozprowadzane są przez konsultantki, a wyboru dokonuje się przy pomocy katalogu (tu można go pobrać*). Znajdziemy w nim całą gamę nietestowanych na zwierzętach produktów do pielęgnacji - olejki, kremy, mleczka, toniki, żele pod prysznic, dezodoranty (część produktów również w wersji dla mężczyzn) - i makijażu, z której kilka trafiło w moje ręce.

Takiej góry kolorowych kosmetyków, chyba nigdy w domu nie miałam ;].

No to lecimy po kolei.

marchewkowa, blog, szafiarka, recenzja, kosmetyki, Mariza, polska firma kosmetyczna
[kliknij, aby powiększyć]

 FLUIDY I KREMY

Aksamitnego fluidu matująco-kryjącego nr 4947.12 (jasny beż) jeszcze nie wypróbowałam, ale dobrałam się do dwóch próbek - oliwkowego kremu intensywnie regenerującego i podkładu matującego oil free (kolor porcelanowy, nr 5180.20) - które pozytywnie mnie zaskoczyły.
 
Nie jestem zwolenniczką produktów wieloskładnikowych, a moja pielęgnacja twarzy opiera się wyłącznie na wazelinie (cerę mam bardzo, bardzo, bardzo suchą), mydle marsylskim i peelingu z kawy, dlatego z rezerwą podchodzę do wszelkich mazideł. Oliwkowy krem Marizy przetestowałam najpierw na nadgarstku, a że nie wywołał uczulenia, odważyłam się nałożyć go na skórę twarzy. Zgodnie z obietnicą producenta krem faktycznie ma wyjątkowo aksamitną i miłą konsystencję. Bardzo szybko się wchłania, natychmiastowo wygładza i napina skórę! Świetnie likwiduje uczucie ściągnięcia, ale nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. W dodatku bardzo delikatnie i niedrażniąco pachnie.

Podobnie było z podkładem matującym oil free. Najpierw trafił na nadgarstek, a że nie uczulił, trafił na mą twarz. Faktycznie, w tym produkcie nie czuć tłuszczu. Produkt jest gęsty, ale w zetknięciu ze skórą staje się lekki i jakby wodnisty. Bardzo łatwo się rozprowadza i wchłania ekspresowo. Co ciekawe, w ogóle nie wysusza i nie podkreśla przesuszonych miejsc (a matujące podkłady zawsze robią z mojej twarzy pustynię). Ładnie wyrównuje kolor skóry i dość mocno kryje - drobne zaczerwienienia znikają bez śladu.
Oba produkty zasługują na wielkiego plusa!

marchewkowa, blog, szafiarka, recenzja, kosmetyki, Mariza, polska firma kosmetyczna
[kliknij, aby powiększyć]

 RÓŻE I PUDRY

Wszystkie zamknięte w solidnych czarnych opakowaniach z przeźroczystą klapką. Róży podwójnych - nr 4961.02 i nr 4961.01 - jeszcze nie wypróbowałam, ale na matowy (całkowicie pozbawiony mieniących się drobinek) w okrągłym pudełeczku rzuciłam się od razu.  Odcień, który widzicie na zdjęciu, to nr 5289 czyli chłodna malwa. Ta nazwa świetnie opisuje nie tylko kolor (jasny, zimy róż), ale i przepiękny, kwiatowy zapach produktu. Mogłabym go wąchać godzinami. Co ciekawe, po nałożeniu na policzki, nadal czuć tę przyjemną woń.
Sam róż to zbity, czysty pigment. W ogóle się nie kruszy, a w trakcie nabierania na pędzel nie sypią nawet najmniejsze drobinki.

Kuleczki rozświetlające (nr 4268) to na szczęście próbka, ale nie dlatego, że są złe (wręcz przeciwnie, przepięknie rozświetlają), tylko dlatego, że pełne opakowanie zużywałabym przez najbliższe 10 lat.

marchewkowa, blog, szafiarka, recenzja, kosmetyki, Mariza, polska firma kosmetyczna
[kliknij, aby powiększyć] 

CIENIE

Paleta różowych cieni do powiek nr 4015.06 zawiera pięć lekko perłowych cieni (ciemniejsze odcienie mają mniej błyszczących drobinek). Wszystkie mają sporo pigmentu i są dobrze widoczne na skórze. Mimo że w trakcie nakładania produkt nieco się kruszy, na powiekach tworzy gładką powłokę, która nie zbiera się w załamaniach. Trzyma się świetnie, nawet bez bazy. Opakowanie jest lekkie, ale solidne i gładko wykończone. Zdecydowanym minusem jest pacynka, z której na pewno nie skorzystamy. Ale co tam pacynka, cała paletka kosztuje zaledwie 14 zł.

POMADKI I BŁYSZCZKI

Pomadki, które do mnie dotarły to nr 4664.07 (w katalogu i na zdjęciach wygląda na naturalny róż, w rzeczywistości bliżej mu do ceglastego) i nr 4664.05 (w katalogu wygląda na koralowo-brzoskwiniowy, w rzeczywistości to jasna fuksja). Obie perłowe i obie niestety praktycznie na moich ustach niewidoczne. Kolory, choć bardzo mi się podobają, są transparentne i całkowicie zlewają się z naturalnym odcieniem moich warg. Zdecydowanie przypadną do gustu osobom, które preferują naturalne usta, przyozdobione delikatną poświatą. 
Obie szminki nakłada się bardzo przyjemnie. Są miękkie i delikatnie natłuszczające. Ich zapach, pudrowo-kwiatowy, przypomina mi pomadki Celii sprzed lat. 
Co do opakowania, to muszę się zgodzić z panującą w sieci opinią - jest nie najlepsze. Plastik jest bardzo miękki, a jedna z pomadek po wykręceniu sama się chowa. Bez pędzelka nie da rady!

Błyszczki Selective - nr 33 (brzoskwiniowy) i nr 32 (bardzo jasny chłodny róż, wpadający we wrzosowy) - podobnie jak pomadki są raczej transparentne. Brzoskwiniowy nadaje jedynie blask i całkiem ładnie komponuje się z wszelakimi pomadkami. Wrzosowy za to mocno rozjaśnia skórę warg (niestety, moje wyglądają na białe). Konsystencja obu jest dość gęsta i odrobinę kleista, co nieco utrudnia rozprowadzenie produktu. Spory plus należy się za zapach - melonowy!

marchewkowa, blog, szafiarka, recenzja, kosmetyki, Mariza, polska firma kosmetyczna, half-moon manicure, półksiężycowy, retro
[kliknij, aby powiększyć] 
Manicure półksiężycowy (half-moon)

LAKIERY

A na koniec wielki hicior. Kosztujące 4,30 zł lakiery w wersji mini (5 ml) są dla mnie objawieniem. Wraz z pozostałymi kosmetykami dotarły do mnie dwa kolory - 0012.18 (terakotowy, bez drobinek) i 0012.10 (perłowy jasny ciepły róż). Tak dobrze kryjących lakierów jeszcze nie miałam. Wystarczy jedna warstwa, aby dokładnie pokryć płytkę paznokcia, nawet pokrytego już innym kolorem (jak widać na powyższym zdjęciu). Pędzelek jest taki, jak lubię - dość wąski, ale ułatwiający szybkie i precyzyjne nałożenie produktu. W przeciwieństwie do szminek opakowaniu nie można nic zarzucić - nakrętka jest wykonana z gładkiego, grubego plastiku (na pewno nie pęknie).
Nie wiem, czy mogę wypowiadać się na temat trwałości, bo zwykle lakiery zmywam przed każdym szyciem, a więc rzadko trzymam je na paznokciach dłużej niż kilkanaście godzin, ale w tym czasie nie zauważyłam odpryśnięć i otarć. Jedna warstwa produktu schnie wyjątkowo szybko i tworzy twardą powłokę.

Wszystkie kosmetyki kolorowe pojawią się jeszcze na mojej twarzy przy okazji notek z zestawami.


Jeśli chcecie zamówić kosmetyki (bez kosztów wysyłki po wcześniejszej wpłacie na konto), zapoznać się ze składami produktów lub zadać pytanie odnośnie współpracy z firmą Mariza, kontaktujcie się panią Grażyną pod adresem grazyna@mariza-kosmetyki.eu.


* Uwaga, uwaga! Aby pobrać katalog ze strony Marizy, wystarczy na niego kliknąć (jeśli przekierowuje Was do rejestracji, wypróbujcie ten link). Rejestracja dotyczy tylko konsultantek.