18 grudnia 2012

Witaj siostro! Co tu dużo pisać... Pasujemy do siebie!

50 raz(y) skomentowano
Takimi słowami przywitała mnie dostarczona wczoraj przez rowerowego kuriera (nawet nie wiedziałam, że takich kurierów mamy we Wrocławiu) wielka pluszowa marchewka, która promuje ikeową akcję "1 euro to majątek". 

Jest to coroczna akcja, która zaczyna się tuż przed świętami Bożego Narodzenia, a w tym roku trwa do 29 grudnia. Jej zasady są niezwykle proste. Każda osoba, która nabędzie w sklepie IKEA pluszaka (Pan Marchewka na przykład zakupił łosia dla swojej bratanicy), dołoży 1 euro do puli przekazywanej na rzecz UNICEF-u. Fundusze te przekazywane są na rozwój edukacji dzieci w krajach najbardziej potrzebujących.

Dodatkowo we Wrocławskim sklepie IKEA zakupioną siostrę Marchewę lub pana Brokuła (czy innego pluszaka) można wrzucić do specjalnego pojemnika ustawionego przy kasach. Dzięki temu trafi do maluchów leczących się w Klinice Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu, jak zapewnia siora Marchewa.

A teraz rzućcie na nią okiem. 
Czyż nie jest urocza?

blog szafiarsko-krawiecki, IKEA, Highlite PR, akcja charytatywna, pluszaki, zabawki, UNICEF, 1 euro, siostra Marchewa
[kliknij, aby powiększyć] 

blog szafiarsko-krawiecki, IKEA, Highlite PR, akcja charytatywna, pluszaki, zabawki, UNICEF, 1 euro, siostra Marchewa
[kliknij, aby powiększyć] 

Siostra Marchewa dotarła do mnie dzięki uprzejmości IKEA Wrocław (tu znajdziecie więcej informacji na temat akcji) i agencji reklamowej Highlite PR.

A na koniec czas na autopromocję!
W piątek ukazał się styczniowy (to się w tym miesiącu pośpieszyli) numer Burdy, a w nim cała strona poświęcona mojej instrukcji dorabiania kołnierzyka do sukienki z wydania wrześniowego. O:

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, artykuł, instrukcja, Burda 1/2013
[kliknij, aby powiększyć] 

9 grudnia 2012

Że niby projektantką jestem, czyli "Encyklopedię materiałów odzieżowych" recenzuję

26 raz(y) skomentowano
Pan Marchewka nigdy się nie myli, kiedy wybiera dla mnie książki. Tym razem na wrocławskich targach książki trafił na Encyklopedię materiałów odzieżowych. Podręcznik kreatywnego doboru tkanin dla projektantów autorstwa Gail Baugh, którą zanabył jako mikołajkowy prezent.

Książką jestem zachwycona, bo nie jest to publikacja wypełniona ogólnikami, a prawdziwy podręcznik, ułatwiający naukę rozpoznawania, wybierania i szycia poszczególnych materiałów. Autorka promuje odpowiedzialne projektowanie polegające na rozważnym doborze materiałów i znajomości cyklu 'życia' ubiorów.

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, recenzja, książka, publikacja, Encyklopedia materiałów odzieżowych, tkaniny, dzianiny, materiały, dodatki pasmanteryjne
[kliknij, aby powiększyć] 

Swoją opowieść zaczyna od rozważań na temat przyszłości przemysłu odzieżowego oraz omówienia podstawowych pojęć związanych z przemysłem włókienniczym (tu dowiemy się, czym jest włókno, na czym polega barwienie i uszlachetnianie i jak gotowy materiał konserwować).

Największą część podręcznika zajmuje bardzo szczegółowy leksykon materiałów. Opis każdej tkaniny (batyst, broadcloth, oxford, tafta, szantung, len, dżins, gabardyna, ottomane, krepon itd.), dzianiny (dżersej, cienkie dzianiny maszynowe, siatki, french terry itd.) czy dodatku (wkłady odzieżowe, lamówki, taśmy do zadań specjalnych, frędzle itd.) zajmuje przynajmniej jedną stronę (zwykle 2-3). Autorka informuje tu o cechach charakterystycznych, zaletach i wadach danego materiału. Uwzględnia jego pochodzenie, typowy skład oraz doradza sposób wykorzystania oraz krojenia i szycia. Na przykład:

Rada dla projektantów
Sztuczne futra należy ciąć po lewej stronie żyletką lub nożem tapicerskim. Nigdy nie powinno się ich kroić nożyczkami ani po prawej stronie.
Rada dla projektantów
Przy swoim stosunkowo luźnym splocie satyna łatwo się strzępi. Aby zapobiec zaciąganiu nitek podczas szycia, najlepiej używać igieł z okrągłym czubkiem (takich jak do dżerseju).

Te wszystkie przystępnie podane informacje opatrzone są pięknymi zdjęciami próbek oraz gotowej odzieży na modelkach i modelach.
Dodatkowo poczytamy tu o sposobach układania zakładek i kontrafałd, plisowaniu, marszczeniu czy też szyciu gorsetów.

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, recenzja, książka, publikacja, Encyklopedia materiałów odzieżowych, tkaniny, dzianiny, materiały, dodatki pasmanteryjne
[kliknij, aby powiększyć] 

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, recenzja, książka, publikacja, Encyklopedia materiałów odzieżowych, tkaniny, dzianiny, materiały, dodatki pasmanteryjne
[kliknij, aby powiększyć] 

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, recenzja, książka, publikacja, Encyklopedia materiałów odzieżowych, tkaniny, dzianiny, materiały, dodatki pasmanteryjne
[kliknij, aby powiększyć] 

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, recenzja, książka, publikacja, Encyklopedia materiałów odzieżowych, tkaniny, dzianiny, materiały, dodatki pasmanteryjne
[kliknij, aby powiększyć] 

Publikację kończy tabela podsumowująca i zbierająca wszystkie informacje zawarte na poprzednich stronach. 

Ta książka to naprawdę coś! Czyta się ją, jak najlepszy kryminał i z pewnością skorzystają z niej osoby szyjące od lat, jak i ci, którzy do maszyny dopiero zasiadają. Co ważne, wydano ją na kredowym papierze, więc nie ulegnie szybkiemu zniszczeniu w trakcie kolejnych przeglądań.

Mój egzemplarz z pewnością będzie mi towarzyszył w trakcie każdych materiałowych zakupów.

W notce udział wzięła:


7 grudnia 2012

Prawo serii

56 raz(y) skomentowano
Jak już się jedna rzecz popsuje, to wiadomo, że może być tylko gorzej. Wszystko zaczęło się od zbitej żarówki do lampy fotograficznej (bez niej zimowe zdjęcia w domu są ciemniejsze niż najciemniejsza otchłań ;]) i allegrowego sprzedawcy, który zamiast nowej wysłał używaną. 
Potem poszło już gładko - tu się rozchorowałam, a tam musiałam wyjechać. I tak minęły dłuuugie trzy tygodnie.
Żeby zrównoważyć te wszystkie "tragedie", ciachnęłam włosy rękami mamy i nabyłam moherowy beret z kokardą.  Odrobinę pomogło!

Pan Marchewka zaszalał telefonem i programem KitCam, bo aparat domyślny odmówił, mam nadzieję, że chwilowo, posłuszeństwa:

marchewkowa, blog, szafiarka, retro, moherowy beret, szaleo, rękawiczki skórzane, ko-moda, kosmetyki, mariza marchewkowa, blog, szafiarka, retro, moherowy beret, szaleo, rękawiczki skórzane, ko-moda, kosmetyki, mariza marchewkowa, blog, szafiarka, retro, moherowy beret, szaleo, rękawiczki skórzane, ko-moda, kosmetyki, mariza marchewkowa, blog, szafiarka, retro, moherowy beret, szaleo, rękawiczki skórzane, ko-moda, kosmetyki, mariza
[kliknij, aby powiększyć]

Się pomalowałam: kosmetykami Mariza (recenzowałam je w tej notce
Moherowy beret z kokardą: kupiony w Szaleo.pl
Skórzane rękawiczki: dostały mi się od Ko-moda.com, T.Kowalski

16 listopada 2012

Otwieraj ostrożnie, ktoś może być za drzwiami...

38 raz(y) skomentowano
... czyli, co robiliśmy w Ikei po godzinach.

13 listopada o godzinie 19:00 spotkaliśmy się pod Halą Targową z dwudziestoosobową grupą wrocławskich blogerów w celu przyłączenia się do akcji "IKEA - Przystanek: Kuchnia"*.

Spotkanie to miało być wyjątkowe, bo przemieszczające się po całym mieście. Jako że mieliśmy wziąć udział w quizie, tuż po sprawdzeniu obecności ruszyliśmy w kierunku busa, pod którym podzieliliśmy się (w drodze losowania) na cztery kilkuosobowe grupy - Pascali (w tej grupie byliśmy z panem Marchewką), Kuroniów, Ramseyów i Makłowiczów.

Dwa zadania wykonaliśmy jeszcze pod Halą Targową, a potem wsiedliśmy do busa i ruszyliśmy w drogę. Pokrążyliśmy chwilę po Wrocławiu i dotarliśmy do dwóch kolejnych przystanków* - pod Dworcem Głównym i już pod samym sklepem IKEA na Bielanach, gdzie czekały na nas kolejne quizowe zadania.

Wspólnymi siłami doprowadziliśmy grupę Pascali do zwycięstwa. W nagrodę dostaliśmy torbę wypełnioną łakociami i najnowszym katalogiem w rozmiarze XXL (takim, jak ten, na którego okładce było moje zdjęcie).

Jedziemy! Za nami panowie z Informacyjnego 7dejsa:**
marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Dobra mina do złej gry:
marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

A i tak wygraliśmy: marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Po wejściu do sklepu ruszyliśmy prosto do pracowniczej kantyny, gdzie "szwedzki" kucharz zapoznał nas z przygotowanym posiłkiem - klopsikami i łososiem - oraz dodatkami. 

Czekał też tam na nas stół zastawiony najlepszymi słodyczami.

Siedzimy w kantynie: marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Jedzenie! A właściwie deser.Blogers visiting IKEA
 
Jemy i pijemy (chyba za dużo, bo jakaś niewyraźna jestem): marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Kiedy klopsiki i rybki zniknęły z talerzy, a część osób przysnęła, wypiwszy wielki termos grzanego wina z glöggiem, zaproszono nas do zwiedzenia zamkniętego już dla klientów sklepu.

Z ogólnodostępnego magazynu ruszyliśmy do niedostępnej dla kupujących części, w której sortuje się odpady (papier, plastik, szkło). Tam zapoznano nas z działaniem sortowni oraz magazynu zewnętrznego. Następnie przeszliśmy do działu kuchennego (którego tyczyła się sama akcja). Zwiedziliśmy również biura. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się nalepki na drzwiach, w tym instrukcje BHP w toaletach. Po drodze chętni mogli się wykąpać w basenie z piłeczkami. Tak, tym basenie dla małych dzieci!

Po zakończeniu nocnego obchodu wróciliśmy do kantyny, a potem udaliśmy się na grupową sesję przy kasach.

Zaczynamy zwiedzanie - pustki i cisza tuż za kasami:Blogers visiting IKEA

Pan Marchewka idzie pływać: marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Wkradamy się do biur (ciii!). Ładnie tam mają, prawda?marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Do pracowniczych toalet i korytarzy: marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Pan Marchewka postanawia odpocząć po długim spacerze na współczesnej wersji fotela z 1951 r. (i od razu na niego zachorował):
marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Na koniec pozujemy przemiłemu panu fotografowi, który z radością strzelał nam lampą błyskową po oczach: marchewkowa, blog, spotkanie blogerów, IKEA, Przystanek: Kuchnia, bus, quiz

Tę naprawdę udaną akcję zorganizowali twórcy Studium Przypadku oraz wrocławska agencja Highlite PR

Mimo niewielkich niedociągnięć (Dlaczego glögga nie podano w busie, ja się pytam! ;]) i palarni w kantynie, która przyprawiła mnie o atak wysypki, zabawa była przednia. Świetnym pomysłem było zgromadzenie blogerów zajmujących się przeróżnymi dziedzinami (od mody przez gotowanie i rękodzieło po social media).

Pan Marchewka dodaje od siebie w podpunktach:

Co mi się podobało:
  • Możliwość obejrzenia ikeowego zaplecza i pogadania z ikeowymi ludźmi.
  • Żarło (pyszne było).
  • Dobór blogerów. Dzięki temu, że reprezentowali różne blogerskie dziedziny, można było poznać ciekawych ludzi, a relacje z imprezy (jak mniemam) zyskają dzięki różnym punktom widzenia.
  • Fotel!!! Remake fotela z lat 50. zeszłego wieku okazał się tak wygodny, że kiedy się w niego zapadłem, poczułem, jakbym się w nim urodził. Już sobie wyobrażam, jak by wyglądał w naszym mieszkaniu.
  • Kąpiel w kulkach. Ze względu na mój zaawansowany wiek – pierwsza w życiu (w moim dzieciństwie takich atrakcji nie było).
  • Bycie kapitanem zwycięskiej drużyny :-).
  • Prezenty (zwłaszcza foremki i glögg).

Na co bym ponarzekał:
  • Konkursy były za łatwe! Szkoda, że nie wymagały większego główkowania – większość zadań dało się rozwiązać dzięki połączeniu szczęścia i sprawnego posługiwania się smartfonem ;-).
  • Pogoda nie sprzyjała eksploracji przystanków. Może sytuację poprawiłaby ciepła herbata lub glögg?
  • Szkoda, że nie stworzono więcej okazji do rozmowy z ikeowcami – i do zadawania pytań! To, co udało się w przelocie usłyszeć, było arcyciekawe.
  • Skoro już gadaliśmy o projektowaniu kuchni i o służącym do tego programie, przydałaby się tegoż programu prezentacja. Wyszukiwanie w nim błędów to takie moje małe hobby ;-).
  • Ze względu na samopoczucie niepalących pracowników mam nadzieję, że w nowej Ikei palarnia będzie lepiej oddzielona od jadalni. Skutki wdychania dymu odczuwałem jeszcze przez cały następny dzień.

Mamy z panem Marchewką nadzieję, że podobne spotkanie zostanie zorganizowana tuż przed otwarciem nowego, trzypiętrowego i bardzo ekologicznego budynku IKEA. 

---
* Na kilku wrocławskich przystankach pojawiły się plakaty z kodem, który można zeskanować smartfonem i obejrzeć zaaranżowaną na przystankowej niewielkiej przestrzeni kuchnię.

** Zdjęcia opatrzone marchewkowym logo zostały wykonane przez nas telefonem. Te bez logo wykonał fotograf agencji Highlite PR.

11 listopada 2012

Marchewka recenzuje: kosmetyki Mariza

50 raz(y) skomentowano
Się skusiłam. Kilkukrotnie odrzucałam propozycje recenzowania kosmetyków, bo co ja tam wiem o makijażu...

Kiedy jednak odezwała się do mnie przedstawicielka marki Mariza (jak ta pieśniarka fado), nie byłam w stanie odmówić, a  to dlatego, że Mariza to nasza krajowa i zdecydowanie tańsza odpowiedź na Avon czy Oriflame.
Kosmetyki tej firmy rozprowadzane są przez konsultantki, a wyboru dokonuje się przy pomocy katalogu (tu można go pobrać*). Znajdziemy w nim całą gamę nietestowanych na zwierzętach produktów do pielęgnacji - olejki, kremy, mleczka, toniki, żele pod prysznic, dezodoranty (część produktów również w wersji dla mężczyzn) - i makijażu, z której kilka trafiło w moje ręce.

Takiej góry kolorowych kosmetyków, chyba nigdy w domu nie miałam ;].

No to lecimy po kolei.

marchewkowa, blog, szafiarka, recenzja, kosmetyki, Mariza, polska firma kosmetyczna
[kliknij, aby powiększyć]

 FLUIDY I KREMY

Aksamitnego fluidu matująco-kryjącego nr 4947.12 (jasny beż) jeszcze nie wypróbowałam, ale dobrałam się do dwóch próbek - oliwkowego kremu intensywnie regenerującego i podkładu matującego oil free (kolor porcelanowy, nr 5180.20) - które pozytywnie mnie zaskoczyły.
 
Nie jestem zwolenniczką produktów wieloskładnikowych, a moja pielęgnacja twarzy opiera się wyłącznie na wazelinie (cerę mam bardzo, bardzo, bardzo suchą), mydle marsylskim i peelingu z kawy, dlatego z rezerwą podchodzę do wszelkich mazideł. Oliwkowy krem Marizy przetestowałam najpierw na nadgarstku, a że nie wywołał uczulenia, odważyłam się nałożyć go na skórę twarzy. Zgodnie z obietnicą producenta krem faktycznie ma wyjątkowo aksamitną i miłą konsystencję. Bardzo szybko się wchłania, natychmiastowo wygładza i napina skórę! Świetnie likwiduje uczucie ściągnięcia, ale nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. W dodatku bardzo delikatnie i niedrażniąco pachnie.

Podobnie było z podkładem matującym oil free. Najpierw trafił na nadgarstek, a że nie uczulił, trafił na mą twarz. Faktycznie, w tym produkcie nie czuć tłuszczu. Produkt jest gęsty, ale w zetknięciu ze skórą staje się lekki i jakby wodnisty. Bardzo łatwo się rozprowadza i wchłania ekspresowo. Co ciekawe, w ogóle nie wysusza i nie podkreśla przesuszonych miejsc (a matujące podkłady zawsze robią z mojej twarzy pustynię). Ładnie wyrównuje kolor skóry i dość mocno kryje - drobne zaczerwienienia znikają bez śladu.
Oba produkty zasługują na wielkiego plusa!

marchewkowa, blog, szafiarka, recenzja, kosmetyki, Mariza, polska firma kosmetyczna
[kliknij, aby powiększyć]

 RÓŻE I PUDRY

Wszystkie zamknięte w solidnych czarnych opakowaniach z przeźroczystą klapką. Róży podwójnych - nr 4961.02 i nr 4961.01 - jeszcze nie wypróbowałam, ale na matowy (całkowicie pozbawiony mieniących się drobinek) w okrągłym pudełeczku rzuciłam się od razu.  Odcień, który widzicie na zdjęciu, to nr 5289 czyli chłodna malwa. Ta nazwa świetnie opisuje nie tylko kolor (jasny, zimy róż), ale i przepiękny, kwiatowy zapach produktu. Mogłabym go wąchać godzinami. Co ciekawe, po nałożeniu na policzki, nadal czuć tę przyjemną woń.
Sam róż to zbity, czysty pigment. W ogóle się nie kruszy, a w trakcie nabierania na pędzel nie sypią nawet najmniejsze drobinki.

Kuleczki rozświetlające (nr 4268) to na szczęście próbka, ale nie dlatego, że są złe (wręcz przeciwnie, przepięknie rozświetlają), tylko dlatego, że pełne opakowanie zużywałabym przez najbliższe 10 lat.

marchewkowa, blog, szafiarka, recenzja, kosmetyki, Mariza, polska firma kosmetyczna
[kliknij, aby powiększyć] 

CIENIE

Paleta różowych cieni do powiek nr 4015.06 zawiera pięć lekko perłowych cieni (ciemniejsze odcienie mają mniej błyszczących drobinek). Wszystkie mają sporo pigmentu i są dobrze widoczne na skórze. Mimo że w trakcie nakładania produkt nieco się kruszy, na powiekach tworzy gładką powłokę, która nie zbiera się w załamaniach. Trzyma się świetnie, nawet bez bazy. Opakowanie jest lekkie, ale solidne i gładko wykończone. Zdecydowanym minusem jest pacynka, z której na pewno nie skorzystamy. Ale co tam pacynka, cała paletka kosztuje zaledwie 14 zł.

POMADKI I BŁYSZCZKI

Pomadki, które do mnie dotarły to nr 4664.07 (w katalogu i na zdjęciach wygląda na naturalny róż, w rzeczywistości bliżej mu do ceglastego) i nr 4664.05 (w katalogu wygląda na koralowo-brzoskwiniowy, w rzeczywistości to jasna fuksja). Obie perłowe i obie niestety praktycznie na moich ustach niewidoczne. Kolory, choć bardzo mi się podobają, są transparentne i całkowicie zlewają się z naturalnym odcieniem moich warg. Zdecydowanie przypadną do gustu osobom, które preferują naturalne usta, przyozdobione delikatną poświatą. 
Obie szminki nakłada się bardzo przyjemnie. Są miękkie i delikatnie natłuszczające. Ich zapach, pudrowo-kwiatowy, przypomina mi pomadki Celii sprzed lat. 
Co do opakowania, to muszę się zgodzić z panującą w sieci opinią - jest nie najlepsze. Plastik jest bardzo miękki, a jedna z pomadek po wykręceniu sama się chowa. Bez pędzelka nie da rady!

Błyszczki Selective - nr 33 (brzoskwiniowy) i nr 32 (bardzo jasny chłodny róż, wpadający we wrzosowy) - podobnie jak pomadki są raczej transparentne. Brzoskwiniowy nadaje jedynie blask i całkiem ładnie komponuje się z wszelakimi pomadkami. Wrzosowy za to mocno rozjaśnia skórę warg (niestety, moje wyglądają na białe). Konsystencja obu jest dość gęsta i odrobinę kleista, co nieco utrudnia rozprowadzenie produktu. Spory plus należy się za zapach - melonowy!

marchewkowa, blog, szafiarka, recenzja, kosmetyki, Mariza, polska firma kosmetyczna, half-moon manicure, półksiężycowy, retro
[kliknij, aby powiększyć] 
Manicure półksiężycowy (half-moon)

LAKIERY

A na koniec wielki hicior. Kosztujące 4,30 zł lakiery w wersji mini (5 ml) są dla mnie objawieniem. Wraz z pozostałymi kosmetykami dotarły do mnie dwa kolory - 0012.18 (terakotowy, bez drobinek) i 0012.10 (perłowy jasny ciepły róż). Tak dobrze kryjących lakierów jeszcze nie miałam. Wystarczy jedna warstwa, aby dokładnie pokryć płytkę paznokcia, nawet pokrytego już innym kolorem (jak widać na powyższym zdjęciu). Pędzelek jest taki, jak lubię - dość wąski, ale ułatwiający szybkie i precyzyjne nałożenie produktu. W przeciwieństwie do szminek opakowaniu nie można nic zarzucić - nakrętka jest wykonana z gładkiego, grubego plastiku (na pewno nie pęknie).
Nie wiem, czy mogę wypowiadać się na temat trwałości, bo zwykle lakiery zmywam przed każdym szyciem, a więc rzadko trzymam je na paznokciach dłużej niż kilkanaście godzin, ale w tym czasie nie zauważyłam odpryśnięć i otarć. Jedna warstwa produktu schnie wyjątkowo szybko i tworzy twardą powłokę.

Wszystkie kosmetyki kolorowe pojawią się jeszcze na mojej twarzy przy okazji notek z zestawami.


Jeśli chcecie zamówić kosmetyki (bez kosztów wysyłki po wcześniejszej wpłacie na konto), zapoznać się ze składami produktów lub zadać pytanie odnośnie współpracy z firmą Mariza, kontaktujcie się panią Grażyną pod adresem grazyna@mariza-kosmetyki.eu.


* Uwaga, uwaga! Aby pobrać katalog ze strony Marizy, wystarczy na niego kliknąć (jeśli przekierowuje Was do rejestracji, wypróbujcie ten link). Rejestracja dotyczy tylko konsultantek. 

30 października 2012

Co robić, jak wyposażyć sukienkę w kołnierzyk

33 raz(y) skomentowano
Tak, jak obiecałam dwa tygodnie temu (a potem powaliło mnie angino-grypo-przeziębienio-coś, a właściwie nadal powala), zamieszczam instrukcję rysowania wykroju kołnierzyka, który będzie wyglądał jak niewielki golf.

Taką metodę opracowałam sobie w trakcie szycia sukienki w kratkę (model 108 z Burdy 9/2012) i odbiega ona nieco od tych, które można znaleźć w sieci. Można z niej swobodnie skorzystać przy doszywaniu kołnierzyków do innych modeli sukienek czy bluzek.

Zaczynamy!

marchewkowa, blog szafiarsko-krawiecki, szycie, moda, retro, wykrój, tutorial, instrukcja, jak zrobić kołnierzyk w sukience, rysunek
Rys. 1: Wycięte z papieru* części wykroju - przód i tył sukienki - łączymy na szwie ramienia. Jeśli sukienka tego wymaga, zmniejszamy podkrój szyi (w modelu 108 z Burdy 9/2012 był łódkowy i wymagał niewielkich zmian). Połączone elementy możemy skleić kawałkiem taśmy, aby się nie rozjeżdżały. Na nie kładziemy spory kawałek papieru, na którym będziemy rysować nasz kołnierzyk. Przypinamy go szpilkami. Rysujemy linię podkroju szyi (na rys. 1 zaznaczona na fioletowo).

Rys. 2: Na tym etapie musimy ustalić szerokość kołnierzyka. Mój ma 8 cm. Odcinki o takiej długości rysujemy wzdłuż wewnętrznych brzegów przodu i tyłu. Teraz możemy zdjąć papier z odrysowaną częścią kołnierza.

Rys. 3: Rysujemy zewnętrzny brzeg kołnierza, odmierzając od wewnętrznego 8 cm. Wykrój wycinamy.

marchewkowa, blog szafiarsko-krawiecki, szycie, moda, retro, wykrój, tutorial, instrukcja, jak zrobić kołnierzyk w sukience, rysunek, DIY

Rys. 4: Na zewnętrznym brzegu odmierzamy 4 cm z przodu i 2 cm z tyłu. Odcinamy te kawałki - już się nam do niczego nie przydadzą.

Rys. 5: Kołnierzyk dzielimy na cztery mniej więcej równe części. Tniemy wzdłuż zaznaczonych linii, ale kończymy tuż przed linią zewnętrznego brzegu. Nie chcemy, aby wykrój się rozpadł.

Rys. 6: Rozsuwamy linie cięcia na szerokość 1,5 cm i w takim ułożeniu sklejamy taśmą.


marchewkowa, blog szafiarsko-krawiecki, szycie, moda, retro, wykrój, tutorial, instrukcja, jak zrobić kołnierzyk w sukience, rysunek

Rys. 7: Na tak rozciągnięty i posklejany kołnierzyk kładziemy kolejny kawałek papieru i rysujemy gładką linię (musimy wyrównać wszelkie zniekształcenia).

Rys. 8: Gotowe!
Zanim wytniemy kołnierzyk z tkaniny właściwej, warto zrobić jego próbkę i skorygować ewentualne błędy.
Im krótszy zewnętrzny brzeg kołnierzyka i dłuższy wewnętrzny, tym bardziej będzie się on unosił. 


*używam białego papieru do pieczenia z Lidla, jest mocny i wystarczająco przeźroczysty

19 października 2012

Jumping the shark (kraciasta sukienka w stylu lat '60.)

89 raz(y) skomentowano
Najwyższy czas na tegoroczną notkę serialową (uwaga spojlery!)

Ostatnio z panem Marchewką zaoglądaliśmy się w Person of Interest. Ben z Losta (Michael Emerson) i Jezus (Jim Caviezel) plus sztuczna inteligencja to coś, czego nie możemy przepuścić. Ten serial potwierdza klątwę, która nad nami ciąży - kiedy przestajemy oglądać jakąś produkcję po dwóch kiepskich odcinkach, po roku dowiadujemy się, że kolejne stają się naprawdę interesujące. Nadrobiliśmy całą pierwszą serię i drugą oglądamy już na bieżąco.

Za to Hart od Dixie śledziliśmy namiętnie od pierwszego odcinka. Od przygód młodej lekarki w małym miasteczku na południu Stanów nie sposób było się oderwać. Niestety, kolejna seria nieco nas zawiodła (scenarzyści postanowili zmienić charakter głównej bohaterki) i pozostało nam kibicowanie jedynej sympatycznej postaci - wyjętej wprost z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku Lemon (w tej roli Jaime King).

Arrow, czyli serial na podstawie komiksu, który po raz pierwszy dorobił się ekranizacji (choć losy tego superbohatera mogliśmy śledzić w Smallville), mimo tego niezwykle realistyczny i świetnie zagrany. Skąd oni wzięli tylu młodych i zdolnych aktorów?

Dwie serie Hell on Wheels (czyli takiego troszkę innego westernu) oglądaliśmy z zapartym tchem. Ostatni odcinek właśnie kończymy.  Jak przez przypadek przeczytałam na forum IMDB, tu nie będzie happy endu. Mistrz rozwałki Cullen Bohannon (Anson Mount) to ma jednak pecha.

W tym roku mamy nowy sitcom, Go On,  z Chandlerem z Przyjaciół (Matthew Perry) w roli głównej. Dziennikarz sportowy traci w wypadku samochodowym żonę i trafia na terapię grupową, prowadzoną przez podającą się za psychologa instruktorkę zajęć dla osób otyłych. Ze względu na tematykę komedia jest dosyć czarna - popłaczemy się i ze śmiechu, i ze wzruszenia.

I w końcu Vegas - czyli serial o Las Vegas. Sporo już takich było, ale w żadnym nie grała Trinity z Matrixa (Carrie Anne Moss) i to odziana w stroje wprost z lat sześćdziesiątych. Pierwszy odcinek był naprawdę zachęcający.

O setce pozostałych oglądanych przez nas seriali nie będę wspominać :]. Spójrzcie lepiej na kraciastą sukienkę, którą przedstawiłam Wam w ostatniej notce.

Pan Marchewka twierdzi, że szczerzę się w niej jak rekin:

Burda 9/2012, dress 108, marchewkowa, blog, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, moda, fashion, 60s, lata sześćdziesiąte, kołnierzyk, sukienka, kratka, wykrój, stylizacja, vagabond gaga, torebka z kokardą fablou, bursztynowy guzik, kolczyki różyczki Burda 9/2012, dress 108, marchewkowa, blog, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, moda, fashion, 60s, lata sześćdziesiąte, kołnierzyk, sukienka, kratka, wykrój, stylizacja, vagabond gaga, torebka z kokardą fablou, bursztynowy guzik, kolczyki różyczki BBurda 9/2012, dress 108, marchewkowa, blog, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, moda, fashion, 60s, lata sześćdziesiąte, kołnierzyk, sukienka, kratka, wykrój, stylizacja, vagabond gaga, torebka z kokardą fablou, bursztynowy guzik, kolczyki różyczki Burda 9/2012, dress 108, marchewkowa, blog, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, moda, fashion, 60s, lata sześćdziesiąte, kołnierzyk, sukienka, kratka, wykrój, stylizacja, vagabond gaga, torebka z kokardą fablou, bursztynowy guzik, kolczyki różyczki
[kliknij, aby powiększyć wybrane zdjęcie] 
Fot.: pan Marchewka (pierwsze zdjęcie zrobione zostało telefonem)

W notce udział wzięły 
Retro sukienka w drobną kratę: uszyłam sobie z elanobawełny - Burda 9/2012, model 108 (przed szyciem pamiętajcie o wykonaniu próbki, bo luzu w tej sukience jest naprawdę sporo)
Żakiet z tweedu: uszyłam sobie - Burda 9/2007, model 106
Koturny: Vagabond Gaga 
Torebka: Fablou

16 października 2012

Checked!

Przemierzam krawieckie blogi i widzę, że wszyscy szyją sukienkę ze skośnymi zaszewkami (model 107, 108 i 109 - wszystkie trzy na podstawie tego samego wykroju) z wrześniowej Burdy. A skoro szyją - i to po wielokroć - to znaczy, że musi być fajna! Czym prędzej dopisałam ją do swojej listy i w minioną niedzielę zabrałam się za jej produkcję. 

Z dna szafy wydobyłam kraciaste elanocośtam (niby grube, a jednak nieco rozciągliwe i lejące), zakupione na początku mojej krawieckiej kariery. A spośród zaproponowanych przez Burdę modeli wybrałam wersję 108 (z krótkimi rękawkami, oryginalnie uszytą z koronki i satyny), ale nie byłabym sobą, gdybym pozostawiła ją bez zmian.

W Burdzie Moden sprzed 52 lat (czyli z września 1960 r.) wypatrzyłam uniesiony kołnierzyk, przypominający niewielki golf. Zgodnie z oryginalną instrukcją, taki kołnierz należy wdać, dzięki czemu nie będzie opadał ani leżał płasko na ramionach.  To było coś, czego w tej sukience mi brakowało!

Bez wahania zabrałam się do rozrysowania kołnierza (instrukcja właśnie się produkuje i niebawem pojawi się na blogu) i szycia sukienki. Na szczęście zaczęłam od próbki! Model 108 okazał się bowiem spadochronem, który wymagał zmniejszenia o cały rozmiar (zawsze decyduję się na 38 w ramionach i biuście, w tym przypadku 36 ma jeszcze sporo luzu).

Po ponownym przerysowaniu wykroju i dopasowaniu kołnierzyka przystąpiłam do dzieła. Tym razem poszło już gładko i ekspresowo - nie ma tu ani jednego skomplikowanego szwu, a podszewkę wszywałam jedynie w rękawki, coby sobie nie oklapły.

I tak to powstała sukienka inspirowana stylem lat '60.

Burda 9/2012, dress 108, marchewkowa, blog, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, moda, fashion, 60s, lata sześćdziesiąte, kołnierzyk, sukienka, kratka, wykrój Burda 9/2012, dress 108, marchewkowa, blog, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, moda, fashion, 60s, lata sześćdziesiąte, kołnierzyk, sukienka, kratka, wykrój Burda 9/2012, dress 108, marchewkowa, blog, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, moda, fashion, 60s, lata sześćdziesiąte, kołnierzyk, sukienka, kratka, wykrój Burda 9/2012, dress 108, marchewkowa, blog, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, moda, fashion, 60s, lata sześćdziesiąte, kołnierzyk, sukienka, kratka, wykrój Burda 9/2012, dress 108, marchewkowa, blog, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, moda, fashion, 60s, lata sześćdziesiąte, kołnierzyk, sukienka, kratka, wykrój Burda moden, dress, marchewkowa, blog, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, moda, fashion, 60s, lata sześćdziesiąte, kołnierzyk, sukienka, kratka, wykrój
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]

W notce udział wzięła: 
Sukienka w stylu lat '60. na podstawie wykroju 108 z Burdy 9/2012 i 6803 z Burdy Moden 9/1960
Tkanina (elanocośtam z krzywą kratką, dopasowanie na szwach to koszmar), kupiona kilka lat temu na ul. Piłsudskiego we Wrocławiu
Podszewka od PIEGATEXU  

 
PS W tej sukience nie będę skakać ze stratosfery, a chodzić na zakupy do Biedronki, więc niedopasowana kratka na plecach nie odbierze mi życia. Naprawdę! ;]

4 października 2012

I'm Texi and I Know It (recenzja maszyny do szycia Ballerina)

107 raz(y) skomentowano
Dopisek z 11.10.2012
Maszyna po kilku dniach użytkowania pokazała swą kapryśną naturę i odmówiła posłuszeństwa. Po puszczeniu pedału lub naciśnięciu przycisku STOP wykonywała cała serię dodatkowych ściegów lub w ogóle nie przestawała szyć (pomagało jedynie odcięcie prądu przełącznikiem ON/OFF), dlatego dziś jedzie do serwisu. Zobaczymy, co też z tego wyniknie. 

Dopisek z 29.10.2012
Ballerina wróciła do mnie w zeszłym tygodniu. Usterka okazała się niewielka - poluzowane paski przenoszące napęd. Niestety, serwis obszedł się z maszyną wielce niefrasobliwie, dlatego w zeszły czwartek ponownie zgłosiłam reklamację. Sprawa jest w trakcie wyjaśniania. 

Dopisek z 6.11.2012
Niestety, przygoda z Balleriną nie trwała długo. Po przejściach z serwisem skorzystałam z prawa do zwrotu pieniędzy.
Maszyna z Lidla okazała się niezastąpiona.


***

Zdradziłam maszynę z Lidla.

Nie, nie zepsuła się (trzylatka ma się bardzo dobrze, nadal szyje wzorowo i mam zamiar stale jej używać)! Po prostu zachciało mi się bajerów. Tych bajerów miała mi dostarczyć maszyna polskiej firmy Texi, urządzenie o wdzięcznej nazwie Ballerina. No i dostarczyła!

Na jej zakup zdecydowałam się po prezentacji, którą przeprowadziła w moim domu przedstawicielka sklepu Strima. Maszynę obmacałam ze wszystkich stron i od razu wiedziałam, że musi być moja. A że cena nie była zniechęcająca, Ballerina przyjechała do mnie trzy dni po prezentacji - w poniedziałek (1.10).

I co tu mamy, czego nie było w maszynie SilverCrest?

Ano mamy komputer, a właściwie ciekłokrystaliczny wyświetlacz i kilkanaście przycisków, dzięki którym wybieramy jeden z 200 dostępnych ściegów (szycie ciągłe)/wzorów (po wykonaniu pojedynczego wzoru maszyna się zatrzymuje). Całość banalna w obsłudze. Na fioletowej pokrywie znajdują się ikony ściegów i wzorów, a nad nimi - numerki. Wybrany numer wklepujemy przyciskami, a widocznymi obok cyfr strzałkami zmieniamy długość (do 5 mm) i szerokość (do 7 mm). Tu możemy też zaprogramować do sześćdziesięciu kolejnych wzorów czy lustrzane odbicie.

Wśród wzorów znajdziemy alfabet, zwierzątka i wszelkiego rodzaju ozdóbki. Oraz całą gamę ściegów klasycznych (dziurkę od guzika możemy obszyć na 8 sposobów!).

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Texi Ballerina, Strima.com, komputer, nawlekacz, 200 ściegów, recenzja, opinie
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Texi Ballerina, Strima.com, komputer, nawlekacz, 200 ściegów, recenzja, opinie
[kliknij, aby powiększyć]

Prócz klasycznego napędu nożnego mamy tu przycisk START/STOP (na pierwszym zdjęciu świeci się na czerwono, gdyż stopka jest podniesiona i nie możemy rozpocząć szycia). W przypadku szycia przy użyciu tej funkcji prędkość reguluje się suwakiem oznaczonym żółwikiem (tak wolno, że pomiędzy jednym a drugim ściegiem zrobimy sobie kawę) i zajączkiem (750 ściegów na minutę). W tych okolicach znajduje się również przycisk odpowiadający za wolne szycie, bieg wsteczny i pozycjonowanie igły - maksymalnie uniesiona lub maksymalnie wbita.

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Texi Ballerina, Strima.com, komputer, nawlekacz, 200 ściegów, recenzja, opinie

Pod wspomnianą wcześniej fioletową pokrywą znajduje się szpulka i szpulownik. Nici nie biegną na zewnątrz, dzięki czemu się nie kurzą.
Ballerinę wyposażono w automatyczny nawlekacz igły (to dopiero bajer!). Chwytacz jest rotacyjny, a klapka go przykrywająca przezroczysta. Od razu widać, kiedy kończy się nam nitka na dolnej szpulce.

W zestawie znajdziemy sześć stopek (są nieco szersze niż standardowe), w tym stopkę owerlokową i wielką stopkę do obszywania dziurek. W tę stopkę wkładamy guzik i maszyna robi wszystko za nas. Do kompletu dołączany jest stolik powiększający pole pracy do 50 cm x 38 cm (aż się na zdjęciach nie zmieścił) i walizka z tego samego plastiku, co maszyna.

A co do wykonania, to plastik jest gruby i twardy. Nawet fajniejszy niż w maszynie z Lidla (a to już sztuka). Wszystkie brzegi odlewów są wykończone bardzo gładko, a poszczególne elementy dokładnie dopasowane. Nic tu się w czasie podnoszenia maszyny nie przesuwa i nie zgrzyta. Ballerina jest dość ciężka - waży 8 kg.


marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Texi Ballerina, Strima.com, komputer, nawlekacz, 200 ściegów, recenzja, opinie
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Texi Ballerina, Strima.com, komputer, nawlekacz, 200 ściegów, recenzja, opinie
[kliknij, aby powiększyć]

NAJZALETSZE ZALETY
  • prędkość szycia - 750 ściegów/minutę to naprawdę sporo (zobaczycie to na filmiku poniżej)
  • 200 ściegów i wzorów, w tym alfabet!
  • cena
  • chwytacz rotacyjny
  • możliwość szycia za pomocą pedału i przycisku
  • nić ukryta wewnątrz maszyny
  • wyposażenie - stolik powiększający 50 cm x 38 cm i porządna plastikowa walizka 
  • precyzyjne wyszywanie poszczególnych wzorów, nawet przy największej prędkości (spójrzcie na zdjęcie poniżej)  
  • pasują do niej szpulki z lidlowych zestawów krawieckich 
NAJWADLIWSZE WADY
  • brak możliwości regulacji prędkości biegu wstecznego (dla mnie nieco za wolny)
  • blokada biegu wstecznego przy niektórych ściegach (na przykład rozciągliwych)
  • niewielki kąt widzenia wyświetlacza (ale podobne mają inne maszyny tego typu)
  • pan Marchewka jest oburzony faktem, że wśród zwierzątek jest hipopotam, a nie ma kota (a pies jest!) ;]

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Texi Ballerina, Strima.com, komputer, nawlekacz, 200 ściegów, opinie, recenzja
[kliknij, aby powiększyć]

Oto kilka dodatkowych zdjęć. Na pierwszym zobaczycie pojemnik na akcesoria, na drugim - stolik powiększający pole pracy, na trzecim - plastikową walizkę, a na czwartym - nożyczki i stopkę z rolkami, które zakupiłam wraz z maszyną.

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Texi Ballerina, Strima.com, komputer, nawlekacz, 200 ściegów, opinie, recenzja marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Texi Ballerina, Strima.com, komputer, nawlekacz, 200 ściegów, opinie, recenzja marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Texi Ballerina, Strima.com, komputer, nawlekacz, 200 ściegów, opinie, recenzja marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, maszyna do szycia, Texi Ballerina, Strima.com, komputer, nawlekacz, 200 ściegów, opinie, recenzja, nożyczki titanium, stopka z rolkami do trudnych materiałów
[kliknij wybraną miniaturę, aby ją powiększyć]


Dla ciekawskich nakręciłam krótki filmik, prezentujący maszynę i jej możliwości (przełączcie sobie na najlepszą jakość!):


W notce udział wzięła maszyna Ballerina firmy Texi