31 grudnia 2011

Bomba!

67 raz(y) skomentowano
Nadchodzący rok przyniesie ze sobą pytanie, które będzie trapić mnie już do końca życia - "Czy to jeszcze wypada?"

Aby chwilowo odegnać przerażające widmo niewypadalności, zabrałam się w tę sylwestrową noc za dogłębne przetestowanie długości sukienek, z którymi nigdy nie miałam do czynienia. W podjęciu tego wyzwania pomogła mi wygrana w konkursie sukienka bombka (oszalałam przez nią na punkcie bombek, uszyję sobie takich milion) oraz gorący doping pana Marchewki.

Całkiem dobre wyniki testów - czyli to, co do tej pory nazywałam tuniką, może również być sukienką (czego to człowiek na starość się nie nauczy) - możecie zobaczyć poniżej.

Tak, buty dobrałam do kanapy ;].
Happy new year, szafiarka, marchewkowa, czarna sukienka bombka Every Nature, koronkowe rękawiczki Ko-Moda, buty Tchibo, perełki KappAhl, moda, retro, vintage, blogHappy new year, szafiarka, marchewkowa, czarna sukienka bombka Every Nature, koronkowe rękawiczki Ko-Moda, buty Tchibo, perełki KappAhl, moda, retro, vintage, blog
Happy new year, szafiarka, marchewkowa, czarna sukienka bombka Every Nature, koronkowe rękawiczki Ko-Moda, buty Tchibo, perełki KappAhl, moda, retro, vintage, blog
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

Koronkowe rękawiczki w serduszka: prezent od Ko-Mody
Sukienka bombka: Every Nature (nagroda w konkursie zorganizowanym przez Vintage Girl)
Buty na obcasie: Tchibo
Naszyjnik-perełki: KappAhl
Fryz: oparty na Style Me Vintage autorstwa Belindy Hay

A na koniec ŻYCZYMY WAM SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!

30 grudnia 2011

Owijam w wełnę

56 raz(y) skomentowano
Bez owijania w bawełnę, szybka prezentacja płaszcza z grudniowej Burdy, którego zapowiedź widzieliście w poprzedniej notce - dwa tygodnie temu (jak ten czas leci, ponoć po drodze były nawet jakieś święta ;]).
Zgodnie z moimi przewidywaniami model 101 okazał się ideałem. Nie dość, że szycie nie przyprawiło mnie o atak nerwicy, to gotowa konstrukcja nosi się jak druga skóra. W żadnym płaszczu tak dobrze się nie czułam! Aż mam ochotę pozbyć się wszystkich kupnych.

Retro coat (Burda 12/11 #101), szafiarka, szycie, krawiectwo, płaszcz, wykrój, wełna, jodełka, żuczek, grzybek, szal, komin, H&M, torebka wiolonczela, OchnikRetro coat (Burda 12/11 model #101), szafiarka, szycie, krawiectwo, płaszcz, wykrój, wełna, jodełka, żuczek, grzybek, szal, komin, H&M, torebka wiolonczela, Ochnik
Retro coat (Burda 12/11 #101), szafiarka, szycie, krawiectwo, płaszcz, wykrój, wełna, jodełka, żuczek, grzybek, szal, komin, H&M, torebka wiolonczela, OchnikRetro coat (Burda 12/11 #101), szafiarka, szycie, krawiectwo, płaszcz, wykrój, wełna, jodełka, żuczek, grzybek, szal, komin, H&M, torebka wiolonczela, Ochnik
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

Płaszcz w stylu lat '60.: wełna kupiona na Allegro, wykrój z Burdy 12/2011 (model 101)
Dwutonowa podszewka: sklep z tkaninami na ul. Kolejowej (Wrocław)
Buty: Deichmann
Torebka wiolonczela: Ochnik (prezent od pana Marchewki)
Szal: H&M
Rękawiczki z wełny parzonej: Szaleo.pl


Jeśli macie pytanie dotyczące szycia tego modelu, zadajcie je w komentarzach pod notką.

16 grudnia 2011

Płaszcz z żuka

38 raz(y) skomentowano
Wczoraj był dzień falstartów: Lego za szybko wprowadziło do sklepu superbohaterów z DC, Apple przed czasem udostępniło iTunes Match poza Ameryką, a ja przedwcześnie nacisnęłam "publikuj".

Ale do rzeczy. Płaszcz o numerze 101 to jeden z wielu wykrojów z grudniowej Burdy, które naprawdę przypadły mi do gustu. Model troszkę dziwny, bo bezkołnierzykowy, a swoją formą przypominający pancerz żuczka (bardzo wąski w ramionach, mocno rozszerzający się w okolicy bioder i zwężający się w kierunku kolan). Oryginał uszyto z bawełnianej piki, a przód ozdobiono satynowym wolantem. Jako że piki w naszym kraju się raczej się nie dostanie (no, chyba że w postaci ścierek do naczyń), sięgnęłam po zgromadzone wcześniej zapasy. Tkanina, której użyłam, to wełna w turkusowo-rudą jodełkę, gruba, lecz dość luźno tkana i wymagająca podklejenia wkładem odzieżowym oraz wzmocnioną taśmą flizelinową, zapobiegającą rozciąganiu się materiału w trakcie szycia. Jak widzicie na poniższych zdjęciach, wolant pominęłam.

Na zdjęciach płaszcz jeszcze bez podszewki. Guzik przypięty szpilką.
Burda 12-2011-101, wykrój, bubble coat, płaszcz, płaszczyk, wełna, jodełka, szycie, krawiectwo,Burda 12-2011-101, wykrój, bubble coat, płaszcz, płaszczyk, wełna, jodełka, szycie, krawiectwo,
[kliknij, aby powiększyć]

Wykrój: Burda 12/2011, model 101
Wełna w jodełkę
: Allegro


Na papierze płaszcz wyglądał na gigantyczny. Zmylił mnie brak poziomych zaszewek na biuście. Jednak po zszyciu przodu okazało się, że ich rolę pełnią szwy przedniej wstawki, na której miała być oparta satynowa ozdoba. Na wysokości biustu pozostaje spory zapas, ale nie aż tak duży, jak sobie to początkowo wyobrażałam. Reglanowe rękawy są w ramionach dość mocno dopasowane, a podkrój pachy nie jest za szeroki.

Jak wcześniej wspomniałam, na wysokości bioder i ud płaszcz ma sporą wypukłość, a w wypukłości tej wpuszczane kieszenie. I to najfajniejsza część tego modelu. Pewnie wiele osób będzie się obawiało pogrubienia, ale mam wrażenie, że efekt będzie wręcz odwrotny - zwężający się ku kolanom płaszcz nada sylwetce smukłości.

Wykrój ma niewiele elementów i szyje się go całkiem przyjemnie. Osoby początkujące muszą jednak zwrócić uwagę na 10 wymagających nacinania rogów (6 na warstwie wierzchniej i 4 na podszewce). Ich zszywanie warto przetrenować na próbce.

Jeśli szyłyście ten płaszcz, to koniecznie się pochwalcie!

12 grudnia 2011

Nie pada śnieg, nie pada śnieg...

32 raz(y) skomentowano
Wiecie, że uwielbiam ręcznie wykonane świąteczne ozdoby. W zeszłym roku wyprodukowałam całe stadko filcowych muchomorków, które w ciągu najbliższych dni zamierzam nieco powiększyć. Zanim to jednak nastąpi, pokusiłam się o stworzenie kilku innych dekoracji.

Papierowy śnieg zastępczy (tego prawdziwego pewnie na Święta nie zobaczymy) powstał przy znakomitym udziale pana Marchewki, który odkrył sobie niezwykły talent do precyzyjnych wycinanek. Tylko spójrzcie na poniższe zdjęcia. Na pierwszym zobaczycie wszystkie śnieżynki zdobiące kuchenną ścianę, na drugim zbliżenie na cudowny płatek (środkowy) wykonany przez pana Marchewkę. A poniżej moje bałwanki-cyklopy ;].

Christmas 2011 decorations, ozdoby bożonarodzeniowe, papier, filc, płatki śniegu, DIY, wycinankaChristmas 2011 decorations, ozdoby bożonarodzeniowe, papier, filc, płatki śniegu, DIY, wycinanka
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]

Ale, ale... płatki to nie wszystko. Do filcowych muchomorków dołączyły maleńkie elfie butki, na podstawie wykroju znalezionego na blogu Allsorts.

Christmas 2011 decorations, ozdoby bożonarodzeniowe, papier, filc, płatki śniegu, DIY, wycinankaChristmas 2011 decorations, ozdoby bożonarodzeniowe, papier, filc, płatki śniegu, DIY, wycinanka, Boże Narodzenie, choinkowe
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]
Tu znajdziecie przepis na filcowego butka (mój jest trzy razy mniejszy od oryginału), a tu, tu, tu, tu, tu i tu na papierowe płatki śniegu.

2 grudnia 2011

Najstraszniejszy ze strasznych horrorów z rękawiczką

9 raz(y) skomentowano

Nagrodę w marchewkowym konkursie Ko-Mody otrzymuję Aleksandra i struś!Dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w marchewkowym konkursie, którego organizatorem był sklep Ko-Moda.

Otrzymałam od Was wspaniałe, pomysłowe prace, dlatego wybór tej jedynej był niezwykle trudny. W jego dokonaniu pomógł pan Marchewka oraz przedstawicielka sklepu Ko-Moda.

A oto zwycięska praca Aleksandry:

Kiedy przeczytałam temat konkursu, uznałam, że muszę spróbować!

Mianowicie, lat temu trochę, kiedy musiałam zadzierać głowę by zobaczyć twarze dorosłych mama moja zakupiła piękne rękawiczki. Jak na tamte czasy istne cudeńko, z mięciutkiej skórki, z małym haftem. Ja nie pamiętam ich jakoś szczególnie dokładnie, ale mama moja owszem.

Historie takie zazwyczaj nie zaczynają się od jedzenia sałatki, więc powiem wprost, że rodziciele moi hucznie obchodzili moje 8 urodziny. Plan był taki – najpierw urodzinowe mini przyjęcie dla dorosłych (nuda... połączona z horrorem kiedy wszystkie brzydko pachnące zbyt mocnymi perfumami kobiety przytulają cię i ściskają policzki) następnie wycieczka do... mini zoo! Mini zoo w tamtych dniach przyjechało akurat do naszego miasteczka (wydarzenie było na miarę globalnego ocieplenia czy ptasiej grypy, koncertu Michaela Jacksona czy Queenu z Lady Gagą w roli wokalu, tak było o nim głośno). Tak więc listopadowym wieczorem mamusia moja zabrała swoje najpiękniejsze rękawiczki, resztę ekipy oraz swoją latorośl do zoo. Latorośl bez rękawiczek.

Wiecie jakie zwierzęta są w mini zoo? Strusie. Widok strusia w śniegu, w Polsce krótko po epoce absurdów PRLu był zupełnie normalny, co więcej pozostawał w pamięci. Tak, że gdy przymknę oczy wyobrażając sobie strusie nie nasuwa mi się Struś Pędziwiatr, australijskie emu czy cos takiego. Widzę strusia brodzącego wśród śniegu. (czy strusie mogą zakopywać głowę w śniegu...?).

Tak, pisałam o strusiach. Strusie nie miały tabliczki “nie karmić'” co oznaczało, że karmić można. Ja, solenizantka, zostałam dopuszczona do oddawania niesolonego słoneczniku rodem z tureckich plantacji wygłodniałym zimowym strusiom. Problem był jeden – rączki marzły. Tak więc matula moja ukochana, dziwnie już w tym czasie rozchichotana ściągnęła powoli swoje rękawiczki i oddała swej pierworodnej.

Gdzie nawiązanie do rozczarowania?
Tak. Strusie jedzą rękawiczki. Nawet te, które kosztowały połowę pensji.
Strusie mogą jeść rękawiczki.

GRATULUJEMY!

1 grudnia 2011

Szczęki 103

37 raz(y) skomentowano
Ostatnio zanurkowałam w swojej szafie. Czynność ta uświadomiła mi, że do tej pory uszyłam dopiero 2 (słownie: DWIE!!!) jesienno-zimowe spódnice. Sytuację tę należało niezwłocznie zmienić. W tym celu nabyłam na Allegro trzy rodzaje wełny i grubą satynę bawełnianą, którą wykorzystałam jako pierwszą. Początkowo miałam zamiar zabrać się za model 109 z Burdy 11/2011. Niestety, dziwacznie skonstruowane kliny i zakładki sprawiają, że spódnica nie układa się zbyt ładnie. Ostatecznie sięgnęłam po wykrój 103 z Burdy 2/2011. Prosta na pierwszy rzut oka spódnica kryje nietypowe skośne zaszewki i sporą kontrafałdę, którą na zagranicznych portalach szyciowych wszyscy zgodnie zwą płetwą rekina.

Spójrzcie sami:

Burda 2-2011-103B (front), marchewkowa, blog, szafiarka, kraiectwo, szycie, DIY, spódnica, retro, vintage, bawełna satynowaBurda 2-2011-103B (back), marchewkowa, blog, szafiarka, kraiectwo, szycie, DIY, spódnica, retro, vintage, bawełna satynowa
[kliknij, aby powiększyć]

Mimo że gotowa spódnica wygląda wspaniale, wspomniany wykrój (Burda 2/2011, #103) nie jest ideałem i wymaga kilku przeróbek:
  • Warto zwrócić uwagę na spory luz w talii (6 cm) i niewielki w biodrach (2 cm). Nawet po zmniejszeniu talii do rozmiaru 34 mam zapas na upchnięcie pod spód grubszego swetra.
  • Przeniesienie zamka na bok ułatwi nam precyzyjne wykończenie tyłu spódnicy. Szczególną uwagę należy zwrócić na punkt styku głębokich zaszewek i kontrafałdy.
  • Kontrafałdę warto wykończyć odszyciem (brzeg jest mocno zaokrąglony).
  • Pasek w talii najlepiej skroić z całości, chyba ze niestraszne Wam zszywanie 10 części.
  • Spódnicę najlepiej szyć z tkanin dość mocno rozciągliwych. Co ciekawe, Burda zaleca wszycie nierozciągliwej podszewki, którą ja przezornie pominęłam.
Jakoś nie mogę trafić w Burdzie na naprawdę dobrze skonstruowany model ołówkowej spódnicy. A może Wy macie ulubione wykroje, które zawsze się udają?

25 listopada 2011

Horror z rękawiczką w roli głównej

6 raz(y) skomentowano
Ko-Moda.com i Marchewkowa.pl
przedstawiają:
Ko-Moda.com, konkurs, rękawiczki, pracownia ART
HORROR Z RĘKAWICZKĄ W ROLI GŁÓWNEJ


Coby się konkursowo nie obijać, dziś rozpoczynam zabawę, która z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom pięknych rękawiczek.

Tym razem na Leśno-Marchewkowej możecie wygrać jedną z czterech par perfekcyjnie wykonanych rękawiczek polskiej pracowni ART: delikatna czarna koronka, czarna koronka (mitenki), czarna żmija oraz panterka. Wyboru dokonuje zwycięzca! Nagrodę w konkursie ufundował sklep Ko-Moda.com.

Co zrobić, aby wziąć udział w konkursie?

1. Należy opowiedzieć nam o największym rozczarowaniu związanym z rękawiczkami. Odpowiedź może mieć formę dowolną, czyli możecie coś napisać, namalować, narysować, zrobić zdjęcie itd.

2. Pracę należy przesłać na adres jz@marchewkowa.pl. W tytule wpiszcie "Konkurs Ko-Moda". Nie musicie podawać żadnych danych. Poproszę o nie wyłącznie zwycięzcę konkursu.

3. Dodatkowo należy polubić oficjalnego fan page'a sklepu Ko-Moda (możecie skorzystać z poniższego przycisku):

Konkurs rozpoczyna się dzisiaj (25.11.2011) i trwa do 30.11.2011, godz: 23:59. Wspólnie z panem Marchewką wybierzemy trzy najciekawsze prace. W wyborze zwycięzcy pomogą przedstawiciele sklepu Ko-Moda. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu (w nowej notce) do 3.12.2011.

Przed wzięciem udziału w konkursie zapoznajcie się ze szczegółowym regulaminem.
Aktualne informacje o konkursie znajdziecie na moim fan page'u.

POWODZENIA!

22 listopada 2011

Every Cloud Has a Silver... Crest

80 raz(y) skomentowano
Aktualizacja z dnia 15.01.2013: 
Z overlockiem niestety musiałam się pożegnać. Zaginął w drodze powrotnej z serwisu. Pojechał tam ze względu na poluzowane plastikowe elementy, które utrudniały wybór ściegu. 
Otrzymałam zwrot pieniędzy.

marchewkowa, szafiarka, opinia, ocena, Silvercrest Overlock Machine, SON 90 A1, owerlok, Lidl, maszyna, szycie, krawiectwo, obrzucanie brzegów, zapasów, szwy, ściegi
[kliknij, aby powiększyć]

W poniedziałek 31 października pierwszy raz w życiu stanęłam (towarzyszył mi pan Marchewka) przed drzwiami Lidla jeszcze przed 7 rano. Oczekiwałam na otwarcie sklepu w tłumie starszych pań i panów, którzy przybyli do Lidla, aby w ilościach hurtowych nabyć samochodowe prostowniki za 69 zł (To taka wielka okazja?). Ja oczywiście nie stałam za prostownikiem, a za silvercrestowym 4-nitkowym overlockiem, na którego polowałam od wiosny. Co ciekawe, po maszynę przybyliśmy tylko my, a więc zrywanie się o 5:15 rano nie miało sensu ;].

Overlocka SON 90 A1 firma Silvercrest wyposażyła w stertę drobiazgów (pęsetę, zapasowy nóż, zapasowe igły, 4 zatyczki szpulek, wkład do chwytacza górnego, śrubokręty, pędzelek z przecinaczem), cztery nawleczone szpulki nici (które zużyłam w ciągu dwóch dni) oraz fatalnie przetłumaczoną instrukcję w wersji papierowej oraz filmowej - na płycie DVD. To jednak drobnostka (choć mnie, tłumaczkę, doprowadziła do palpitacji), bo przyłożono się do produkcji samej maszyny. Solidne metalowe pozdespoły i porządny plastik sprawiają, że overlock jest dość ciężki. Dodatkową stabilność na podłożu zapewniają mu 4 przyssawki. Maszyna ta umożliwia owerlokowanie dwiema, trzema lub czterema nićmi. Wystarczy to przekręcić, tamto założyć, to wykręcić i przełożyć, użyć pęsety, przestawić jedno pokrętło, przestawić drugie pokrętło, przestawić siódme pokrętło - i możemy obrzucać innym ściegiem. Prawa, że proste? ;] Początkowo obsługa wydaje się niemożliwa do ogarnięcia, szczególnie, że nici przewleka się przez nieskończoną liczbę otworków i haczyków. SilverCrest ułatwił nam jednak naukę nawlekania i drogę każdej z nici oznaczył innym kolorem. Dodatkowo pod przednią osłoną znajduje się mini instrukcja, ukazująca kolejne etapy.

marchewkowa, szafiarka, opinia, ocena, Silvercrest Overlock Machine, SON 90 A1, owerlok, Lidl, maszyna, szycie, krawiectwo, obrzucanie brzegów, zapasów, szwy, ściegi
[kliknij, aby powiększyć]

Jak już wszystko ogarniemy, to śmigamy jak burza. Overlock jest naprawdę bardzo szybki. Prędkością znacznie przewyższa klasyczną maszynę do szycia tej samej firmy, która sama do wolnych nie należy. W trakcie pracy odrobinę hałasuje, ale sąsiedzi się nie zlatują. Dołączone noże są wyjątkowo ostre i precyzyjnie obcinają materiał. Ściegi wychodzą bardzo równe (niezależnie od tego, ilu nici użyjemy). Również w przypadku ściegów rolujących materiał podwijany jest niezwykle precyzyjnie. Łańcuszek kończący obrzucony zapas możemy obciąć wbudowanym obcinaczem.

Poniżej ścieg 3-nitkowy, którego ostatnio najczęściej używam:
[kliknij, aby powiększyć]

Pokrętła znajdujące się na prawym boku obudowy umożliwiają nam swobodną manipulację transportem (transport różnicowy pozwala naciągać lub marszczyć obrzucaną tkaninę) oraz długością ściegu. Z szerokością nie jest już tak ciekawie. Poruszanie małym metalowym pokrętłem, znajdującym się pod nożem obcinającym, niewiele daje. Szerokość najlepiej ustawiać poprzez wybór igły (tylko w ściegach dwu- i trzynitkowych).
Sporą wadą, poza fatalnie przetłumaczoną instrukcją z błędami merytorycznymi, jest nieprzyzwoicie krótki kabel łączący pedał z urządzeniem. Pedał nie sięga do podłogi, dlatego jestem zmuszona naciskać go prawą dłonią, a tylko lewą kontroluję materiał, co w przypadku średnich i grubych materiałów w zupełności wystarcza. Trzeba się jednak będzie zastanowić nad przedłużeniem felernego elementu.

Jakby się ktoś pytał, czy warto silvercrestowego overlocka w domu posiadać, to mówię, że warto! Maszyna jest porządna, działa bez zarzutów, a jej cena nie ma sobie równych. Jak znowu będzie w Lidlu, to bierzcie.

Uff, dotarliście do końca! Wszelkie pytania proszę zapodawać pod tą notką. Opinię na temat tego overlocka znajdziecie również na blogu niezwykle TFURCZEJ osoby.

PS W przyszłym tygodniu, 1 grudnia, znów w Lidlu pojawi się klasyczna maszyna do szycia... jakby kto pytał.

PS 2 Jeśli poszukujecie informacji na temat maszyny do szycia SilverCrest, przejdźcie do tej notki.

21 listopada 2011

Tu się wygrało kosmiczne żelazko marki Philips

16 raz(y) skomentowano
Nagrodę główną* w konkursie Philips, czyli żelazko Azur GC4870 zdobywa Laurencja i horror z płaszczykiem w roli głównej.

Oto zwycięska praca:

Najgorsza moja wpadka związana z prasowaniem zdarzyła się kilka lat temu, kiedy postanowiłam sprzedać na aukcji kilka rzeczy po mojej córce. Był tam między innym śliczny wiosenny płaszczyk – praktycznie nienoszony. Był w soczyście czerwonym kolorze, a spod wewnętrzna strony widoczne były urocze czerwone kropki. Miał klasyczny, trapezowy krój i odpinanym kaptur – jednym słowem małe cudeńko! Istotnie, licytujący zapewne też tak uznali, bo niebawem okazało się, że moja aukcja cieszy się dużym zainteresowaniem i po kilku dniach cena końcowa była większa niż się spodziewałam. Cóż… niestety moja radość zamieniła się w wielkie zażenowanie, kiedy już po zakończeniu aukcji, a jeszcze przed wysłaniem przedmiotu do nabywcy postanowiłam (zupełnie niepotrzebnie, ale wbiłam sobie do głowy, że to spotęguje pozytywny efekt przy otwarciu przesyłki… ) pięknie uprasować płaszczyk. Nie wiem, czy z powodu wysokiej temperatury, czy to z winy materiału, ale tkanina po prostu skurczyła się w centralnym miejscu na plecach – dokładnie w tym miejscu, gdzie przyłożyłam stopę żelazka…. Kiedy przypomnę sobie mój wstyd oraz stos elektronicznej korespondencji, jaką musiałam wysłać, by wyjaśnić całą sprawę to nadal robi mi się słabo… No i straciłam serce do wystawiania czegokolwiek na aukcjach : ) I zapewne nie przydarzyłoby mi się to wcale, gdybym miała wtedy pod ręką to kosmiczne żelazko Philips Perfect Care...


Nagrodę książkową ufundowaną przez pana Marchewkę zdobywa Ewa i i jej niestateczna kobieta przed trzydziestką:

Czy jest (tu) nadzieja?

Osoby dramatu:

Kobieta – przed trzydziestką, lecz niestateczna, bezdzietna, przez rodzinę spisana na straty.
Babcia – babcia Kobiety, która uwielbia intrygi. Intrygi dotyczące swatania Kobiety.
On – podobno najlepszy, podobno najpiękniejszy, podobno najbogatszy, podobno przeznaczony Kobiecie.

AKT I

W którym Kobiecie zostaje przedstawiony PLAN

Kobieta właśnie wyszła z pracy, jest piątek, zapowiada się świetny wieczór przed
telewizorem. Nagle dzwoni telefon.

Kobieta (patrzy na wyświetlacz komórki) – Cześć babciu!

Babcia – Kochana, znalazłam Ci męża!

Kobieta – Mhmm... Świetnie.

Babcia – 35 lat, kawaler, z dobrej rodziny, piękny samochód. Czerwony!

Kobieta – Super, ale ja...

Babcia – Nie chce tego słyszeć, wsiadaj do pociągu i przyjeżdżaj. Umówiłam was na
wieczór!

Kobieta – Babciu, mam inne plany.

Babcia – Wiesz, że każda chwila spędzona ze mną może być ostatnia? Mam już swoje lata.
Nie marudź. Masz pociąg o 17, sprawdziłam. A, weź jakąś ładną sukienkę, bez tego ani rusz
do chłopa.

AKT II

W którym szantażowana emocjonalnie Kobieta stara się spełnić wolę Babci.

W mieszkaniu Babci. Wokół dużo paprotek, haftowanych serwetek, robionych na szydełku
bieżników.

Kobieta – Babciu, nie wiem czy to dobry pomysł... Ja chyba...

Babcia – Masz sukienkę?

Kobieta – No mam, na sobie.

Babcia – Boże, dziecko. Przecież to jak psu z gardła wyjęte! Zdejmuj i bierz się za
prasowanie! Przecież on zaraz tu będzie. Żelazko jest w szafie. Idę pokroić szarlotkę.
Dziecko, co ja się z tobą mam.

Babcia wychodzi do kuchni, kobieta zdejmuje sukienkę, włącza żelazko, zaczyna prasować i
jak to zwykle w takich chwilach bywa... coś jej przerywa.

Babcia (woła z kuchni) – Dzieecko! Spróbuj, czy dobra ta szarlotka!

W kuchni

Kobieta (tylko w bieliźnie, kończy jeść solidny kawałek) – Szarlotka pierwsza klasa, mogę
jeszcze?

Babcia – Nie powinnaś zadbać o linię? Wyprasowałaś już sukienkę?

Kobieta (z szarlotką w buzi) – O cholera!!!

Szanowny Czytelnik zapewne domyślił się już, że żelazko babcine, jak najbardziej
tradycyjne, przypaliło materiał sukienki. I to na biuście. Nie wpłynęło to pozytywnie na
atrakcyjność ubioru, a nawet więcej – pozbawiło go resztek tegoż. Nie trzeba Kochanemu
Czytelnikowi wyjaśniać, że jeśli byłoby to żelazko Philips PerfectCare, sprawa mogłaby się
potoczyć zupełnie inaczej... A pisząca ten tekst Kobieta mogłaby być szczęśliwą mężatką i
współwłaścicielką czerwonego auta.

AKT III

W którym Kobieta unika konfrontacji z Nim, za to nie unika konfrontacji z Babcią.

Dzwonek do drzwi. Babcia jest zrozpaczona, zamyka kobietę w bieliźnie w pokoju. Sama
otwiera drzwi wejściowe. Kobieta podsłuchuje.

On – Dobry, miałem przyjść, to jestem. Przyszłem znaczy się.

Babcia – A wie pan. Ha ha ha. Ależ ze mnie gapa. No gapa straszna, ja zupełnie
zapomniałam, że to dzisiaj, i nie zadzwoniłam do wnuczki...

On – Znaczy się co? Nie ma kobity?

Babcia – No właśnie tak się zdarzyło, że nie ma. Ale będzie! Ja już nie zapomnę, ja sobie
zapiszę na karteczce, albo i nawet w komórce. Tylko na kiedy? Na kiedy was umówić?

On – Pani mi dupy nie zawraca! Nie ma, to nie! Ja swój honor mam, nie będę się prosił.

Drzwi zamykają się.

Babcia wchodzi do pokoju.

Babcia (zrezygnowana patrzy na Kobietę) – Nie ma dla ciebie nadziei.

Kobieta (ubrana w zniszczoną sukienkę) – Nie ma. Dla mojej sukienki również... Jest jeszcze
szarlotka?


Nagrodę książkową zdobywa również Monika, goszcząca w pięknej willi w Zakopanem:

w pięknej willi w Zakopanem
zagościłam niegdyś z planem

że wieczorem
domatorem
nie zostanę

do teatru Witkacego
dwa bilety zakupiłam
chciałam pójść tam
z pewnym panem

już szykuję swą kreację
szpilki
płaszcz
i pantalony
nie mam czasu na kolację
dobrze
brzuszek będzie wyszczuplony

kiecka w torbie się pomięła
nic nie szkodzi
mam żelazko
więc wyjęłam je z walizki
raz i dwa - zawyłam dziarsko
fałdy się złagodzi

nagle kap
i kap
i plum
co jest?
co u licha?
plama jakaś brzydki kleks
jakby rdzawe i zasycha!

rozpacz
żal
krzyk
i lament
bo z teatru nici

kto przypuszczał
że tak będzie
(no chyba wróżbici)

drogie panie
jedna rada
jeśli chcesz być gładką damą
że żelazko i Żelazko
to nie jest to samo...


Gratulujemy i ogromnie dziękujemy wszystkim za udział w marchewkowym konkursie Philipsa! Ze Zwyciężczyniami skontaktujemy się mailowo.

*Nagrodę główną przyznał przedstawiciel firmy Philips.

20 listopada 2011

Więcej retro w retro

47 raz(y) skomentowano
Czasami lubię mrozy. A lubię je dzięki miłym i ciepłym materiałom, z których mogę sobie wyprodukować moje ubrania. Sukienka z miętowej wełny, którą prezentowałam w poprzedniej notce, przeszła już pierwsze testy wytrzymałości i spisała się wyśmienicie. Mimo że nie posiada rękawów, w połączeniu z moim moherowym swetrem grzeje niczym piecyk. Żadne mrozy mi niestraszne!

Czasem lubię chłodne dni, bo mogę sobie ponosić jedne z moich ukochanych dodatków - rękawiczki. Ostatnio mam do nich wyjątkowe szczęście - i to do rękawiczek pasujących (w parze z dziwnymi stopami idą u mnie dziwne dłonie - rękawiczki zwykle są za krótkie w palcach)! Dzięki właścicielkom internetowego sklepu Ko-Moda moja kolekcja wzbogaciła się o przepiękną skórzaną, mięciutką i równiutko uszytą parę, a moje stroje o więcej retro w retro.

Co najważniejsze, rękawiczki pasują do miętowej sukienki! I moherowego swetra, oczywiście.

marchewkowa, szafiarka, szycie, krawiectwo, retro, vintage, miętowa sukienka, wełna, tweed, Burda 3/2011, Burda 2/2005, Allegro, Piegatexmarchewkowa, szafiarka, skórzane rękawiczki, Ko-Moda.com
[kliknij, aby powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

Rękawiczki licowe, model DCR.6A.L: prezent od Ko-Moda.com
Sukienka: uszyłam sobie - góra z modelu 103, Burda 3/2011 + dół z modelu 133, Burda 2/2005 (wełna - Allegro, rozciągliwa podszewka PIEGATEX)
Pasek: Parfois
Buty, 7-centymetrowy obcas (powiedzmy, że potrafię się w nich poruszać ;]): Deichmann
Ze zdjęcia uciekł moherowy sweter


KONKURS PHILIPS
Dostałam od Was aż 40 wspaniałych prac! Wszystkie były bardzo ciekawe i czytałam je z ogromną przyjemnością, dlatego wybór trzech wydawał się niemożliwy. Po wielu godzinach rozmyślań i przy wielkiej pomocy pana Marchewki udało się wyłonić finalistów, a właściwie finalistki.

Są nimi:
  • Ewa i jej niestateczna kobieta przed trzydziestką
  • Laurencja i horror z płaszczykiem w roli głównej
  • oraz Monika, goszcząca w pięknej willi w Zakopanem

GRATULUJEMY!

Ostatecznego wyboru dokonuje przedstawiciel firmy Philips. Kiedy otrzymam od niego wiadomość, informacja o zwycięzcy żelazka pojawi się na blogu.

10 listopada 2011

Zgapiam od Uljany Siergiejenko

51 raz(y) skomentowano
Dawno nic mnie tak nie zachwyciło, jak pierwsza kolekcja rosyjskiej projektantki Uljany Siergiejenko - wspaniałe stroje inspirowane modą lat pięćdziesiątych i wschodnim folklorem. Chcę wszystko! Oczywiście wszystko sobie uszyję ;].

Zgapianie rozpoczęłam od zielonej sukienki z futrzanym kołnierzem - o tej. Model musiał mieć przedłużone szwy rękawów, skośne cięcia na przodzie góry i kontrafałdy na spódnicy. Jako że nie mogłam znaleźć w Burdzie niczego podobnego, skorzystałam z dwóch różnych wykrojów. Góra to część sukni ślubnej (model 103) z Burdy 3/2011, zaś dół pochodzi z projektu Dice Kayek (model 133), opublikowanego w Burdzie 2/2005.

Sukienka powstaje z miętowej wełny (przypominającej tweed), którą kupiłam ponad rok temu na Allegro. W końcu nadeszła jej pora! Góra modelu wyposażona jest w podszewkę. Nie znoszę sztywnych, krępujących ruchy podszewek w sukienkach, dlatego tu użyłam cienkiej, rozciągliwej bawełny, która dotarła do mnie w paczce od PIEGATEX-u.

Na zdjęciach sukienka jeszcze niewykończona (brak zamka, niepodwinięty dół):

marchewkowa, szafiarka, szycie, krawiectwo, moda, vintage, retro, sukienka, miętowa wełna, tweed, etola futrzana, kołnierz, lata 50, inspired by Ulyana Sergeenkomarchewkowa, szafiarka, szycie, krawiectwo, moda, vintage, retro, sukienka, miętowa wełna, tweed, etola futrzana, kołnierz, lata 50, inspired by Ulyana Sergeenko
[kliknij, aby powiększyć]

Po lewej Burda 2/2005, projekt Dice Kayek nr 133. Po prawej Burda 3/2011, suknia ślubna nr 103.
Burda 2/2005, #133 + Burda 3/2011, #103
[kliknij, aby powiększyć]


Sukienka: model 103 z Burdy 3/2011 (góra) + model 133 z Burdy 2/2005 (dół)
Miętowa wełna: Allegro
Podszewka: prezent od PIEGATEX-u

Etola: lumpeks (wyszukana przez moją mamę)
Rękawiczki: prezent od właścicielki sklepiku Moje Pokoje


5 listopada 2011

Krawieckie zlecenie nr 1 (sukienka z Burdy 7/2011, model 110)

52 raz(y) skomentowano
Cały dzisiejszy dzień spędziłam na apgrejdowaniu (przy pomocy marchewkowych rodziców oraz pana Marchewki) kuchni i pokoju krawieckiego. Wiecie, że ostatnio panuje moda na tworzenie dosłownie wszystkiego z ikeowych stolików LACK? I ja też tej modzie nie mogłam się oprzeć, dlatego pomieszczenie, w którym szyję i produkuję, wyposażyłam w sześć sztuk tego mebla. A to, co z nich powstało już wkrótce pojawi się na blogu.

Tymczasem projekt krawiecki, rozpoczęty tkaninową traumą, został pomyślnie zakończony. Sytuację uratowała dość gruba i niewymagająca podszewki malinowa satyno-tafta. Sukienka, która z niej powstała to model 110 z Burdy 7/2011. Prosty, przyjemny w szyciu, a jednak bardzo ciekawy wykrój. Na uwagę zasługują kimonowe rękawki, pojemne kieszenie i boczne kliny na przodzie góry. Jeśli wytniemy je z ciemniejszego materiału, sukienka optycznie wyszczupli sylwetkę. W wypadku mojej Zleceniodawczyni taki zabieg nie był potrzebny :).

A oto sukienka i jej właścicielka, która, ku mojej radości, zgodziła się zapozować do zdjęć:

marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, szafiarka, sukienka, burda 7/2011, model, dress 110, satyno-tafta, malinowy materiał, kimonowe rękawki, kliny, kieszeniemarchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, szafiarka, sukienka, burda 7/2011, model, dress 110, satyno-tafta, malinowy materiał, kimonowe rękawki, kliny, kieszenie
marchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, szafiarka, sukienka, burda 7/2011, model, dress 110, satyno-tafta, malinowy materiał, kimonowe rękawiki, kliny, kieszeniemarchewkowa, blog, szycie, krawiectwo, szafiarka, sukienka, burda 7/2011, model, dress 110, satyno-tafta, malinowy materiał, kimonowe rękawki, kliny, kieszenie
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]
Fot.: pan Marchewka


Sukienka: model 110, Burda 7/2011
Satyno-tafta: Wrocław, ul. Robotnicza

PS Jeszcze przez 8 dni na Leśno-Marchewkowej trwa konkurs Philips. Do wygrania kosmiczne żelazko Azur oraz książki ufundowane przez pana Marchewkę. Zapraszamy!

31 października 2011

Tu można wygrać kosmiczne żelazko marki Philips

68 raz(y) skomentowano
W związku z kampanią reklamową generatora pary Philips PerfectCare, dziś rozpoczynam konkurs, w którym...

... ale zacznijmy od regulaminu:

Co trzeba zrobić?
Aby wziąć udział w marchewkowym konkursie Philips, należy opowiedzieć o swojej największej katastrofie związanej z prasowaniem, której moglibyście uniknąć, używając żelazka Philips PerfeCare.

Odpowiedź należy zamieścić w komentarzu pod tą notką. Komentarz może mieć formę:
  • tekstu (opisu, opowiadania, dowcipu etc.)
  • odsyłacza do wykonanej przez Was grafiki (zdjęcia, rysunku, komiksu etc.), czyli grafikę wrzucanie na ImageShack, Flickr, TinyPic lub gdziekolwiek indziej, a tu zamieszczacie tylko link. Najlepiej aktywny! Nad polem komentarza znajduje się odpowiednia instrukcja.
Dodatkowo pracę konkursową przesyłacie na jz@marchewkowa.pl. Pamiętajcie, to bardzo ważne!

Do kiedy trwa konkurs i kiedy zostaną ogłoszone wyniki?
Konkurs rozpoczyna się dzisiaj (31.10.2011) i trwa do dnia 13.11.2011, do godziny 23.59. Wyniki pojawią się na blogu do dnia 20.11.2011.

Kto oceni prace i przyzna nagrody?
Wraz z panem Marchewką wybierzemy trzy najciekawsze prace. Wyboru najciekawszej z najciekawszych dokona przedstawiciel firmy Philips.

A teraz najlepsze, czyli NAGRODY:

Nagrodą główną jest wypasione żelazko parowe Azur GC4870.


marchewkowa, szafiarka, konkurs Philips, żelazko parowe azur, kampania PerfectCare


Pan Marchewka ufundował zaś dwie książkowe nagrody pocieszenia. Osoby, którym książki zostaną przyznane, będą miały możliwość wyboru spośród kilku tytułów.

Przed przystąpieniem do konkursu zapoznajcie się z pełnym regulaminem.

ŻYCZYMY POWODZENIA!

29 października 2011

Tkanina grozy i nie mogę spać, bo mierzę nowe rękawiczki

18 raz(y) skomentowano
Ostatnio spotkało mnie zdarzenie iście traumatyczne. Jakiś czas temu bliska mi osoba poprosiła mnie o uszycie sukienki. Nie, to jeszcze nie ta trauma (choć to pierwsza rzecz, której nie szyję dla siebie, więc zrozumiałe jest, że mogłabym się czuć odrobinę nieswojo ;-])! Sukienka miała powstać z przepięknego, opalizującego szantungu jedwabno-wiskozowego. Tkanina podobała mi się tak bardzo, że zdążyłam pochwalić się nią na moim facebookowym fan page'u.
Wykrój przerysowałam z dokładnością co do milimetra. Wycięłam poszczególne elementy i przygotowałam się psychicznie do szycia. Na pierwszy ogień zawsze idzie próbka materiału. Tymczasem próbka tego szantungu przyprawiła mnie niemal o zawał. Tkanina w miejscu zszycia rwała się niczym papier! Nie pomogła zmiana igły ani ściegu. Nie pomogło podkładanie pasków papieru. Albo ten szantung przeleżał rok na słońcu, albo z odzieżowym to on niewiele miał wspólnego.

Spotkałyście/liście się się kiedyś z takimi tkaninami?

Na szczęście wczoraj, czyli w piątek, udało się zdobyć nowy, prawidłowo działający i równie piękny materiał. Odetchnęłam z ulgą.

Ale, ale... Ja tu o moich tkaninowych traumach, a prezentacji domagają się rękawiczki. Orydżinal wintydż, marzeń moich spełnienie! Jest to prezent od przemiłej i niezwykle uzdolnionej właścicielki sklepiku Moje Pokoje oraz tego niezwykłego bloga. Tylko rzućcie okiem na jej dzieła, a padniecie z zachwytu (w sklepiku i na jego fan page'u polecam przejrzenie lal wykonanych na życzenie).

marchewkowa, szafiarka, retro, vintage gloves, rękawiczki, butelkowa zieleń
[kliknij, aby powiększyć]

Pasują, jak na mnie szyte!
marchewkowa, szafiarka, retro, vintage gloves, rękawiczki, butelkowa zieleń
[kliknij, aby powiększyć]

Do rękawiczek dołączone były te śliczne pudrowe kolczyki:

marchewkowa, szafiarka, retro, vintage, kolczyki, pudrowy róż
[kliknij, aby powiększyć]


Rękawiczki i kolczyki: prezent od właścicielki sklepu Moje Pokoje
oraz tego pięknego bloga


PS Już w najbliższy poniedziałek na Leśno-Marchewkowej odbędzie się konkurs, w którym główną nagrodą będzie kosmiczna machina marki Philips (to w związku z prowadzonymi testami generatora pary PerfectCare). Dodatkowo pan Marchewka funduje książkowe nagrody pocieszenia. Osoby, którym książki zostaną przyznane, będą mogły wybrać spośród kilku tytułów. Stay tuned!

23 października 2011

1,2,3... próba generatora pary PerfectCare firmy Philips

29 raz(y) skomentowano
Aktualizacja ze stycznia 2014.
Stacja parowa zepsuła się po 27 miesiącach użytkowania (3 miesiące po wygaśnięciu gwarancji).  Awarii uległy układy elektroniczne.

Punkt napraw (niezwiązany z Philipsem) ocenił, że naprawa jest niemożliwa (części zamienne nie są produkowane).
Serwis Philipsa wycenił ewentualną naprawę na 400-450 zł + koszt ekspertyzy (40 zł). Gwarancja poserwisowa - 6 miesięcy.

Bez komentarza.

Ostatnio marudziłam (czyli robiłam to, w czym zdobyłam mistrzostwo), że moje żelazko nieco nawala - miało problemy z temperaturą i niekontrolowanym wyciekiem płynów. Rozprasowywanie szwów stało się czynnością wielce czasochłonną i męczącą. I jak tu szyć? Wszak powszechnie wiadomo, że dobrze rozprasowany szew nie jest zły, nawet jeśli jest ociupinkę krzywy.

Z pomocą przyszedł mi przedstawiciel firmy Philips. I oto w moim domu pojawił się nowy, pachnący mandarynkami (uwielbiam mandarynkowy zapach nowego sprzętu!), cudownie fioletowy [!!!] generator pary PerfectCare, model GC9240.

Ważące zaledwie 5 kg urządzenie składa się z generującej parę bazy oraz połączonego z nią grubym przewodem smukłego żelazka. Co ważne, przewód jest na tyle długi (175 cm), że baza może swobodnie stać na podłodze, a żelazko na desce do prasowania. W trakcie przenoszenia żelazko można zamontować na bazie za pomocą specjalnego uchwytu. Dzięki niemu mamy pewność, że nic nam się nie rozpadnie.

Połączenie statku kosmicznego i iMaka G3, prawda?
marchewkowa, blog, szafiarka, generator pary, żelazko, Philips PerfectCare, model GC 9240, recenzja, testy, opinie
[kliknij, aby powiększyć]

Do prądu podłączamy wyłącznie bazę. W przeciwieństwie do klasycznych żelazek, nie ma konieczności wyciągania wtyczki z gniazdka po zakończeniu prasowania. Generator PerfectCare włącza i wyłącza się dużym, świecącym na niebiesko przyciskiem.


Przycisk włączania generatora, kontrolka poziomu wody i przycisk systemu odkamieniania.
W głębi widoczna duża kontrolka na żelazku.
marchewkowa, blog, szafiarka, generator pary, żelazko, Philips PerfectCare, model GC 9240, recenzja, testy, opinia
[kliknij, aby powiększyć]


W wypadku tego urządzenia wody nie nalewamy do żelazka, a jedynie do bazy, a dokładnie do znajdującego się z przodu pojemnika (bardzo łatwo go wyciągnąć, a po uzupełnieniu płynów ponownie zamontować).

Włączony generator nagrzewa się przez 2 minuty (choć z moich obserwacji wynika, że czasem 3, a nawet i 4), szumiąc i dość głośno zasysając wodę. Zasysanie powtarza się w trakcie prasowania, w miarę ubytku zgromadzonej pary. Kiedy urządzenie jest gotowe do pracy, duża kontrolka na żelazku przestaje mrugać. Parę obsługujemy dwoma przyciskami. Ten na spodzie rączki uruchamia ciągły strumień pary (120 g/min), ten na rączce - ułatwiający rozprasowywanie trudnych zagnieceń wyrzut pary (260 g/min). I to naprawdę działa! Wszystkie zagniecenia znikają w oka mgnieniu, wystarczy jedno pociągnięcie, nawet w przypadku grubych tkanin wełnianych czy gabardyny. Para odświeża i dezynfekuje odzież. Przywróci życie zachomikowanemu na wiosnę i lato zimowemu płaszczowi.

Pewnie zapytacie, gdzie tu się ustawia temperaturę. Ano nigdzie! Generator pary PerfectCare nie posiada żadnych pokręteł umożliwiających ręczną regulację temperatury. Dzięki Inteligentnemu Procesorowi Kontroli, żelazko utrzymuje stałą temperaturę idealną dla każdej tkaniny, co w praktyce oznacza, że stopa nagrzewa się minimalnie, a cała robotę wykonuje para. Mimo braku jakichkolwiek ustawień, nie trzeba się obawiać przypalenia czy wyświecenia (minimalizuje te powstałe wcześniej) nawet najdelikatniejszego materiału (czy to naturalnego, czy syntetycznego), a żaden szew nie odbije się na prawej stronie.

Moherowy sweter prasowany na prawej stronie
(w czasie robienia zdjęć włączone żelazko cały czas stało na swetrze):
marchewkowa, blog, szafiarka, generator pary, żelazko, Philips PerfectCare, model GC 9240, recenzja, testy, ocena
[kliknij, aby powiększyć]

Włoski nie uległy przypaleniu, a nawet zagnieceniu!
marchewkowa, blog, szafiarka, generator pary, żelazko, Philips PerfectCare, model GC 9240, recenzja, testy
[kliknij, aby powiększyć]


Ten generator pary to ratunek dla zapominalskich. Włączone żelazko można pozostawić na tkaninie nawet na kilka minut i chałupa z dymem nie pójdzie.

Ale to nie wszystko! PerfectCare umożliwia prasowanie w pionie - na manekinie czy na wieszaku. Stopa Steam Glide z łatwością ślizga się po każdej tkaninie. A półtoralitrowy zbiornik na wodę wystarcza na 2 godziny ciągłego prasowania, czyli tydzień prasowałam bez dolewki. Sporym atutem jest przyjazny użytkownikowi system odkamieniania bazy oraz kontrolka przypominająca o konieczności dokonania tegoż zabiegu.

Aby potwierdzić opisane tu działanie urządzenia, przygotowałam krótki filmik. Zobaczycie na nim prasowanie oraz nieudaną próbę przypalenia kilku tkanin (od grubej bawełny po cieniutki jedwab).


muzyka: Bob Bradley, Tim Garland - "Driving School"

PerfectCare umożliwia naprawdę szybkie i łatwe prasowanie każdej tkaniny (oczywiście prócz tych, których w ogóle prasować się nie powinno) - jedno pociągnięcie i gotowe! Zadowolone będą z niego nie tylko osoby szyjące i kochające codzienne machanie żelazkiem. To urządzenie zmieni zdanie tych, którzy do prasowania podchodzą jak do jeża!

ZALETY
  • ładne wzornictwo, solidne wykonanie
  • lekki, mały i poręczny (jednak żelazko jest wystarczająco ciężkie, aby mogło dokładnie rozprasować każdą tkaninę)
  • brak pokręteł
  • możliwość prasowania wszystkich tkanin naraz, bez konieczności sortowania
  • możliwość prasowania w pionie i poziomie
  • dezynfekuje i odświeża
  • duuuży pojemnik na wodę
  • długie (175 cm każdy), solidne kable
  • przycisk włączania i wyłączania generatora (nie trzeba wyciągać wtyczki z gniazdka!)
  • system łatwego odkamieniania
  • prawidłowo przetłumaczona instrukcja obsługi

WADY
  • długi czas nagrzewania (dłuższy niż obiecane przez producenta 2 minuty), co szczególnie irytuje, jeśli żelazko musimy włączać co 10-15 minut
  • głośny, ale nie jak młot pneumatyczny
  • konieczność odkamieniania (spuszczenia wody z bazy) 2-3 razy w tygodniu
  • kontrolka systemu odkamieniania nie działa

Recenzję generatora Philips PerfectCare znajdziecie również na blogu Dzieciowo mi!.

17 października 2011

Fly me to London

44 raz(y) skomentowano
Pamiętacie moje przeboje z butami, a właściwie z ich tęgością (wiecznie za dużą)?

Przez ostatnie dwa lata zdarzało mi się skorzystać z pomyłek producentów obuwia i kupić kilka par butów. Jedne ładniejsze, drugie brzydsze, ale większość nie do końca dobrana. Tu coś obciera, tam coś miażdży palce. W tej parze spada lewy but, a z tamtej zgubiłam prawy. No męczarnia! O zakupie butów w sklepie internetowym mogłam tylko pomarzyć. Bo jak tu nabyć coś, co i tak trzeba będzie odesłać?

Kiedy z ofertą barterową zgłosiła się do mnie przemiła pani, reprezentująca sklep Schaffashoes, od razu uczciwie przestrzegłam, że moimi stopami nie będzie tak łatwo. Zapewniono mnie jednak, że wymiana to żaden problem.
Z nieskrywaną obawą wpłynęłam na obuwnicze oceany i... daleko nie upłynęłam, bo mym oczom ukazały się buty Yarg firmy Fly London. I co się okazało? Dokonałam czynu niemożliwego - udało mi się dobrać buty na odległość. I to jakie! Nie dość, że wyjątkowo miękkie i dobrze wyprofilowane, to w dodatku odpowiednio wąskie. Radości nie ma końca. Już myślę nad zakupem butów tej firmy na lato!

marchewkowa, szafiarka, krawiectwo, szycie, retro, vintage, moda, spódnica z aksamitu w panterkę, buty, koturny zimowe Fly London z Schaffashoes, top Motivi, sweter, kwiat, H&M, kolczyki Kruk, torba wiolonczela Ochnik, żakiet z wełny parzonej, Burda, slow fashionmarchewkowa, szafiarka, krawiectwo, szycie, retro, vintage, moda, spódnica z aksamitu w panterkę, buty, koturny zimowe Fly London z Schaffashoes, top Motivi, sweter, kwiat, H&M, kolczyki Kruk, torebka, torba wiolonczela Ochnik, żakiet z wełny parzonej, Burdamarchewkowa, szafiarka, krawiectwo, szycie, retro, vintage, moda, spódnica z aksamitu w panterkę, buty, koturny zimowe Fly London z Schaffashoes, top Motivi, sweter, kwiat, H&M, kolczyki Kruk, torebka, torba wiolonczela Ochnik, żakiet z wełny parzonej, Burda, slow fashionmarchewkowa, szafiarka, krawiectwo, szycie, retro, vintage, moda, koturny zimowe, skórzane buty Fly London (Yarg) z Schaffashoes.pl,
[kliknij wybrane zdjęcie, aby je powiększyć]
Fot.: pan Marchewka

Buty: Fly London, model Yarg - dzięki uprzejmości Schaffashoes
Spódnica: uszyłam sobie z bawełnianego aksamitu (Burda 08/2010)
Top: Motivi
Kwiat: H&M
Sweter: H&M
Rękawiczki: Top Secret
Torba wiolonczela: Ochnik (prezent od pana Marchewki)
Żakiet: uszyłam sobie z wełny parzonej (Burda 10/2010)

8 października 2011

Żeby nie było...

39 raz(y) skomentowano
... że pan Marchewka przejął bloga w samodzielne władanie, to jeszcze ja coś tu dodam.
To będą ostatnie letnie zdjęcia.
Przetrwałam lato! I to bez grama opalenizny na skórze. Brązowe nogi, ręce i twarz to największe koszmary mojego życia ;]. Filtrów wszelakich w moim domu pod dostatkiem. Jakiś czas temu pewien bardzo zrumieniony pan szyderczo skomentował moje blade kończyny. Cóż mogłam zrobić? Szczerze podziękowałam, dawno mi nikt takiego komplementu nie zapodał.

No ale wracając do końca ciepłych dni, w szafie czeka już na mnie moja ukochana mięsista okołopanterkowa spódnica z bawełnianego aksamitu. Marzyłam o jej założeniu przez kilka ostatnich miesięcy i w końcu się doczekałam. Chyba!

No to lecimy z tym różem!

marchewkowa, blog, szafirka, krawiectwo, szycie, moda, vintage, retro, 50s, 60s, tapir, fryzura, DIY, sukienka, z koła, czarno-białe kwiaty, malinowy sweter, kardigan, naszyjnik ze sztucznych pereł, Monnari, KappAhl, slow fashionmarchewkowa, blog, szafirka, krawiectwo, szycie, moda, vintage, retro, 50s, 60s, tapir, fryzura, DIY, sukienka, z koła, czarno-białe kwiaty, malinowy sweter, kardigan, naszyjnik ze sztucznych pereł, Monnari, KappAhl, slow fashion
[kliknij, aby powiększyć]

marchewkowa, blog, szafirka, krawiectwo, szycie, moda, vintage, retro, 50s, 60s, tapir, fryzura, DIY, sukienka, z koła, czarno-białe kwiaty, malinowy sweter, kardigan, naszyjnik ze sztucznych pereł, Monnari, KappAhl
[kliknij, aby powiększyć]


Czarno-biała sukienka: uszyłam sobie (tkanina: PIEGATEX)
Malinowy (taka żarówa tylko na zdjęciach wychodzi, w rzeczywistości kolor jest stonowany) sweter : Monnari
Malinowe buty: Tchibo
Ruda torebka: vintage
Perełki: KappAhl
A we włosach mam coś, co się zwie Bumpits: Allegro

6 października 2011

Pan Marchewka przedstawia: Steve Jobs, 1955-2011

17 raz(y) skomentowano
W latach ‘90. ubiegłego wieku maszyny Apple podziwiałem z daleka. Dla biednego studenta komputery z nadgryzionym jabłuszkiem były nieziszczalnym marzeniem o krainie, gdzie nawet pecet może być ładny i mieć powodzenie wśród kobiet. Pozostawało lizanie lizaka przez szybę – na przykład witrynę nowo otwartego we Wrocławiu sklepu Apple (nie nazywało się to jeszcze nawet iSpot) na ulicy (o ironio!) Ruskiej – na którego otwarcie poszedłem... żeby sobie popatrzeć. Albo emocjonowanie się artykułami, wieszczącymi po raz kolejny upadek Apple (wówczas z okazji przejścia na procesory Intela).

Aż tu nagle nadszedł rok 2007 i wszystko się zmieniło. Jako że interesy szły dobrze, a zakup komputera mogłem sobie odliczyć od podatku, w ramach eksperymentu sprawiłem sobie Maka Mini... tak tylko, żeby spróbować.

Piszę te słowa na moim piątym Maku. W zasięgu ręki leży mój drugi iPhone. Dziś koło trzeciej w nocy polskiego czasu na tym samym ekranie przeczytałem – a jakże, korzystając z czytnika RSS zakupionego w applowskim App Storze – informację o śmierci Steve’a Jobsa.



A co mnie to obchodzi, powie ktoś z Was, używam Linuksa/Windows (niepotrzebne skreślić), telefon mam z Androidem... zabawki Apple są dobre dla hipsterów. Nic bardziej mylnego. Jeśli czytacie te słowa na komputerze z okienkowym interfejsem, jeśli do jego obsługi używacie myszki, jeśli korzystacie z tabletu lub telefonu z dotykowym ekranem... jeśli wreszcie zdarzyło się Wam wzruszyć na kreskówce Piksara... pomyślcie ciepło o facecie, któremu to zawdzięczacie. Bo nawet konkurencja Steve’a bez bodźca w postaci jego wynalazków (tak, jego wynalazków – Steve Jobs opatentował ich – sam lub ze współpracownikami – ponad 300!) dalej dreptałaby w miejscu – vide nokiowa stagnacja rynku telefonicznego przed pojawieniem się iPhone’a – iPhone’a, który – przypomnijmy – wynaleziono tylko przypadkiem podczas pracy nad iPadem!

W którymś z opublikowanych dziś nekrologów określono Stefana mianem współczesnego Edisona. Jako zagorzały wróg legendy edisonowskiej muszę zaprotestować – Steve Jobs to raczej współczesny Tesla.



Samsung, toczący obecnie podjazdową wojnę na patenty z Apple, podczas jednej ze spraw sądowych podważył oryginalność iPada, powołując się na... Odyseję kosmiczną 2001 Kubricka. Faktycznie, tablet z jabłkiem do złudzenia przypomina futurystyczne wówczas tablety, używane przez bohaterów filmu. Tyle że dostrzec w klasyku SF gotowy produkt to jedno, a ziścić futurystyczną wizję – coś całkiem innego.

Nie latamy dziś na księżyc Pan Amem, jak u Kubricka, nie mamy rakietowych plecaków ani samodopasowujących się ubrań, znanych z produkcji science fiction z lat mojej młodości. Jednak znane z Odysei kosmicznej czy Star Treka podręczne dotykowe wszystkopotrafiące komputery zagościły w naszej codzienności właśnie za sprawą El Jobso.

I za tę odrobinę przyszłości w mojej teraźniejszości zawsze będę Steve’owi wdzięczny.

(by pan Marchewka)

5 października 2011

Kropka w kropkę (uwaga, spoiler serialowy!)

49 raz(y) skomentowano
Pogoda nadal twierdzi, że mamy środek lata. O jesieni przypominają mi tylko bardziej zaśnieżone zdjęcia (za krótkie te dni!) i rozpoczynające się nowe serie naszych ulubionych seriali.
  • "House", seria 8 - "Gdy wróciłem pod celę/ I wiadro połknąłem,/ Z wizją wyjścia na wolność właśnie kładłem się spać./ Przyszedł klawisz i mówi/ Że jutro wychodzę/ Bo ktoś kaucję zapłacił/ I nie muszę się bać".
  • "Dexter", seria 6 - tym razem Dexter kontra admirał Adama i syn Toma Hanksa.
  • "Fringe", seria 4 - czyli wszyscy czekamy na powrót Petera.
  • "The Big Bang Theory", seria 5 - zawsze powalająco śmieszny. W pierwszym odcinku Amy rządzi!
  • "Misfits", seria 3 (rozpocznie się 11 listopada) - czyli "Heroes" w wersji brytyjskiej. Prawdziwy hicior!
  • "New Girl", seria 1 - czyli siostra Bones w retro ubrankach + trzech kolesi.
  • "Homeland" seria 1 - czyli główny bohater serialu "Life" w roli potencjalnego czarnego charakteru + Claire Danes + Inigo Montoya + mąż głównej bohaterki "Mercy" + Anna z "V".
  • "Terra Nova", seria 1 - na pierwszy rzut oka połączenie dystopii jak z “Fortecy” z Christopherem Lambertem z dinozaurami, ale nie takimi z jakiegoś parku, tylko niczym z “Najdłuższej podróży” Rosińskiego. Czyli zapowiada się prawdziwa uczta dla miłośników lat ‘80 minionego wieku. To pisałem ja, pan Marchewka, dlatego takie długie i o starociach.
  • "Dark Matters", seria 1 - czyli Walter z "Fringe'a" w roli narratora historii prawdziwych, acz niewiarygodnych
Czy ja mogę tak ubrana chodzić do grudnia?
szafiarka, blog krawiecki, szycie, krawiectwo,marchewkowa, szycie, groszki, kropki, 50s, 60s, buty Tchibo, perełki,perły KappAhl, vintage, retro, slow fashionszafiarka, blog krawiecki, szycie, krawiectwo, marchewkowa, szycie, groszki, kropki, 50s, 60s, buty Tchibo, perełki,perły KappAhl, vintage, retro, slow fashion
[kliknij, aby powiększyć]
Fot: pan Samowyzwalacz, bo pan Marchewka ostro pracuje


Sukienka z bawełny w grochy: uszyłam sobie, Szycie krok po kroku wiosna/lato 2009
Moherowy sweter i gumowy pasek: H&M
Buty: Tchibo
Torebka: prezent od przyjaciółki, którą namówiłam na szafiarstwo
Perełki (moja nowa miłość): KappAhl
Petticoat: Allegro


Po ostatniej notce kilka osób pytało mnie o działanie i skuteczność kosmetyków z Nivea Pure Effect.
Do wszystkich trzech produktów podeszłam z wielką niepewnością (zwykle w roli peelingu stosuję zaparzoną kawę, maseczkę robię ze zwykłego modu, a w roli kremu występuje oliwka). Niepotrzebnie! Mimo że seria przeznaczona jest do cery młodej z problemami trądzikowymi i niedoskonałościami (miło jest się dowiedzieć, że człowiek nadal wygląda tak, jakby musiał używać preparatów zwalczających trądzik :]), na mojej suchej i skłonnej alergii skórze spisują się zaskakująco dobrze!

Ale do rzeczy. Żele nie tylko przyjemnie pachną (zapach jest delikatny, nie pozostaje długo na skórze) i dobrze się rozprowadzają, ale, co ważniejsze, delikatnie oczyszczają, nie powodując nawet najmniejszego uczucia ściągnięcia oraz podrażnień.
All-in-1 zawiera maleńkie peelingujące drobinki i może być również stosowany jako maska. Tej opcji jednak nie wypróbowałam.
Thermo przy zetknięciu z wilgotną skórą wydziela przyjemne ciepełko. Niestety, trwa ono zbyt krótko - ułamki sekundy. Czy da się je jakoś przedłużyć?

Po obu preparatach moja skóra była przyjemnie gładka, a po zastosowaniu kremu Anti-Spot pozostawała taka cały dzień. Producent obiecuje lekką i beztłuszczową konsystencję. I faktycznie tak jest - krem wchłania się błyskawicznie, nie pozostawiając lepkiej warstwy. I tego najbardziej się obawiałam! Takie właściwości zwykle oznaczały przesuszenie i podrażnienie. Jednak w tym przypadku preparat nawilża bardzo skutecznie i długotrwale, mimo że w składzie występuje Methylpropional oraz Alcohol Denat. (znane z właściwości wysuszających i podrażniających). Zapach, podobnie, jak w przypadku żeli, jest delikatny i ulotny.

Podsumowując, cała seria Pure Effect spisuje się wyśmienicie nawet na skórze bardzo suchej. Preparaty wyjątkowo dobrze wygładzają i nawilżają naskórek. Żele to również bardzo dobre produkty do demakijażu, a krem stanowi idealną bazę pod podkład. Wielki plus za wysoką pozycję Magnolia Officinalis Bark Extract w składzie (we wszystkich trzech produktach).

szafiarka, marchewkowa, kosmetyki, żel, peeling, krem, Nivea, Pure Effect, All-in-1, Thermo, Anti-Spot
[kliknij, aby powiększyć]


Kosmetyki Nivea Pure Effect:
ALL-IN-1, żel-peeling-maska
THERMO, rozgrzewający żel głęboko oczyszczający
ANTI-SPOT, krem przeciw niedoskonałościom na dzień

26 września 2011

Przedjesienne zaksiążczenie i zwierzęta laboratoryjne

22 raz(y) skomentowano
Pan Marchewka:
Za oknem, trochę wbrew kalendarzowi, jeszcze letnio. I tak też niejesiennie było podczas pstrykania zdjęć, do których zamieszczenia zmusiła mnie Marchewkowa. Jednak w tak zwanym międzyczasie, przed opublikowaniem tej notki, było kilka dni takich, że bez ciepłego polara w zanadrzu nie sposób było ruszyć się z domu. Niedługo zaś trzeba będzie się z polarami, skórami, swetrami zaprzyjaźnić na dobre.

Dni zaczęły się już robić krótsze... jeszcze trochę, a z pracy będę wracać po zmroku. Wówczas na zimnym przystanku rozgrzewać mnie będzie myśl o ciepłym domowym zaciszu i dobrej lekturze w żółtawym świetle lampy.

No i dzisiaj mamy strój letni, ale tematykę T-shirta książkową, w sam raz na długie jesienne i zimowe wieczory.

Od książek i od kawy (kolejna dobra rzecz na zimne dni) jestem przyjemnie uzależniony. O ile ten drugi nałóg ma dopiero jakieś 10 lat, o tyle ten pierwszy jest nieco tylko młodszy ode mnie – od kiedy nauczyłem się czytać, podkradając dziadkowi gazety w wieku lat pięciu, pochłaniam lektury żarłocznie. Z czasem tylko przerzuciłem się z papieru na e-papier. Teraz szeleszczę tylko tymi tomami, których nie sposób dostać w formie elektronicznej (większość literatury nieanglojęzycznej, ostatnio na przykład druga część jęczmykowego “Nowego średniowiecza”) i tymi, których piękno papieru wymaga (ostatnio 8. tom łysiakowego “Malarstwa białego człowieka”).

Na co dzień jest jednak Kindle. Temat na odrębną notkę. Dość wspomnieć, że noszenie przy sobie całej biblioteki jest niesamowite. Codzienna lektura po drodze autobusem do pracy nabrała nowych barw dzięki temu szaremu ekranowi. Na nowo odkryłem też, że potrafię i lubię czytać kilka książek naraz.

Koszulka, w której mnie ujęła Marchewkowa przedstawia lektur więcej niż kilka. Tak mi się kojarzy z moją książkową pasją, że nie mogłem jej sobie odmówić – choć rozsądnie odczekałem na przecenę w Threadless. Kto zgadnie, jakie książki przedstawia?

A poza książkami mamy kosmetyki Nivea testowane na Marchewkowej... i na mnie cokolwiek też, ponieważ moja luba uznała, że trzeba zbadać ich wpływ także na moją starczą skórę. Oddajmy zatem głos gospodyni bloga...

blog, marchewkowa, pan marchewka, koszulka, T-shirt, Threadless, Books, książkiblog, marchewkowa, pan marchewka, koszulka, T-shirt, Threadless, Books, książki
[kliknij, aby powiększyć]

Marchewkowa:
Skoro pan Marchewka może się pochwalić nową koszulką, to ja się chwalę zawartością przesyłki, która dotarła do mnie (choć z ledwością, bo kurier bardzo się starał, żebym jej nie otrzymała - ja to mam jednak szczęście do nietypowych form dostarczania paczek) w zeszły czwartek.
Oto kilka kosmetyków Nivea (seria Pure Effect, pomadki Vitamin Shake i SOS Lip Repair), które mają zostać poddane testom na mojej skórze. Ale, ale... Wszystkie tubki i pojemniczki zapakowane były w spory perłowy kuferek, który wprost urzekł mnie swym kształtem. Takiego w swojej kolekcji jeszcze nie miałam!

blog, marchewkowa, kosmetyki, uroda, żel do mycia twarzy, krem, Nivea, Pure effect, pomadka nawilżająca do ust, Vitamin Shake, SOS
[kliknij, aby powiększyć]

Koszulka pana Marchewki: Threadless



PS Dziś ruszamy na czterodniową wycieczkę w góry. Na wszystkie komentarze odpowiemy po powrocie. Pozdrawiamy!